Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

melodramat · 31 min czytania

Znikająca miłość

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dla Laury

Rozdział I

Tom przebudził się, spojrzał na zegarek i momentalnie zasnął ponownie. Obudziły go hałasy dobywające się z drugiego pokoju. – Nate, wstawaj, trzeba pojechać i zapłacić za salę. Chyba nie myślisz, że ja wszystko ogarnę sama. – Dobrze mamo, przecież się nie pali. – Jak nie? Zaraz obiad. Wstawaj już. Zjemy razem i pojedziesz zapłacić. Tom wiedział, co za chwilę go czeka i zdążył już zacząć się ubierać. Chwilę później drzwi do jego pokoju otworzyły się z impetem. – Tom, wstawaj! Zaraz obiad. Ile można spać? Ubrany i gotowy na nadchodzący dzień, poszedł do kuchni, w której siedzieli już tata i mama. – No, gdzie on jest. Nate! Obiad! Chwilę po tym zjawił się też Nate. – Jak tam brachu pierwszy dzień pełnoletniości? – zapytał od razu Tom. – Pierwszy dzień znikania, chciałeś powiedzieć, przygotuj się, bo za dwa lata też zaczniesz. Mama momentalnie weszła mu w słowo. – Dajcie spokój z tym znikaniem, nikt z tego domu nie będzie znikał. – Marie już tak łatwo cię nie wypuści, nie? Nate spojrzał wymownie na Toma i uśmiechnął się od ucha do ucha. – A ty? – zapytał chwilę później Nate. – Co ja? – No jak tam z tą twoją. Jak ona się nazywała? Alice? – To tylko koleżanka. – Dobra, dobra, zawsze się tak zaczyna. Ale przyjdzie dzisiaj na urodziny? To ją zapraszałeś? – Przyjdzie, tata nas podwiezie, prawda, tato? Tata jak zwykle nie angażował się w rodzinne dyskusje, a jego nieodłącznym atrybutem do posiłku stała się gazeta.

Godziny mijały w zastraszającym tempie. Cała rodzina już przygotowywała się do wieczornego wyjścia. – Dobra, to ja jestem gotowy – powiedział Tom. – Tata już czeka w samochodzie, my z mamą też zaraz wychodzimy – odpowiedział Nate. Tom wsiadł do auta i razem z tatą pojechał po Alice. Kiedy znajdowali się przed domem dziewczyny Tom wysiadł i udał się w stronę drzwi wejściowych. Nie zdążył nawet zapukać, a drzwi otworzyły mu się przed nosem. – Cześć – rzuciła momentalnie. – No hej. Ładnie wyglądasz – powiedział Tom i sam błyskawicznie się zarumienił. – Dziękuję, ty też. Alice ze swoimi długimi brązowymi włosami i zielonymi oczami robiła na chłopakach nie małe wrażenie. Tom tym bardziej poczuł się skrępowany, widząc ją w krótkiej niebieskiej sukience. Zdał sobie sprawę, że nigdy nie widział na oczy tak pięknej dziewczyny. To potęgowało w nim tylko uczucie onieśmielenia, chociaż nie powinien się tak czuć. Sam wysoki, schludnie ubrany i zawsze starannie uczesany. Był niczym młodsza wersja jego brata Nate'a, który od zawsze cieszył się powodzeniem u dziewczyn. Różniła ich w zasadzie tylko budowa ciała. Tom chudy i nieco zamknięty w sobie. Nate za to o nienagannej sylwetce młodego sportowca. – To my już jedziemy, pa, mamo – krzyknęła w stronę zamykających się drzwi Alice. Tom otworzył jej tylne drzwi samochodu. Alice wsiadła i przywitała się z tatą Toma.

