Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 20 min czytania

Zmniejszenie, Rozdział 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział I

1

Szczupła brunetka uśmiechnęła się, a Piotr dostrzegł w jej okularach refleksy świateł latarń, jedynych jasnych punkcików w pogrążonym w mroku mieście. - … ale następnym razem to ja wybiorę film. – Powiedziała. - A wiesz, że nawet nie mam nic przeciwko. – Odparł chłopak. I mówił prawdę, bo szczerze wierzył w dobry gust swojej dziewczyny. Uśmiechnął się. Ten wieczór był bardzo przyjemny, a tak się bał, że Agnieszka nie zgodzi się z nim wyjść. Kurczę, miał przeczucie, że tak naprawdę to dziś jest gotów zgodzić się na wszystko, byle dostał tylko zapewnienie, że spędzi z Agą resztę swojego życia. - Do zobaczenia na uczelni, wampirko. - Do zobaczenia, do zobaczenia. – Przedrzeźniła go dziewczyna. - Pa, dobrej nocy… Żywy trupie. - Już ja bym ci pokazał, jak bardzo żywy! – Krzyknął Piotr i złapał Agnieszkę w pasie wywołując burzę chichotów. - A ja bym to chyba chętnie zobaczyła… - Powiedziała dziewczyna, wijąc się w objęciach Piotra. - Ale chyba powinniśmy… - Chyba powinniśmy. – Powtórzył Piotr. - Idź już. – Dodał i puścił dziewczynę. Obejrzał się na damski akademik, który, podobnie jak całe miasto, powoli pogrążał się w ciemnościach. - Tak, lepiej już pójdę… - Zgodziła się Agnieszka. - Jeszcze trochę, i nie będą chcieli mnie wpuścić. - No, to wtedy już byś się nie wymigała. - Od czego? - Od nocowania u mnie, draculko. – Odparł Piotr i wyszczerzył zęby. - A kto powiedział, że ja się przed tym migam… Igorze. - Chodź no tu, dręczycielko! – Chłopak rzucił się na dziewczynę jak wygłodniały potwór na swoją ofiarę, z tą tylko różnicą, że ofiara wyglądała na zadowoloną z faktu, iż ma za chwilę zostać pożarta.

2

Piotra obudził telefon komórkowy, ale poprzez resztki snu, nie mógł sobie przypomnieć, czy ktoś do niego dzwoni czy to tylko melodyjka od alarmu. Na dworze było jeszcze ciemno, więc w pokoju panował nieprzenikniony mrok, no, jeśli nie liczyć słabej poświaty włączonej komórki. Chłopak nie sądził, by nastawiał budzik na środek nocy, więc, na ile pozwalał mu jego zamroczony umysł, wywnioskował, że coś się musiało stać. Sięgnął po omacku po dzwoniący telefon. Na małym kwadratowym ekraniku wyświetlała się informacja, że numer jest nieznany. Piotr nacisnął kciukiem przycisk z narysowaną na nim zieloną słuchawką i przyłożył komórkę do ucha. - Halo? Kto mówi? – Aż sam się przestraszył, jaki zachrypnięty miał głos. Przełknął ślinę i ponowił pytanie, ale po drugiej stronie panowała głucha cisza. Po chwili usłyszał dźwięk jakby ktoś westchnął, zrezygnowany, i połączenie zostało przerwane. Przez moment trzymał jeszcze aparat przyciśnięty do ucha, usiłując pozbierać błagające go myśli, żeby położył się spać. Ale nie było sensu im się opierać, więc odłożył telefon na biurko stojące przy łóżku i z ulgą oparł głowę na poduszce. Jego ostatnią myślą było, że być może to Agnieszka go sprawdza, ale nie zdołał rozwinąć tego przypuszczenia, gdyż świadomość zapadła mu się w krainę snu, a do rana zdążył już o wszystkim zapomnieć.

