Opowiadania.pl · 4 min czytania
Zmierzch
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zapadał zmierzch, gdy tak stała oparta o zimny kamień Betonki. Tak nazywano Bulwar Nadmorski w Gdyni. Lekka bryza muskała jej długie włosy. Wokół niej kręciło się jeszcze sporo osób. To albo ludzie z pieskami na spacerze, to zakochani zapatrzeni w siebie, to znowu przemknęło parę rowerów i ludzi na łyżworolkach. A ona czekała...
Była dość wysoką brunetką. Nie rzucała się w oczy innym, nie była jakąś pięknością. Jednak, gdy ktoś spojrzał by jej w oczy nie zapomniałby tego wzroku. Miała duże, wyraziste oczy ozdobione długimi rzęsami, tęczówki niebieskie, ale gdy była zdenerwowana - ciemniały, a gdy smutek gościł na twarzy jej oczy lekko jakby zieleniały... Niejeden nie mógł oderwać wzroku, ktoś nawet powiedział, że miał wrażenie jakby zanurzył się w falach morskich.
Czekała na kogoś, jednak nikt się nie zjawiał. Cień zawodu odbił się na jej twarzy, gdy spojrzała na zegarek. Potem coś jakby zniecierpliwienie. Ktoś coś obiecał, a ona uwierzyła, bo słowo było dla niej świętością. Usiadła na ławeczce i zaczęła obserwować zabawę dwóch psów. Jamniczek próbował zaczepiać młodego owczarka niemieckiego. Było coś w tym komicznego, że aż uśmiechnęła się. Właścicielki piesków musiały się znać, ponieważ również się śmiały z usiłowań małego pieska. Większy jakby go ignorował, a potem nagle znienacka pogonił.
Zmrok powoli otaczał ją. Nadal czekała, chociaż wiedziała, że to bezcelowe. Ta osoba już nie przyjdzie. Zniechęcona wsłuchiwała się w głośne krakanie czarnych ptaków. Zwykle czarne bractwo chyba z całej Gdyni zbierało się wieczorem na drzewach przy Bulwarze. Panował tam wtedy taki rwetes, jakby obrady w sejmie się odbywały. Każdy ptak szukał własnego miejsca, własnej gałęzi. Często stadka ptaków wzbijały się w powietrze i opadały na drzewo obok. Czasami zdarzało się, że nagle czarna chmura pokrywała całe niebo ruchomym rojem z krzykiem żegnając…