Kilka minut później wszyscy byli już na sali, gdzie miała odbyć się impreza urodzinowa Nate’a. Znajdowała się tam cała bliższa rodzina. Ciocie, wujkowie i kuzynostwo. Wszyscy usiedli do kolacji, potem przyszedł czas na ciasto i obowiązkowo wielki urodzinowy tort. Wszyscy ustawili się naokoło stojącego w środku wraz z tortem Nate’a. Zaczęło się gromkie „sto lat”. Wujkowie i tata przekrzykiwali nawet skromną orkiestrę, która już przygotowywała się do tej późniejszej części wieczoru. – Niech żyje, żyje nam! – śpiewali wszyscy. – A kto?! – krzyknął wyraźnie rozbudzony tata. – Nate! – odparł tłum. – No to synek, ty wiesz, czego ja ci życzę. Żebyś był tak fajny, jak zawsze, żeby ci się wszystko w życiu powiodło i przede wszystkim, żebyś zawsze pamiętał o rodzinie, tej, którą tutaj masz i tej, którą pewnie niedługo założysz. – No właśnie, żeby nam za szybko nie zniknął – dodał jeden z wujków z drugiego końca sali. Słysząc to, Marie, dziewczyna Nate’a momentalnie ucałowała go w policzek. – Niech wujek się nie martwi. Ja już się o to zatroszczę. Wszyscy złożyli Nate’owi życzenia i usiedli, aby skosztować urodzinowego tortu. Po wszystkim orkiestra zaprosiła na parkiet. Nie musieli długo szukać tanecznych zapaleńców, bo prawie wszyscy poderwali się na równe nogi i ruszyli do zabawy. W tym czasie Nate podszedł do Toma, który siedział z Alice przy stole. – No i jak tam szanowni państwo? Tom i Alice spojrzeli się na siebie. Nate kontynuował: – Skąd się znacie tak w ogóle? – Ze szkoły – odparła Alice. – Chodzimy razem do liceum – nie pozostawał dłużny Tom. – Tom mogę cię na moment prosić? – zapytał Nate. Odeszli na bok. -No stary, ładna ta Alice, bierz ją do tańca, zakręć tu i tam. Chyba nie muszę ci tłumaczyć, o co chodzi. – Nie, nie, ale wiesz, znamy się dopiero kilka miesięcy. W szkole wszyscy za nią szaleją. – Ale przyszła tu z tobą, to już coś znaczy. I nie wyjeżdżaj mi zaraz z tymi swoimi miłościami. Nate i Tom wrócili na miejsca. – To jak Alice, zatańczymy? – zebrał się na odwagę Tom. – Czekałam, kiedy zapytasz. I tak to się zaczęło. Rozpoczął się taniec śmierci. Zawsze zaczyna się tańcem, a kończy śmiercią. To naturalny cykl życia świata takiego jak ten, gdzie ludzie samotni znikają. A w tańcu, tak jak i w życiu, potrzebny jest drugi człowiek. Osoba, która cię poprowadzi, nauczy wyczucia rytmu, dotrzyma kroku i dzięki której nie znikniesz. Będziesz tańczyć aż do spokojnej śmierci.

Tom i Alice ledwie się znali, ale w tańcu wyglądali co najmniej jak para z kilkuletnim stażem. Impreza powoli dobiegała końca. Na parkiecie pozostali tylko najwytrwalsi, reszta siedząc przy stole burzliwie dyskutowała. Tom i Alice siedzieli trochę dalej i przyglądali się uczestnikom. – A wujek Rob i ciocia Doyle? – No nie wiem, mi wyglądają, jakby znali się już od dzieciństwa. – Tak, mama mówiła, że dorastali na jednym osiedlu. Ale za to kuzyn Mike na każdą rodzinną uroczystość zmienia partnerkę. – Który to? – Ten z tą brunetką, co jej się twarz rozmazuje. Alice wybuchła śmiechem. – Rzeczywiście. Oni za to kompletnie do siebie nie pasują. – Wiesz, ludzie dzisiaj zrobią wszystko byle nie zniknąć, a dla mnie liczy się coś więcej niż to. Może mówię tak, bo to jeszcze mnie nie dotyczy. Sam nie wiem. – Ja chciałabym się zakochać. Poczuć coś, a nie jak większość być z kimś dla samego bycia. Ale wiesz jak to jest. Dzisiaj nie można być samemu. Takie życie. Zdziwienie na twarzy Toma sięgało granic. Poczuł, że może właśnie spotkał kogoś idealnego. Kogoś, kto potrafi go zrozumieć. Uśmiechnął się do Alice i powiedział: – Dziękuję, że tu ze mną przyszłaś. – Nie ma sprawy, miałabym przegapić taką imprezę?