3

Obudził się goły jak święty turecki. No, nie całkiem goły; miał, co prawda na sobie koszulkę, ale brakowało mu najważniejszej części piżamy - spodni. Spojrzał na swoje chude nogi i pomyślał, że pewnie rzucał się przez sen, ale nie miał pojęcia, co takiego mogło mu się przyśnić. Rozejrzał się po pokoju, i znalazł brakujący element garderoby na dywanie przy łóżku. Już nie fatygował się, żeby ubrać się z powrotem. Spanie z genitaliami na wierzchu mogłoby pewnie kogoś wystraszyć, gdyby go na tym nakryto, ale Piotr od czterech lat, odkąd przyjechał do Lublina na studia, mieszkał sam, więc nie miało większego znaczenia jak się prowadzi. Wstał, i wyjrzał przez okno. Z ósmego piętra rozciągał się wspaniały widok na panoramę miasta. Słońce stało już wysoko w górze, i mimo gorących, wczesnowiosennych promieni, zmroziło go chłodem. - Zaspałem! – Krzyknął do siebie. Ściągnął podkoszulek, i teraz już całkiem goły, pobiegł do łazienki i wskoczył do wanny. Odkręcił zimną wodę, jęknął, ale wytrzymał torturę zaciskając zęby. To go zupełnie rozbudziło. Po prysznicu, energicznie wycierając się ręcznikiem wyszedł na przedpokój. Nie spojrzał w wiszące tam lustro, bo i tak wiedział, co zobaczy: wysokiego, bladego kościotrupa z czarną czupryną za długich już włosów. Jego mieszkanie składało się z dwóch pokoi, kuchni, i łazienki, połączonych ze sobą niewielkim holem. Wszystko było opłacone przez jego rodziców, ponieważ Piotr miał się martwić tylko o studia. Domyślał się, że hojność rodziców w przeważającej mierze wynikała z faktu, iż od dłuższego czasu byli w separacji. Chłopak wszedł do swojego pokoju i zaczął się ubierać, szukając wzrokiem komórki, która gdzieś się zapodziała. W końcu ją wypatrzył. Leżała na ziemi, przy łóżku, podobnie jak jego spodnie od piżamy. - To chyba jakaś epidemia. – Mruknął pod nosem i schylił się, żeby podnieść telefon. I tak jak przypuszczał, był pełen wiadomości. Agnieszka wydzwaniała do niego na zmianę z puszczaniem smsów. Od „dzień dobry, wstawaj”, poprzez „spóźniasz się na seminarium”, do „czuję się olewana”, by skończyć na „nie odzywaj się do mnie” i „nie chcę cię znać”. Całe spektrum emocji, a przecież jest dopiero… - Czternasta siedemnaście. – Przeczytał na głos godzinę, obojętnie wyświetlającą się na ekraniku komórki, a jednak w jakiś sposób, stanowczą i surową jak oskarżenie. Albo wyrok. Zdał sobie sprawę z tego, że wbrew smsowym zapewnieniom Agnieszki, to lada moment może się jej tu spodziewać. Przypomniał sobie, jak wczoraj wieczorem był gotów spędzić z nią resztę swojego życia. Do licha, wciąż był na to gotowy, ale dziś to przeświadczenie było racjonalnie chłodne, w przeciwieństwie do ostatnich gorących namiętności. Piotr ubrał się i poszedł do kuchni coś zjeść, mimo, że tak naprawdę w ogóle nie czuł się głodny. Zrobił sobie kanapki z żółtym serem i leniwie przeżuwając poszczególne kęsy, pogrążył się w myślach, usiłując stworzyć jakąś sensowną wymówkę dla Agnieszki. Nie dawał znaku życia, bo zaspał. A zaspał, bo… No właśnie, odpowiedź nasuwała się sama: zaspał, bo się rozchorował. To powinno załatwić sprawę, pomyślał, i z lepszym humorem zabrał się do pałaszowania ostatniej kanapki. Nie zwrócił tylko uwagi na swoje ubranie, które zadawało się wisieć na nim odrobinę bardziej niż zwykle.

