Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 20 min czytania

ZNIKAJĄCY PUNKT

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Howl 7 days to the wolves Where will we be when they come 7 days to the poison And a place in heaven...” Nightwish

Światło zmieniło się na zielone. Kierowca kątem oka złowił jeszcze kilka pełnych podziwu i zazdrości spojrzeń, po czym wcisnął mocno pedał gazu. Pomarańczowe Porsche 911 GT3RS zagrało pełnią mocy swojego silnika i rączo wyrwało do przodu. Gapie i inni kierowcy w swoich, jakże przeciętnych samochodach, zostali z tyłu... aż do następnych świateł. Potem sytuacja się powtórzyła, tyle, że tym razem maszyna wyskoczyła na długą prostą, nie przecinaną żadnymi skrzyżowaniami ani przejściami dla pieszych. Jakub – znany redaktor telewizyjny i radiowy - uśmiechnął się sam do siebie. Kochał swój samochód, jego możliwości i w chwilach takich jak ta mógł się tą miłością rozkoszować. Coś zaryczało. Z tyłu, z boku, z przodu... Czarny amerykański wóz wyprzedził z prawej i szybko zaczął się oddalać. „Kurwa, niedoczekanie...” Redaktor zredukował bieg i przyspieszył. Przeciążenie wgniotło go w fotel, a droga nagle wydała się węższa. Porsche podgoniło uciekający samochód, ale kiedy było już całkiem blisko, czarnym wozem szarpnęło i wyrwał do przodu jak popędzony batem rumak. Dziewięćset jedenastka aż paliła się do pościgu i z całą pewnością miała możliwości na dognanie uciekiniera, ale przecież prowadził ją tylko człowiek i temu człowiekowi przy 220 kilometrach na godzinę zabrakło odwagi. Właśnie zbliżali się do miejsca, które całkiem niedawno zasłynęło z koszmarnego wypadku Ferrari... Jakub odpuścił i z niedowierzaniem przyglądał się, jak czarny samochód maleje mu w oczach. Wcześniej udało mu się odczytać nazwę Dodge Challenger i napis wymalowany na zderzaku - Vanishing Point. Napis ten nagle stał się strasznie wymowny. * - Jeździcie czasem samochodami? Ja jeżdżę, poważnie. - Publika w studiu zarżała, jakby dowcip był jakichś naprawdę wysokich lotów. Jakub poprawił okulary i kontynuował schow. - I wiecie co? Jeżdżę szybko. Ale, powiem wam, że niektórzy, to dopiero jeżdżą jak wariaci. Daję dzisiaj po Puławskiej... nie powiem ile, bo jeszcze wyjdzie, że ktoś z was ma wujka policjanta – kolejny wybuch śmiechu – a tu nagle bach, myknął obok jakiś szaleniec. Chyba ze trzy stówy grzał! Człowieku!!! Jeśli mnie słyszysz, apeluję do ciebie, opanuj się! Jedziesz po śmierć!

