Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 24 min czytania

Zmierzch generałów : fotograf

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Miękkie światło pobliskiej latarni odbijało się od wypukłego czoła, łysego strażnika. Jego idealnie czarny garnitur wydawał się mocno kontrastować ze śnieżnobiałą koszulą i krwistym krawatem u szyi. Potężna budowa mężczyzny wyrażanie świadczyła, o tym że musi zajmować się zawodowo kulturystyką, jednak nie wiele to obchodziło szczupłego i karłowatego kurdupla, który stał przed nim i rozglądał się bacznie dookoła. Jego wykrzywiony, niczym u baby jagi nos i trójkątna broda z wystającymi kośćmi policzkowymi doskonale współgrała z szerokimi ustami, które złożone jak by do pocałunku, wydawały się świadczyć o tym, że powoli zaczyna brakować mu cierpliwości. Masywny ochroniarz patrzył na maluteńką legitymację prasową, która wystawała z jego mięsistej dłoni niczym listek. Strażnik spojrzał po raz wtóry z góry, na niepozornego człowieczka przed sobą. Zdjęcie się zgadzało, pasek zabezpieczający przed sfałszowaniem, który przecinał w połowie z bindowany papierek, świecił się niczym choinka w słabym świetle. Wszystko wydawało się być w porządku, dlatego człowiek o ogromnych dłoniach ukłonił się usłużnie w stronę gościa, a gdy ten chwycił swoją własność chytrze niczym złodziej, mężczyzna popatrzył się na niego jeszcze raz, tym razem nieco zdziwiony. Wasilij nie zwrócił na to najmniejszej uwagi, tylko skierował się w stronę schodów ociosanych z granitu. Wzdłuż chodnika o szerokości dwóch płyt czekała za nim cała kolejka następnych chętnych. Wszyscy zostali zaproszeni na przyjęcie ambasadora. Gdy Wasilij ustawił się w niej nieco wcześniej, natychmiast zwrócił uwagę na to, że jest chyba najgorzej ubranym gościem w tym towarzystwie. Tania marynarka w drobną kratę, w odcieniach szarości mocno kontrastowała z nie lepszymi spodniami, z czarnego materiału. Kobiety i mężczyźni, którzy spoglądali na niego niechętnie widać wcale nie rozumieli, że jest to kawał najlepszego stroju, jaki udało mu się znaleźć w przepastnej szafie w stylu kolonialnym, jaką wciąż trzymał w swoim małym pokoiku. Z zasady nie zwracał na takie rzeczy najmniejszej uwagi, ale tym razem zaczynało go to po prostu irytować. Odetchnął z ulgą dopiero gdy znalazł się na szczycie schodów i spojrzał na ogromne drzwi pomalowane białą farbą, które zazwyczaj dla ludzi takich jak on stały zamknięte na cztery spusty. Tym razem, jednak zostały otwarte na oścież, a czerwony dywan rozwinięty do samego krańca pierwszego schodka zapraszał go na swój osobliwy sposób, którego tak do końca wcale nie mógł pojąć. Twarde obcasy butów wizytowych z czarnej i sztucznej za razem skóry nie wydały absolutnie żadnego dźwięku, gdy znalazły się na miękkim materiale, co sprawiło że po raz kolejny poczuł się niczym złodziej na salonach. W swojej pracy na co dzień zajmował się raczej skandalami towarzyskimi, a jedynym jego kontaktem ze sferami wyższymi był aparat fotograficzny, wyposażony w naprawdę kosmiczne zbliżenie. Bał się że większość gości zna go co najmniej z widzenia i co więcej - nie darzy go sympatią. Zatopiony we własnych myślach przekroczył z ociąganiem próg ogromnej sali bankietowej. Nowoczesne żyrandole, liczące po kilka żarówek energooszczędnych, zawieszono pod sufitem obok siebie wzdłuż pomieszczenia. Światło, które biło od nich rozlewało się, po ogromnej sali wypełniając najdrobniejsze nawet zakamarki. Kamienne obicia białych ścian w kolorze marmuru, które zajmowały co najmniej połowę ich wysokości, pełne były co najmniej artystycznie wyglądających wyżłobień. Czerwona wykładzina na podłodze, raczej nie pasowała do nich zbytnio, ale za to długi stół barowy zwrócił natychmiast na siebie uwagę, nie tylko faktem że również był z kamienia, ale tym że w ogóle istniał. Dziennikarz jakoś nie zwrócił najmniejszej uwagi na spojrzenia pełne nienawiści, jakie go otoczyły, gdy tylko został zauważony. Niczym w hipnotycznym transie skierował się w stronę baru. Gdy tylko dotarł do celu, oparł się łokciem jak przedwojenny dżentelmen i podniósł rękę w stronę pobliskiego barmana. Blond włosy mężczyzny były starannie zaczesane do tyłu, a ponad wymiarowe uszy były pierwszą rzeczą, która zwróciła na siebie uwagę nowego przybysza. Mężczyzna odziany w czarny surdut i białą koszulę z muszką zajęty był nalewaniem drinka jakiemuś łysemu ważniakowi ze sporą nadwagą. Skinął jednak nieznacznie głową na znak że