Akcja · 5 min czytania
Zły Pociąg
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Musimy go wyrzucić – wrzasnęła. – Oni wszystko już wiedzą. - Jacy oni? Bruce wyjrzał z przedziału, ale na korytarzu nie było nikogo. Bez słowa usiadł i nerwowo wzruszył ramionami. - Oni wszyscy – dziewczyna była bardzo blada i drżała na całym ciele. - Tu nikogo nie ma – zmęczonym głosem wyjaśnił Bruce. - Nie rozumiesz. Oni tu są. - Bądźże wreszcie cicho. Zaraz naprawdę ktoś tu przyjdzie. Od dwóch dni z każdą godziną wyzbywała się resztek normalności, popadając w coraz większy obłęd i kiedy Bruce spoglądał w jej oczy wydawała mu się zupełnie nieznaną osobą. - Ale oni już wiedzą! Jej piskliwy głos stapiał się z ciepłym powiewem wpadającego przez uchylony lufcik powietrza. Wstała i chwiejnym krokiem podeszła do szyby. - Uspokój się – jęknął Bruce. – Nikt o niczym nie wie. - Cii – ucięła gwałtownie. Wielkimi ciemnymi oczami spojrzała gdzieś ponad nim. Mimowolnie spuścił wzrok i przekręcił się w stronę okna. - To bezsensu – westchnął. – Mów co chcesz, nie wyłaź tylko z przedziału. - Cii... oni... - Oni to twoje wyrzuty sumienia, cholerne wyrzuty sumienia. Wariujesz przez nie. Chowając twarz w dłoniach kucnęła przy oknie. - Może, ale oni to wiedzą. - Nawet jeśli – warknął zrezygnowany. – Nawet jeśli ktoś wie, to co z tego? Czy myślisz, że tak łatwo nas złapią? Nie. Już jesteśmy w Meksyku. Za parę dni możemy być w Europie. Nie odzywała się. Jej mocno zaciśnięte usta zbladły, przybierając ten sam kolor co reszta twarzy. Za szybą przewijały się krajobrazy północnego Meksyku. Pociąg ze stukotem wspiął się na szyny mostu przecinającego Jaqui. O tej porze roku była to dość wąska rzeka, a jej rozległe koryto w większości wypełniał muł. Stąd niedaleko już było do stacji w Obregon i pociąg wyraźnie zwalniał. - Nie możesz się tak przejmować – ciągnął Bruce. – To cię wykończy, a na to nie mogę pozwolić. - Ach dosyć – przerwała mu. – To głupie. - Czemu? - Nie przejmuj się mną. - Dobrze. W takim razie powiem to inaczej. Wykończając siebie, wykończasz i mnie. Nie spałem już dwie noce. - Możemy się rozstać. - Nie. - Ja mówię całkiem poważnie – uśmiechnęła się niewyraźnie. – Cholernie poważnie. - Żałowalibyśmy tego. - Może, a może nie. - Przestań. Nie wiesz co mówisz. - Uważasz mnie za wariatkę? Sukinsynu, uważasz mnie za wariatkę? Krzyczała wyrzucając z siebie potok słów. Bruce nie przerywał jej