Przygoda · 24 min czytania
Zmiana
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
USA. Okolice małego miasteczka w okolicach Virginii. Piękna, słoneczna pogoda wywoływała uśmiech na twarzy każdego mieszkańca. Prócz jednej osoby... -NIE! NIE ZGADZAM SIĘ! Mamo jak mogłaś?! Jak mogłaś... Żeby tak bez mojej wiedzy?! Jesteś okrutna! Po prostu... ach! NIGDY NIE POMYŚLAŁABYM, ŻE ZROBIŁABYŚ MI COŚ TAKIEGO! BOŻE! - Przeraźliwie głośny trzask drzwi. Sara Walter. Piękna, niebieskooka długonoga, obrzydliwie rozpieszczona, wredna i bogata szesnastoletnia dziewczyna. Obiekt westchnień każdego chłopaka w szkole, otoczona gronem przyjaciół. Cheerleaderka. -Jak mogła.. Annabel powiedz mi, jak ona mogła mi to zrobić?! - krzyczała, zalewając się łzami w słuchawkę telefonu komórkowego. -Sarah uspokój się, proszę... - prosiła przyjaciółka. -Jak mam się uspokoić?! Możemy już w ogóle się nie zobaczyć! Przeprowadzam się do AFRYKI! Ponieważ moja matka sobie ubzdurała, żeby pomagać małym chorym bachorom! Czy to ani trochę nie zrobiło na ciebie wrażenia?! Dzięki, Ann! - Wykrzyczała ze złością dziewczyna, wcisnęła czerwoną słuchawkę i rzuciła komórką o ścianę. Ciężko oddychając opadła na duże łóżko. Po chwili usłyszała nieznośne pukanie do drzwi. -Dajcie mi wy wszyscy święty spokój! - wrzasnęła głośno, ocierając łzy i wtuliła się mocno w puchową poduszkę tłumiąc odgłos pukania.
***
Sara szybko przemierzała korytarz poprawiając ramię torby, które co chwilę się obsuwało. Właśnie pędziła na ostatnią lekcję w tej szkole. Przystanęła na chwilę i schowała twarz w dłonie. "Nie rozpłacz się. Nie teraz. Nie tutaj." rozkazała ostro w myślach i ponownie ruszyła w stronę klasy fizycznej. Weszła. Usiadła obok koleżanki Dwadzieścia par oczu wpatrywało się w nią intensywnie. Nauczyciel przerwał monolog. Czas stanął w miejscu.. To koniec. Wyjeżdżała... -Ekhm, ekhm. - prof. Jordan gwałtownie przerwał przeraźliwie cichą ciszę. - Jak już mówiłem... - Wysiliła się na uprzejmy uśmiech i zaczęła udawać, że słucha. Nagle wylądowała przed nią karteczka. "Będziemy tęskniły." odczytała wzruszonym szeptem i odwróciła głowę dostrzegając dwie wyszczerzone buzie. Otarła łzę. Też będzie tęskniła... Bardziej niż wszyscy.
***
-Panno Walter! Proszę się pośpieszyć! - blondynka wzięła do ręki walizkę. Przejechała tęsknie opuszkami palców po blacie drewnianego biurka. Westchnęła z wielkim żalem, odwróciła się na pięcie i wyszła. Wciąż była zdenerwowana na rodziców, ale już mniej. Od tamtego wydarzenia kiedy się dowiedziała trochę jej przeszło. Ale nadal czuła złość. Że musiała przez ich widzi mi się zostawić całe swoje życie. Musiała zaczynać nowe. I to w Afryce. Zeszła na dół po schodach i ujrzała twarz mamy. Wyrażała współczucie. Dziewczyna przeszła obok niej obojętnie i skierowała się w stronę samochodu. -Czekaj córeczko! Była tutaj Annabel i kazała przekazać ci to... - Wręczyła jej kopertę w której znajdował się list. Postanowiła, że przeczyta go w samolocie. W spokoju. Była pewna, że przez to co jest tam napisane uroni nie jedną łzę. Ojciec włożył jej walizkę do bagażnika, a ona wgramoliła się na tylne siedzenie. Rzuciła ostatnie spojrzenie na rodzinny dom i szybko odwróciła wzrok, żeby zbyt wiele wspomnień nie wracało z podwójną siłą.. Po piętnastu minutach dotarli na miejsce. Znajdowali się na ogromnym lotnisku, gdzie roiło się od ludzi. Minęło zaledwie 10 minut, kiedy już siedzieli w środku samolotu. Lecieli pierwszą klasą co bardzo odpowiadało Sarze. Nagle w głośnikach rozległ się głos pilota. -Proszę o zapięcie pasów, zaraz startujemy. - Sara i państwo Walter zapieli pasy. Dziewczyna ułożyła się wygodnie w fotelu. Poczuła wstrząs i samolot powoli ruszył asfaltowym pasem startu. Rozerwała gwałtownie kopertę, którą trzymała w dłoniach. Wyjęła delikatnie list, jakby było to coś bardzo cennego i nie chciała tego uszkodzić. Ujrzała drobne, lekko pochylone literki.
