Horror · 6 min czytania
Zły sen
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Maurycy spojrzał w dół i stwierdził, że nie ma obuwia. Jego nogi nie były także odziane w skarpety, onuce, podkolanówki, getry ani nic podobnego. Co dziwne, Maurycy w ogóle nie zauważył swych nóg. Skonstatowawszy to upadł. Z niepokojem zerknął na swe dłonie. Również one gdzieś zniknęły. Schylił głowę, chcąc upewnić się, że ma jeszcze tułów. Na szczęście korpus był na swoim miejscu. Chociaż trochę niekompletny - brakowało członka oraz jąder.
- Hmmm - powiedział Maurycy i nagle coś sobie przypomniał. Szedł właśnie ulicą, gdy nadjechał tamten duży samochód.
- Ojojoj - pomyślał Maurycy, usłyszawszy uszami wspomnień pisk opon i ujrzawszy oczami wyobraźni siebie lecącego ponad asfaltem. Sam lot był może nawet dosyć przyjemny, ale już zderzenie z oknem wystawowym butiku "Dla puszystych" o wiele mniej.
A więc to tak - pomyślał Maurycy, gdyż podobnie jak niejaki Inglot, który zresztą zaraz się pojawi oraz paru innych bohaterów moich opowiadań potrafił ubierać swe myśli w słowa, i przypomniał sobie, że niewiele więcej pamięta. Może odgłos syreny ambulansu, ale i to niezbyt dobrze - nawet nie potrafiłby go zanucić. Blond pielęgniarkę - całkiem ładną, ale czy miała aby duży biust? Operację... A tak, Maurycy zapamiętał słowa tego siwego lekarza, który cały czas palił papierosy:
Część 22 / 2
- Nawet jak przeżyje, to ja pierdolę.
I tyle.
Maurycy rozejrzał się wokół i stwierdził, że na sali oprócz niego leży jeszcze facet z wbitym w oko wieszakiem i całkiem zgrabna dziewczyna, której amputowano głowę.
- Halo - powiedział Maurycy pod adresem mężczyzny, gdyż nie był idiotą i nie liczył na nawiązanie konwersacji z bezgłową dziewczyną. - Halo - odparł mężczyzna i wskazał palcem na swój wieszak - Widzi pan jak się urządziłem? - Widzę. - A ja nie - zażartował mężczyzna. Następnie zwinnie wstał z łóżka, podszedł do Maurycego, podniósł go z podłogi i ułożył na poduszce. - Spadłeś z łóżka - powiedział i dodał po chwili - Nazywam się Inglot. - Bardzo mi miło - odparł Maurycy - Mam na imię Maurycy. Proszę wybaczyć, że nie podaję ręki, ale... - spojrzał wymownie na miejsce, w którym kiedyś znajdowała się jego prawa dłoń. - W porządku - rzekł Inglot - Rozumiem. - Niech mi pan powie... - zaczął Maurycy, ale Inglot natychmiast zatkał mu usta dłonią. - Jaki "pan"? - rzekł serdecznie - Mówmy sobie po imieniu. Maurycy zakrztusił się powietrzem, więc Inglot oderwał dłoń od jego ust i wlał mu trochę wody do gardła. - Dziękuję - chrząknął Maurycy. - Nie ma za co. - Powiedz mi - powiedział Maurycy po chwili dłuższej chwili - Bardzo ze mną źle? - Hmmm - odparł Inglot i