Rozmawiali jeszcze przez jakiś czas o rzeczach zupełnie błahych. W końcu każdy powoli zaczął zbierać się do wyjścia. Tata i Tom pojechali odwieźć Alice do domu, a potem sami udali się do siebie. Tak minął cały ten dzień. Tom poszedł do swojego pokoju i momentalnie zasnął. Śnił o przyszłości. Wymyślał najróżniejsze scenariusze, w których pojawiała się Alice. Wiedział, że ma jeszcze sporo czasu do zaczęcia znikania i pragnął wykorzystać go jak najlepiej. Wykorzystać go na uczucie rodzące się do Alice.

Rozdział II

2 lata później...

– To wpadnę przed tym do ciebie. – Wiesz co, nie. Muszę z Tobą porozmawiać. Może spotkamy się na mieście? – Jak to porozmawiać? Możesz mówić teraz. – Właśnie nie mogę. – To o co chodzi? – O 14 w parku, tam gdzie zawsze. Tom odłożył słuchawkę. Był już lekko podenerwowany. Głowił się, o co mogło chodzić. Nagle usłyszał pukanie do drzwi swojego pokoju. – Można? – odezwał się głos. – Marie? Wchodź śmiało. – No solenizancie! Wszystkiego najlepszego! Oficjalne życzenia i prezent dopiero wieczorem. I jak się czujesz? Wyższy? Grubszy? Ale włosów to ci chyba od wczoraj przybyło. Marie potrafiła rozładować każde napięcie. Była otwarta, dowcipna i miła dla każdego. Krótkie ciemne włosy i czarne oczy dodawały jej zadziorności. To skarb mieć taką dziewczynę, aż zazdroszczę Nate'owi – pomyślał Tom. – Chyba nic się nie zmieniło, a przynajmniej nic widocznego. O tyle dobrze, że jeszcze mnie widać. – Tutaj jesteś – powiedział Nate, wchodząc do pokoju. – Co robicie? – Pytałam Toma czy już mu wyrosła ta dziura na plecach, którą ma każdy, kto ukończy 18 lat. Tom otworzył oczy tak szeroko, jak tylko się dało. – Pamiętam, coś strasznego, myślałem, że nie wytrzymam z bólu, ale na szczęście już się zabliźniło – dodał ochoczo Nate. – Kiedy to się zaczyna?! No! Mówcie! – Już go nie straszcie. Marie, pomożesz mi w kuchni, proszę? – powiedziała mama, przechodząc obok pokoju Toma. – Oczywiście pani Parker. To tylko żarty Tomcio – odparła Marie, udając się w stronę kuchni. Tom momentalnie odetchnął z ulgą, ale nadal zastanawiał się nad słowami Alice. Dlaczego chce się ze mną spotkać w parku, przecież i tak muszę po nią później wpaść, bo idziemy na imprezę – zastanawiał się Tom. – Już się tak nie przejmuj, nic ci na plecach nie wyrośnie. – Nie, nie o to chodzi. – A co jest? – Alice chce ze mną pogadać i to chyba coś ważnego, bo nie chciała mówić przez telefon. – Ty, ale chyba wy jeszcze nie... Może jest w... – Nie no co ty, stary. My dopiero... – Dobra, to się nie masz czym martwić. Może szykuje jakiś specjalny prezent na dzisiaj. Tom nic na to nie odpowiedział. Zaśmiał się jedynie pod nosem i pomyślał, że Nate może mieć rację. To część urodzinowego prezentu, a więc nie będzie komplikował planu Alice i stawi się na 14 w parku.