Kochana Saro. 12.06.2006 r. Viginia.
Mogę się założyć o dwie paczki żelków, że czytasz ten list dopiero kiedy już siedzisz w samolocie. Rozstałyśmy się w niezbyt miłej atmosferze. Chcę, żebyś wiedziała, że będę tęskniła za tobą najmocniej na świecie. Jest jedna rzecz o której chce Ci napisać. Wiem, że to nie jest odpowiedni moment, ani sposób, ale chcę abyś wiedziała. To lepiej, że wyjeżdżasz do Afryki. Może się zmienisz. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką i akurat mnie to nie dotyczy Ale.. jesteś wredna. Bezczelna. Niemiła. I ani trochę nie okazujesz uczuć. Byłaś, jesteś.. Jaka będziesz zobaczymy.. Może Cię to zaboli, może się tym w ogóle nie przejmiesz. Tak wiem, jestem szczera. Ale taka rola przyjaciółki. I dlatego chcę, abyś tam.. w nowym miejscu.. widząc ból tych dzieci się zmieniła. Będę trzymała kciuki.
Część 22 / 2
Kocham Cię i trzymaj się ciepło oraz pisz chociaż raz na miesiąc.
Twoja Ann.
Jej pierwsza reakcja była natychmiastowa. Z wściekłości jaką ją ogarnęła podarła list na drobne kawałki i wyrzuciła do stojącego obok pojemnika na śmieci. Z tysiącami myśli oparła głowę o szybę. "To będzie ciężka podróż..." szepnęła w myślach i zamknęła oczy całkowicie pochłaniając się muzyce jaka płynęła ze słuchawek jej mp4. Miała rację. Podróż była niesamowicie dobijająca i miała ochotę jak najszybciej znaleźć się w tym ich cholernym domu. Miała nadzieję, że będzie o wiele lepszy, niż ten busz, którym szła taszcząc walizę. Co chwilę kąsały ją jakieś latające robale i spotykali dzikie bachory, które prosiły o jedzenie. Już nawet było jej trochę żal małego, słodkiego dzieciaka, ale kiedy wyrwał jej batona z ręki stosunek do niego w jednej sekundzie się zmienił. Wreszcie dotarli. Sara krzyknęła, patrząc oburzająco na budynek przed którym stali. -CO TO MA BYĆ?! TU BĘDZIEMY MIESZKAĆ?! MAMOOOOOOOOOOO! - jej wrzask rozdarł ciszę jaka panowała w okolicy. Był to bowiem drewniany domek stojący na niewielkim pagórku. Państwu Walter od razu się spodobał, ale Sarze mniej... Weszła do swojego pokoju i miała ochotę się rozpłakać jak małe dziecko. Rzuciła się na całkiem przyzwoite łóżko i zaszlochała ze złości. Ze zmęczenia i wykończenia zasnęła.. Obudziło ją wołanie matki. Usiadła na łóżku i przeciągnęła się, szeroko ziewając. Złość minęła. Omiotła pokój spojrzeniem. "Jutro trzeba będzie się za niego wziąć." odparła z niesmakiem. Za oknem panował mrok. Ubrała kapcie i zeszła na dół. -Co? - zapytała wchodząc do przytulnej kuchni. Rozglądnęła się ciekawie i nawet się jej spodobało. Wyszła z pomieszczenia i zmierzyła w stronę salonu. -Ładnie... - Stwierdziła sama nie wierząc w swoje słowa. - Ładnie urządziłaś mamo.. W domku było naprawdę przyjemnie po takiej zmianie. -Jutro przeniosę do twojego pokoju dywan córeczko. - Pogłaskała delikatnie dziewczynę po głowie. Ta uśmiechnęła się lekko. Uwielbiała takie gesty ze strony mamy, ale nie okazywała tego. Nagle przypomniały jej się słowa z listy Annabel. "Ani trochę nie okazujesz uczuć.." Jej buzia wykrzywiła się w grymasie. -A szkoła? Nie wiem gdzie jest dokładnie. - Zapytała dziewczyna i wzięła do ręki zielone, soczyste jabłko. -Tam za tym pagórkiem mieszkają nasi sąsiedzi. - pani Walter wskazała widoczny dach małego domu. -Pewnie biedni jak wszyscy! Nie będę chodziła do szkoły z jakimiś dzikusami! - krzyknęła rozdrażniona. -Dziecko drogie uspokój się. Mówią po angielsku, ponieważ głowa rodziny. Pan Ayo Boutros-Ghali pracował kiedyś w Anglii. I ich syn Ato także mówi w naszym języku. - Powiedziała spokojnie kobieta. - Lekcje zaczynają się o 6:20. Jakie są, dowiesz się w szkole. -O 6:20?! O Boże! Wcześniej się nie dało?! - krzyknęła. - Idę spać. Obudzisz mnie, prawda? - dokończyła już trochę spokojniej. Pani Walter kiwnęła głową. Sara westchnęła i ruszyła w stronę swojego pokoju. Nagle ujrzała drzwi prowadzące zapewne na balkon. Otworzyła je delikatnie bojąc się, że się rozlecą. Widok był niesamowity. I było widać bardzo dobrze dom ich sąsiadów. Dostrzegła na balkonie jakiegoś chłopaka. Pewnie to ten cały Ato. Spojrzał w jej stronę. Nie był murzynem. Miał piękną ciemnobrązową karnację i czuprynę czarnych włosów. Aż chciało się w nich zanurzyć ręce... "Uspokój się!" zbeształa się w myślach. Fuknęła, odwróciła się na pięcie i już jej nie było. Położyła się na łóżku i odpłynęła w krainę snów.