***

Czarny Dodge Challenger mrucząc nisko zatrzymał się na niewielkim leśnym parkingu. Światła zgasły, silnik zamilkł, drzwi otworzyły się cicho. Kierowca wysiadł i przeciągnął się tak, że aż zatrzeszczały mu stawy. Robiło się ciemno, a wśród drzew noc rozgościła się już na dobre. Od strony szosy niezgrabnie biegła skąpo odziana dziewczyna, ale nie miała do czego się spieszyć. Kierowca Dodge’a machnął w jej stronę niezbyt uprzejmie, jasno dając do zrozumienia, że towarzystwo tirówki nie jest mu potrzebne. Następnie, nie zwracając już na nią uwagi, odwrócił się i poszedł w głąb parkingu, pod sporą drewnianą wiatę. Chciał usiąść na jednym z kilku ustawionych tu pieńków, kiedy ze zdziwieniem zauważył, że za wiatą stoi motocykl. Niby nic nadzwyczajnego, ot turystyczna Honda stojąca na parkingu, a jednak kierowcy zdało się to dziwne. Późny wieczór, opustoszały placyk na szosie w kierunku Białegostoku i motor bez właściciela. Podszedł bliżej. Motocykl wyróżniał się misternym malowaniem na baku, przedstawiającym wojowniczkę z obnażonym mieczem dosiadającą smoka. I właściwie tyle. Cała reszta motoru była bardzo zwyczajna. - Jest tu ktoś? - Mężczyzna krzyknął trochę wbrew sobie, bo nie bardzo miał ochotę na towarzystwo. - Jestem, czego chcesz? - Spomiędzy drzew wyszła dziewczyna. Sprane dżinsy, skórzana kurtka, długie, proste i jasne włosy. Nawet w miarę ładna, choć to, że od razu wydała się intrygująca, nie wynikało z jej urody. Była wyraźnie niezadowolona, że ktoś zawraca jej głowę, ale jej oczy świeciły jakoś tajemniczo i sprawiały, że nieprzychylna reakcja stawała się mało istotna. - Przepraszam, nie chciałem przeszkadzać, zdziwiłem się tylko, że ten motor tak sam tu stoi, myślałem, że coś się stało... Uśmiechnęła się ze zrozumieniem wyzbywając resztek gniewu. - Wszystko jest ok. Lubię tu przyjeżdżać, jak jest już pusto i cicho. - Tak romantycznie trochę... Ale chyba są ciekawsze miejsca, niż zaśmiecony parking? - Są. Ale akurat tu mi dobrze. Masz jakieś imię? - Charon. - Aleś wymyślił... No, ale skoro tak chcesz, to nie będę gorsza. Jestem Ginger. Czasem wołają też na mnie Wilczyca, ale Ginger się jakoś szybciej wymawia. - Wilczyca? - A co, nie lubisz wilków? Zamiast odpowiedzi Charon uśmiechnął się tylko i gestem wskazał na swój samochód. Było już prawie całkiem ciemno, ale można było jeszcze dostrzec szarą sylwetkę wilka wymalowaną na masce. - Ładny. - Nie wiesz, gdzie tu można przenocować? - Zaraz niedaleko jest zajazd, ale nie wiem, czy ci będzie odpowiadał, bo masa tam się mętów kręci i dziwki same się do łóżka pchają. - Może tego właśnie szukam? - Zaśmiał się szczerze. - I nic innego nie ma? * Ginger zatrzymała motor, zsiadła i otworzyła drewnianą bramę. Czarny Challenger wtoczył się majestatycznie na podwórze i zaparkował pod ścianą domu. Charon wysiadł i zaciekawiony przyglądał się zabudowaniom. Dom Ginger, był właściwie niewielkim dworkiem. Na środku był ganek, nad nim mały taras. Za prawym skrzydłem widać było stajnię, za lewym kawałek sadu. - Sama tu mieszkasz? - Spytał, gdy dziewczyna wprowadziła swoją Hondę i zamknęła bramę. - Sama i więcej o to nie pytaj. Zapraszam do środka. W sieni, na zdobionych boazerią ścianach pełno było zdjęć wilków. Charon z błyskiem fascynacji w oczach oglądał każde z osobna i bez słowa przesuwał palcami po ramkach. Wydawał się zahipnotyzowany. - Piękne, prawda? - Tak, piękne. Są wspaniałe. - Chodź, coś ci pokażę. Ginger złapała mężczyznę za rękę i pociągnęła za sobą do salonu, z którego przeszklonymi drzwiami wychodziło się na drugą stronę dworku. Wyszli na dwór i zatrzymali się pod rozłożystym dębem. - Nie ruszaj się i nie odzywaj. Nic ci nie grozi... - Dziewczyna gwizdnęła krótko i mocniej ścisnęła dłoń Charona. Zdawała się podekscytowana, jak