za uwarzył następnego klienta. Gromkie brawa wypełniły pomieszczenie, dlatego dziennikarz niechętnie odwrócił głowę w bok, tak żeby chociaż jednym okiem móc zobaczyć co się stało. Niestety tłumy gości jaki stanął za jego plecami skutecznie zasłonił mu widok. Klnąc w duchu że prawdopodobnie ominie go kolejka oparł się najpierw plecami o zimny blat i spojrzał dokładniej, gdy to nie pomogło postanowił się przespacerować. Mijając kilku panów w eleganckich garniturach zauważył kontem oka pewną szczupłą blondynkę, która wydawało się, że nie spuszczała go z oczu. Nie było jednak czasu na rozważania, czy mimo swojego wyglądu zdołał się komuś spodobać na tej imprezie. Miał zadanie do wykonania, którego treści jak na razie nawet nie znał, a zawodowa ciekawość dała właśnie o sobie znać i to z nie wiarygodną wręcz siłą przekonywania. Zwykle nie uczestniczył w takich imprezach, ale przeczucie mówiło mu, że z pewnością przyszedł czas na głównego gościa. Łysawy dżentelmen, o niewielkim wzroście w ciemnym garniturze z wysokiej jakości materiału i nie z gorszych butach stał przed drzwiami wejściowymi twarzą do zebranych gości. Jego nie wysoko podniesiona broda i przede wszystkim poważna, pełna zaciętości mina świadczyła jednoznacznie o jego pozycji społecznej. Pełne dumy spojrzenie omiotło wszystkich, lub prawie wszystkich zgromadzonych, a towarzysząca mu brunetka ze starannie zaczesanymi i zapiętymi w kucyk włosami nawet nie zadała sobie trudu, by się komukolwiek przyglądać. Dziwna była z nich para. Ambasador pokazywał się publicznie zawsze z żoną. Różniło ich dobre kilkadziesiąt centymetrów wzrostu, oraz nawet uroda. Wasilij doskonale zdawał sobie sprawę z realiów, jakie rządziły wyższymi sferami i nie miał najmniejszych wątpliwości dlaczego tak atrakcyjna kobieta wzięła za męża tak niskiego i brzydkiego ambasadora. Dopiero kiedy zobaczył ich razem zdał sobie sprawę że żona musi mieć całkiem sporo tajemnic przed mężem, dlatego zapisał w pamięci żeby się tym w przyszłości zająć. Jakiś odźwierny, lub ochroniarz ubrany w czarny strój, nieco marszowym krokiem podszedł bliżej, i kłaniając się nisko parze gospodarzy wystawił do przodu rękę z mikrofonem. Ambasador jednak podziękował mu zdecydowanym ruchem dłoni, a gdy ten zawrócił klasnął dłońmi nad głową i pomachał nimi niczym ptak. W ostateczności można było to uznać za oficjalne otwarcie imprezy, bez przemówienia wstępnego. Gdy oboje trzymając się pod rękę ruszyli z wolna przed siebie, tłum powoli rozszedł się na wszystkie strony. Wkrótce gwar z ciszonych rozmów szczelnie wypełnił pomieszczenie, a dziennikarz z miejsca pożałował że ruszył się z dala od baru. Dopiero teraz zauważył muzyków, którzy uzbrojeni w klasyczne instrumenty przygotowywali się do koncertu z lewej strony sali. Zrezygnowany Wasilij wzruszył ramionami i z nietęgą miną wrócił z powrotem. Tym razem, zgodnie ze swoimi przeczuciami musiał zająć miejsce w kolejce. Gdy tylko ponownie oparł się na łokciu za jakimś czarnoskórym sportowcem, który był o niebo wyższy od niego, znowu dostrzegł tajemniczą blondynkę. Kobieta przeciskała się dzielnie między zgromadzonymi gośćmi, żeby dotrzeć wreszcie do baru. Minęła go bez ceremonialnie i stanęła za nim. Wasilij tym razem zdążył się przyjrzeć uważnie i szybko stwierdził że nie miał by nic przeciwko temu, żeby spędziła z nim noc. Starannie zaczesane do przodu włosy opadały delikatnie na smukłe ramiona. Idealnie zaokrąglone piersi, zakrywał cienki materiał i na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że kobieta nie nosi stanika. Niebieski makijaż na powiekach idealnie współgrał z kolorem oczu, a jego idealnym dopełnieniem były rzęsy zaznaczone czerwonym kolorem. Wyjątkowo krótka spódniczka, która swoimi krawędziami ledwie sięgała powierzchni szczupłych ud, stanowiła przedłużenie górnej części stroju. Wcięty dekolt chociaż trochę zakrywał kołnierzyk, wykonany raczej tylko dla ozdoby, a nie by cokolwiek zasłaniać. Idealnie proste nogi również z pewnością zwracały na siebie uwagę wielu mężczyzn. Czarne szpilki na wysokich obcasach, z pewnością autorstwa jakiejś znanej marki doskonale do nich pasowały. Nieznajoma, widząc zakłopotanie Dziennikarza uśmiechnęła się pobłażliwie, niczym do onieśmielonego dziecka. • Znamy się ? Zapytała ze ciszonym tonem, nie spuszczając jednocześnie kręcącego się nerwowo mężczyzny z oczu. Wasilij jakimś cudem zdołał się wziąć w garść i odpowiedzieć rwącym się głosem : • Nie miałem przyjemności.