4

Z rozmyślań wyrwało go pukanie. Wstał od stołu, ale zaledwie zrobił kilka kroków, ze stóp spadły mu gumowe klapki. Zaklął pod nosem, ale nie wrócił się, żeby je nałożyć z powrotem, tylko podszedł do drzwi i przekręcił klucz w zamku. Na klatce stała wysoka blondynka, której Piotr w pierwszej chwili nie rozpoznał. - Hej, Piotrek, mam nadzieję, że ci nie przeszkadzam, bo musisz mi szybko pomóc z komputerem. - O, cześć Aniu, nie poznałem cię. – Piotr był przyzwyczajony do tego, że na dziewczyny zawsze patrzy z góry, więc od razu zwrócił uwagę na niecodzienną sytuację, gdy tym razem to on musiał spojrzeć nieco w górę, aby odnaleźć oczy nastoletniej sąsiadki. - Masz buty na wysokim obcasie? – Zapytał, kierując spojrzenie na stopy dziewczyny. - Nie, jestem w samych skarpetkach, zobacz! No chodź, bo marznę! - Poczekaj, nałożę sobie ciapy. Piotr wrócił się po klapki, i tym razem od razu zauważył, że są na niego za duże. Dziwne rzeczy się dziś dzieją, pomyślał, i poszedł za dziewczyną, która już zdążyła się wrócić do swojego mieszkania. Zanim nacisnął klamkę, zapukał. - No wejdź! Otwarte! – Usłyszał zza drzwi. Kiedy znalazł się w pomieszczeniu, które sąsiadowało z jego mieszkaniem, z miejsca dopadła go Ania. Ale tym razem, zamiast powodzi skarg na głupi komputer, stwierdziła rzeczowo: - Strasznie schudłeś. - Co? - Ubranie na tobie wisi. Jak na wieszaku. Piotr spojrzał na luźne rękawy swojej bluzy. Rzeczywiście była na niego ewidentnie za duża. Co najmniej o jeden rozmiar. - Pewnie się rozciągnęła w praniu. – Powiedział z wahaniem w głosie. - Piotrze, w praniu ubranie się zazwyczaj kurczy. - Oj, nieważne. – Odparł Piotr i podwinął rękawy. Miał już dość kierowania wzroku w górę. Nawet, gdy był w klapkach, to Anka wciąż wydawała mu się wyższa. Niewiele, ale jednak. Takie rzeczy się czuje. Dziwił się tylko, że dziewczyna jeszcze nie zauważyła, że on wcale nie schudł tylko… No właśnie, tylko co? Zawsze był od niej wyższy, więc co się stało? Przecież się nie skurczył w praniu! Od tej myśli, aż go ścisnęło w żołądku. Musiał szybko zmienić temat, zanim Anka za bardzo skupi się na jego kondycji fizycznej. - Pokaż mi, co się dzieje z tym twoim komputerem. Dziewczyna zaproponowała, żeby usiadł na krześle, i nachylając się nad nim, pokazała mu palcem pliki wyświetlające się na monitorze, które powinna przesłać mailem koleżance. Oprócz tego Piotr dowiedział się, że jej rodzice pojechali do dziadków i ona teraz sama musi niańczyć swoją siedmioletnią siostrzyczkę. - Normalnie jestem uwiązana w domu na amen! – Podsumowała całą sprawę. - A w ogóle, to gdzie się podziała Natalia? Chyba jej nie zgubiłaś, co? – Zapytał Piotr. - No weź przestań. Jest w szkole. Za chwilę muszę pójść ją odebrać. Piotr bez trudu wysłał mail pod wskazany adres. Kilka kliknięć myszką i gotowe. Zastanawiał się, czy nie był to tylko pretekst, żeby go zwabić do mieszkania Ani, podczas nieobecności jej rodziców. Ale ze mnie Narcyz, napomniał się w myślach. Odwrócił się do dziewczyny i powiedział: - Melduję wykonanie zadania. - O, wielkie dzięki! – Wykrzyknęła dziewczyna. - Służę z radością. – Odrzekł Piotr, a w tej samej chwili na biurko wskoczył czarny kot. - Wiktoria, sio! – Warknęła dziewczyna, rzucając się z rękami na zwierzę. - Nie wganiaj jej. Uwielbiam koty. – Powiedział chłopak i pogłaskał kota, który wydawał się całkowicie ignorować wrzaski swojej właścicielki. - Skoro tak… A napijesz się może herbaty, albo czegoś? Mam piwo w lodówce, jak chcesz… - Nie, dzięki Aniu, dzięki. Muszę spadać, naprawdę. Mam mało…- Urwał i poczuł jak znów jeżą mu się

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zmniejszenie, Rozdział 1 — czytnik · opowiadania