Idąc w ustalone miejsce, mijał zakochane pary, małżeństwa i dzieci biegające po lekko przysypanym śniegiem trawniku. Świat piękny i przede wszystkim prawdziwy. Myślał o tym, że nie ma już ludzi bez miłości. Każdy dzieli swoje szczęście z drugą osobą. Chciał wierzyć w ten idylliczny świat i być jego częścią. Ale nie sposób było nie odnieść wrażenia, że to tylko zgubna ułuda. Niemniej dla niego liczyło się coś więcej. Coś, co dawałoby mu szczęście czy poczucie spełnienia. Tym czymś jak mu się wtedy wydawało była miłość. Z oddali zobaczył siedzącą na ławce Alice. Podniósł głowę wysoko i przyśpieszył krok. – Cześć, już jestem – powiedział i pocałował ją w policzek. – No widzę. – To o czym chciałaś porozmawiać? Usiał obok niej i uważnie patrzył na język jej ciała. Siedziała prawie nieruchomo, bawiła się opuszkami palców. Wzrok miała opuszczony. Tom zaczął zdawać sobie sprawę, że wcale nie musi być to część urodzinowego prezentu. – No mów, po co mnie tu ściągałaś? – Przepraszam, nie chciałam, żeby tak wyszło. Akurat dziś. Był już wyraźnie zmieszany. Złapał ją za rękę i przybliżył się, aby spojrzeć jej w oczy. Ale ona w jednej chwili się od niego oddaliła. – Hej, co się stało? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że... Alice dopiero wtedy popatrzyła na Toma. Tak jakby chciała, żeby dokończył zdanie, żeby on powiedział to pierwszy. Tom jednak zamilkł. – Mam kogoś – szepnęła. W jednym momencie wstał i z podniesionym o co najmniej dwa tony głosem powiedział: – No tak! Masz mnie! Jeśli nie pamiętasz, to jesteśmy razem! Już od roku, oficjalnie! – Ja już nie chcę być z Tobą, musiałam ci to w końcu powiedzieć. Tom przestał już krzyczeć, zamiast tego zaczął chodzić wzdłuż ławki, od lewej do prawej strony. – No to wybrałaś moment. Gratulacje. Myślisz, że właśnie tak się to robi? Jesteś ze mną, a w następnym momencie teleportujesz się do kogoś innego. To jest ta twoja cała pieprzona miłość? -Teraz kocham kogoś innego. Przepraszam. Słuchaj, naprawdę nie chciałam mówić ci tego dzisiaj, ale nie mogłam cię okłamywać już dłużej, nie mogłam brnąć w to dalej. Jack i ja... – Oh, więc Jack? To jak, długo już jesteście razem? Jakieś plany na przyszłość? Imiona dla dzieci? – Proszę cię, nie kłóćmy się ten ostatni raz. Może kiedyś się spotkamy i będziemy jeszcze z tego żartować. – Może ty będziesz z tego żartować. Ja do tego czasu już zniknę, zaczynam od dzisiaj. Cześć. Założył na głowę kaptur i ruszył w stronę domu. Miał ochotę krzyczeć i biec, ale tylko płakał.