Kobieta, która wciąż nie straciła dobrego humoru zbliżyła się do niego o krok i subtelnie nachylona nad uchem dziennikarza wyszeptała : • Simone.

To słowo było niczym strzał z armaty dla świadomości dziennikarza. Doskonale pamiętał tajemniczą kopertę, którą dostał w dokach o północy, jeszcze kilka dni wcześniej. Zakapturzony osobnik bez ceremonialnie przypomniał mu o tajemniczym zwolnieniu od zasadniczej służby wojskowej z przed lat. Tajemniczy „oni” przyszli odzyskać swoje należności, a on musiał pozostać do ich dyspozycji. Dla patriotycznej części jego duszy najważniejsze było dowiedzieć się, czy działa na korzyść, czy na szkodę swojego kraju. Osobiście jednak nie mógł sobie pozwolić na luksus odmowy, ponieważ mogło to dla niego skończyć się w jakiejś rzece, lub innym rowie gdzieś na pustkowiu. Gdy tylko wziął tamten zamknięty kawałek papieru w swoje trzęsące się ręce, natychmiast odebrał pierwszą instrukcję : Miał nie otwierać zawartości przez następne dwa dni. Wziąć zaproszenie i nawiązać kontakt z człowiekiem, który niewątpliwie się do niego zgłosi. Następne dni upłynęły pod znakiem ogromnej mordęgi. Jedynym powodem dla którego nie dowarzył się otworzyć był właśnie strach. Nikt nie musiał uświadamiać mu, że wywiad widzi zawsze i wszystko. Gdy z ulgą otworzył kopertę, trochę minut po północy okazało się że jest to zaproszenie na przyjęcie u ambasadora. Najpierw się nawet ucieszył, ponieważ tacy ludzie jak on za zwyczaj i przez całe życie nie mają wstępu w takie miejsca, a tutaj taka niespodzianka. Niepokoiły go jednak ręce, od których przyjął ten dar losu i zaczął nawet bać się o swoje życie, które przecież z pewnością utracił by w europie. Wojna, która się tam toczyła od lat wchodziła właśnie w swoją najbardziej krwawą fazę, a połączone narody europy nie miały najmniejszego zamiaru ustępować nawale ze wschodu. Linia frontu, która zatrzymała się na linii polskiej Łodzi i greckich miasteczek pochłaniała coraz więcej krwi patriotów, lub też debili, którzy nie umieli się wymigać od służby wojskowej, po obu walczących stronach.

Tajemnicza nieznajoma spojrzała na niego nieco zaniepokojona, kiedy zbladł i odpłynął na chwilę. Szybko się jednak otrząsnął. • Tak, znam ją, co o niej słychać ? Odparł niewiele myśląc. • Simon prosiła cię o przysługę. Dziewczyna, tym razem cofnęła się o krok z promienistym, niemal że serdecznym uśmiechem, który nic a nic nie wydawał się być sztuczny. Konstanty po raz pierwszy w tej rozmowie nie bardzo wiedział co odpowiedzieć tajemniczej nieznajomej. Dziewczyna poza tym, że pracowała dla morderców i co tutaj kryć najbardziej cwanych ludzi na świecie, miała całkiem miłą aparycję. Patrząc się na nią człowiek od razu zapominał, w jakiej sytuacji się znalazł. Wasilijemu trudno było się pogodzić z tym że takie zachowanie było po prostu częścią jej sposobu na życie. • Chętnie pomogę ... Odparł, tym razem nieco zduszonym tonem. Dziewczyna jak by byli starymi przyjaciółmi, albo wręcz kochankami znowu zbliżyła się do niego i udając że delikatnie otrzepuje jakiś paproch z ramienia dziennikarza szepnęła mu do ucha zdecydowanie poważniejszym i lodowatym tonem : • Pokój…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%