mała dziewczynka, która chce zwierzyć się przyjaciółce, że właśnie ostatniej nocy przyśnił jej się pierwszy pocałunek z tym ślicznym chłopcem z drugiej B. Patrzyli przed siebie, w nocną czerń otulającą drzewa i krzewy, tymczasem z prawej strony, niczym duchy zjawiły się dwa spore cienie. Miękko przemknęły pod ścianą domu i podbiegły pod dąb. Pojawiły się tak niespodziewanie, że i Charon i Ginger aż podskoczyli. - Moje słodkie! To jest Nemezis, a to Tanatos, może dadzą ci się pogłaskać, ale bądź ostrożny, są nieufne do obcych. - Dziewczyna klęczała na ziemi i tuliła się do wilków, które łasiły się jak najzwyklejsze psy. Merdały ogonami i lizały ją po dłoniach okazując pełnię czułości i uwielbienia. Charon ukucnął obok dziewczyny i wyciągnął otwarte dłonie do zwierząt. Wilki zastygły. Ich bystre oczy pochwyciły wzrok mężczyzny, nozdrza przyjęły jego zapach. Tanatos i Nemezis przysiadły na zadach, uniosły wysoko łby i jak na komendę zawyły. Posępna pieśń nocy wzbiła się wysoko, między korony drzew i jeszcze wyżej, gdzie porwał ją wiatr i poniósł hen daleko. - Co jest, maleństwa, co się dzieje? - Ginger zaskoczona głaskała swoich ulubieńców. - Odchodzi jakaś bratnia im dusza. - Głos Charona był cichy i jakiś dziwny. - Przesyłają jej pozdrowienia, wsparcie i otuchę. Oddają jej hołd. Mężczyzna bez żadnego strachu pogłaskał oba wilki, a one stopniowo cichły, wreszcie skończyły wyć i ufnie złożyły głowy na jego kolanach. - Niesamowite. - Ginger była szczerze zaskoczona. * - Zobacz, piszą o tobie w necie! Charon z apetytem jadł jajecznicę na boczku, a Ginger siedziała przed komputerem. Teraz poderwała się podekscytowana i na głos przeczytała wiadomość z któregoś z plotkarskich portali. - Słuchaj! „Znikający punkt. Dziś Jakub, znany redaktor telewizyjny i radiowy przekonał się, że nie jest najszybszym kierowcą na drodze. Jego Porsche zostało wyprzedzone przez tajemniczego, czarnego Dodge'a Challengera. Wydarzenie to zrobiło na Jakubie takie wrażenie, że na antenie, podczas swojego programu zaapelował o bezpieczną jazdę. Człowieku, jedziesz po śmierć! - grzmiał redaktor. Ciekawe, na ile przemawiała przez niego troska o bezpieczeństwo tajemniczego kierowcy, a na ile zraniona duma. Jeśli ktoś dysponuje zdjęciami lub wiadomościami na temat czarnego Challengera, prosimy o kontakt z naszym serwisem”. - Skąd wiesz, że to o mnie? - A nie? - Nie wiem i szczerze mówiąc nie obchodzi mnie to. Przecież czytałaś, jadę po śmierć. - Skoro tak mówisz... Powinnam narobić ci teraz zdjęć, nagrać rozmowę i wysłać do Internetu. Zrobiłabym się sławna. - Zachichotała ubawiona własnym żartem. - Jak sobie życzysz. Jutro muszę być pod Augustowem i tylko to mnie w tej chwili interesuje. - Och, zupełnie nie znasz się na żartach. To naprawdę jest śmieszne. O, są już komentarze, posłuchaj: I mnie wyprzedzał! ; Mnie też, dziś przy Wileńskim! ; To palant jakiś, takim powinni odbierać prawo jazdy! ; Ale ty głupia jesteś, koleś ma fantazję. ; Albo ma ważny powód. Pamiętacie ten film „Znikający punkt”? Tamten też jechał Challengerem. ; A ja jestem z Policji i jutro go zatrzymamy, jak tylko się pojawi. Nie będziemy tolerowali piratów, nie ważne, jaki mają powód! ; O i co jeszcze! Wara ch...e od tego gościa!!! ; Zawsze i wszędzie, policja je...na będzie!!! - Dobra, już dość. Ubawiłem się stokrotnie. - Charon jakoś nie wyglądał na szczególnie roześmianego. - Po co jedziesz do Augustowa? Tylko nie mów, że po śmierć... - To nic nie powiem. - A, jak chcesz. Myślisz, że naprawdę się na Ciebie zasadzą? - Policja? Cholera wie, ale na pewno się przez nich nie spóźnię. - Myślisz, że wiedzą dokąd jedziesz? - Nie mam pojęcia, ale jeśli ci z Internetu coś…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
ZNIKAJĄCY PUNKT — czytnik · opowiadania