Gdy wrócił, zaszył się w swoim pokoju, położył na łóżku i zasnął. Jakiś czas później obudził go Nate. – Imprezę urodzinową czas zacząć brachu! Tom miał dwa wyjścia. Obrazić się na cały świat albo założyć maskę i zagrać rolę normalnego Toma, jednocześnie wdrażając swój plan znikania w życie. Wybrał to drugie, jednak nadal nie wykluczało to pierwszego. Cała rodzina udała się do wcześniej zamówionego lokalu. Inni członkowie familii w większości już na nich czekali. Istna powtórka z rozrywki, tylko że gorsza – pomyślał Tom. Ale grał dalej swoją rolę, nie dawał po sobie poznać, że cokolwiek jest nie tak. Wmówił wszystkim, że Alice poważnie się rozchorowała i nie mogła dzisiaj przyjść. Wieczór mijał na w przyjemnej, rodzinnej atmosferze z taneczną zabawą w tle. Tom wyszedł się przewietrzyć, aby choć na chwilę zdjąć maskę pod tytułem "wszystko w porządku". Usiadł na schodach przed wejściem i spróbował wziąć głęboki oddech. – O co chodzi z tym całym znikaniem? – zapytała go mała dziewczynka, która nieoczekiwanie usiadła obok niego. Po chwili zorientował się, że to kuzynka Phoebe. Nie można jej nie zapamiętać. Ta mała rudowłosa piękność, to jedna z najbardziej wygadanych osób w całej rodzinie. – Czemu pytasz? – Słyszałam, jak tato mówił, że wujek Mike, to ma cholerne szczęście, że jeszcze nie zniknął. Zresztą u nas w szkole też o tym mówią, a ja do końca nie wiem, jak można zniknąć. – To dość proste. Kiedy kończysz 18 lat, rozpoczyna się twój wyścig z czasem. Ludzie bez miłości po prostu znikają na twoich oczach. Przynajmniej kiedyś tak myślałem. Dzisiaj już wiem, że tylko ludzie, którzy nie mają pary, znikają. Miłość nie jest już nikomu potrzebna. Jesteś samotna – znikasz, wygasasz od środka i rozpływasz się w powietrzu, nie ma cię. Wiesz? Mam teorię, że ludzie zamieniają się wtedy w wiatr. – Czyli tak jakby umierają? – Odchodzą na zawsze. – Więc wujek Mike ma jednak to cholerne szczęście. – Ludzie doskonale odnaleźli się w tym świecie. Mogą wcale nie kochać drugiej osoby, a z nią być i tym samym unikać znikania. – A skąd wiesz, ile zostało ci jeszcze czasu? – Tego nigdy nie wiadomo. Im bardziej jesteś samotna, tym szybciej znikasz. Zazwyczaj trwa to kilka miesięcy. – Znałeś kogoś, kto zniknął? – Brat mojego taty, Mark. Nie pamiętam go dobrze, byłem wtedy bardzo mały. – Brat wujka Sama? Zgroza. – Tak, Nate mi opowiadał. Wujek Mark rozstał się ze swoją żoną i tak to się skończyło. Ja też się dzisiaj z kimś rozstałem. – Z tą słodką Alice? No nie. – I chyba niedługo się przekonam czy ludzie mogą być wiatrem. Ale teraz koniec tego gadania. Chodźmy do środka, bo się przeziębimy. Phoebe błyskawicznie ruszyła z powrotem do sali. Tom spojrzał tylko na rozgwieżdżone nocne niebo, a mroźne powietrze przemknęło mu po skroni.

Rozdział III

Jakiś czas później…

Dni upływały Tomowi w zastraszająco wolnym tempie. Większą część jego doby wypełniała szkoła i sen. Wieczory poświęcał na czytaniu i oglądaniu czego tylko się dało. Pragnął nadrobić stracony czas, który niczym piasek uciekał mu przez palce. Był świadomy, że kiedyś na jego dłoniach tego piasku zabraknie, a wtedy on sam również zniknie. Ale pogodził się z tym. Podjął decyzję i choćby nie wiadomo co się działo, spełni swój plan. Wracając ze szkoły, idąc chodnikiem i mijając dziesiątki sklepowych witryn, przez nieuwagę potrącił przechodzącą obok osobę. – Uważaj jak chodzisz – krzyknął pogardliwie Tom. – Przepraszam – odpowiedział mu głos. – Summer? – Tom? Znał ją, teraz był już o tym przekonany. To Summer Finn. Takich osób się nie zapomina. Podobno imię zawsze w jakiś sposób oddaje charakter czy wygląd jego posiadacza. Summer była tego najdobitniejszym przykładem. Jeśli mógłby porównać ją do świata…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Znikająca miłość — czytnik · opowiadania