***
-Czekasz na mnie? - usłyszała za plecami. Energicznie się odwróciła. -Jestem Ato, a Ty to pewnie Sara? Twoja mama dużo mi o tobie opowiadała. Chciałaś, żebym pokazał ci drogę do szkoły, tak? Z bliska wyglądał jeszcze przystojniej. Pełne usta i oczy o kolorze intensywnej zieleni. Ideał chłopaka. -Tak.. - Wykrztusiła i szybko się otrząsnęła. - To zaprowadzisz mnie do tej szkoły czy nie? Chłopak wzruszył ramionami i poszli. -Więc... - zaczął Ato, patrząc prosto w oczy dziewczyny. - Nie chciałaś tutaj przyjeżdżać? -Pewnie, że nie! - podniosła głos. - W Virginii zostawiłam wszystko.. Przyjaciół, szkołę.. Całe moje życie! Mam prawo być zła. -Jasne, że masz prawo być zła. Prawie się nie znamy, ale mógłbym o 18 gdzieś cię zabrać? Chciałbym ci coś pokazać. - Zapytał nagle. -A mam pewność, że mnie nie porwiesz? - zapytała podejrzliwie. -Masz moje słowo! - zawołał uśmiechając się szeroko. Odwzajemniła uśmiech, sama nie wiedząc dlaczego. Przecież go nie znała. Ale chciał jej coś pokazać. Raz kozie śmierć. W końcu znaleźli się pod szkołą. Chociaż według Sary szkołą tego nazwać nie można było. Obskurny budynek, na którego widok dziewczynie odechciało się wchodzić do środka. "Pewnie mają tu najniższy poziom jaki się da..." westchnęła. -Idziesz? - zapytał Ato, zerkając na nią przez ramię. Nie miała innego wyjścia. Więc poszła. Kompletnie nic nie rozumiała co inni do niej mówili. Rozumiała tylko nauczycieli, bo umieli co nieco po angielsku. Na lekcji wszystko tłumaczył jej Ato. Przez wszystkie przerwy cały czas rozmawiali. Sara bardzo dużo dowiedziała się chłopaku. Tak jak i on o niej. "Co ja bym zrobiła, gdyby go tu nie było? Nic nie rozumiałabym z tych durnych lekcji!" pomyślała, zerkając z ukosa na chłopaka.
-Dzięki. - Szepnęła prawie niedosłyszalnie, kiedy wracali do domu. -Za co? - podniósł głowę i spojrzał jej w oczy. Były takie śliczne. Błękitne niczym ocean... Kiedy na nią patrzył czuł przyśpieszone bicie serca. Była taka piękna.. Niczym anioł, zesłany z nieba.. -Za to, że mi pomagasz. Nie poradziłabym sobie bez ciebie. - Odpowiedziała bez zbędnych uczuć. -Nie ma sprawy. - Odparł kopiąc w jakiś kamyk. - To co, spotkamy się tutaj przed 18? - zapytał po chwili przerywając krępującą ciszę. Kiwnęła głową na znak zgody. -To cześć. - Posłała mu krótki uśmiech. -Cześć... - odpowiedział, patrząc jeszcze przez chwilę za oddalającą się jej sylwetką, po czym ruszył wolnym krokiem w stronę domu.
Punktualnie o 18, przybiegła zdyszana na umówione miejsce. -Przepraszam, wiem, że miałam być wcześniej, ale... - z jej ust wysypał się potok słów. -Spokojnie! - gwałtownie jej przerwał i zaśmiał się głośno. - Nic się nie stało. Posłała mu pełne wdzięczności spojrzenie i także się zaśmiała. -Idziemy? Pozwoli pani? - podał jej rękę. Spojrzała na swoją i na jego. W jej sercu toczyła się walka. Złapać go za tą rękę? Nie złapać? Jednak złapała rumieniąc się mocno. Odgarnął z jej czoła nieznośny kosmyk włosów. Jeszcze bardziej się zaczerwieniła. On uśmiechnął się ciepło i ruszył z miejsca. Dotarli na miejsce. -Chwila, przecież tam jest moja... -Tak. Twoja mama. - odparł i bez zastanowienia pociągnął ją w jej stronę. -Mamo co ty... - zaczęła, ale przerwał jej płacz. Odwróciła się, a jej stronę podążała druga pielęgniarka z dzieckiem na rękach. Sara krzyknęła i zakryła sobie usta dłonią. Murzyńska dziewczynka płakała, a jej łzy spływały po przeraźliwie kościstych policzkach. Całe ciało dziecka było wychudzone, jakby nie jadło od