Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 11 min czytania

Znodzone Anioły

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W Niebie rozpoczął się kolejny dzień. Grupa Aniołów zebrana przed domem Boga usilnie próbowała coś ustalić. Od wielu wieków wszystko wyglądało tak samo: pobudka, później lot chmurką, dziecinne zabawy zaczerpnięte z przedszkola, ponownie lot chmurką, rozmowy z innymi i sen. Wielu miało ochotę coś zmienić. Postulowano o to już nieraz, lecz nie uzyskano zgody. - Tak dłużej być nie może – krzyknął Anioł Jerzy – Nie dość, że cierpię na bezsenność, nie dość, że czasy przedszkolne należą do moich najgorszych wspomnień, to w dodatku mam lęk wysokości! - No, ale co zrobić, skoro Bóg ciągle mówi „nie” i „nie”? – odpowiedział mu Anioł Andrzej, który właśnie przygotowywał się do lotu. - Nie możemy być tak ulegli. Przecież Niebo jest po to, aby być szczęśliwym, prawda? A tu co? Codziennie to samo. Zwymiotować można. - Nie można – wtrącił inny - Co? - No nie można… Chyba, że wykazujesz jakieś niesamowicie ludzkie zdolności. Jerzy ze zrezygnowaniem pokręcił głową. Zaczął przechadzać się pomiędzy innymi głęboko nad czymś dumając. - Trzeba coś z tym zrobić. – mruknął Wtem w oknie na najwyższym piętrze pojawił się Bóg. Umilkłszy, wszyscy utkwili w nim wzrok. - Wy jeszcze nie latacie? – zapytał przyglądając się im z ciekawością. - Po co pytasz, skoro i tak wszystko wiesz? – odburknął Jerzy i wysunął się na czoło grupy. - Znowu to samo. Ile razy mam to powtarzać? Tylko o żywych wiem wszystko. - A my to może nieżywi? - Boże… - mruknął Bóg i natychmiast zakrył dłonią usta – Wiem wszystko o tamtych – wskazał palcem na szczelinę w chmurach – O tych, co mają ciała i chodzą po Ziemi. Was to nie dotyczy. Anioł wzruszył ramionami. - Więc po co tu sterczycie? - Mamy dość takiego życia. - Życia? - Boże… - Słucham? Aniołowie zaczęli chichotać. Tylko Jerzemu nie było do śmiechu. Nerwowo tupnął nogą. - Chcemy czegoś nowego, czegoś bardziej ziemskiego niż przedszkolne zabawy. Bóg był wyraźnie znudzony rozmową. - Wobec tego zgoda. – Jerzy nie wierzył własnym uszom – Znajdźcie sobie jakieś zajęcie. Możecie wybrać jedną rzecz. Natychmiast ją dostaniecie. - Chwila. Anioł odwrócił się do reszty i spojrzał na ich uśmiechnięte twarze. - Komputer! – zawołał któryś Jerzy pokręcił głową. - Żeby całą wieczność układać pasjanse? - Samochód! – krzyknął inny - Żeby jego koła grzęzły w chmurach? - Telewizor! - Żeby oglądać „Wszystkie psy idą do nieba”? - Wobec tego co, Święty Mądralo? – wycedził Andrzej Anioł uśmiechnął się złośliwie i zwrócił się do Boga: - Komórka. Bóg skinął. Przed Aniołami pojawiła się drewniana budka. Spojrzeli na Jerzego. On lekko się zmieszał. Uniósł głowę i ujrzał uśmiechniętą twarz Boga. Zacisnął pięści i wszedł do środka. Wewnątrz było ciemno. Odruchowo zaczął szukać włącznika światła. Znalazł go i nacisnął. Jego oczom ukazały się wiadra, miotły i ścierki. Zaklął w duchu i wyszedł. - I co? – zapytał ze zniecierpliwieniem jakiś Anioł Jerzy milczał. - Co jest w środku? – zapytał Andrzej podchodząc bliżej. Anioł nie potrafił wydusić z siebie żadnego słowa. - Odsuń się! Andrzej przesunął kolegę i wszedł do budki. Wszyscy utkwili wzrok w drzwiach, za którymi przed chwilą zniknął Anioł. Czekali w milczeniu. Po policzku Jerzego spłynęła łza. Ze środka rozległ się śmiech. W chwilę później Andrzej był już z powrotem. - Gratuluję kretynie. – mruknął – No i masz swoją komórkę. Szkoda tylko, że my nic z tego nie mamy. Popukał się w czoło i odszedł. Reszta ze zniecierpliwieniem czekała aż Jerzy coś powie. On otarł ręką oczy i wyjąkał: - Nie taką komórkę… - Słucham? – Bóg nie miał zbyt dobrego słuchu. - Nie o taką komórkę mi chodziło! – zawołał Anioł i skrzyżował ręce na piersiach - A skąd miałem wiedzieć jaką? – odpowiedział spokojnie Bóg i uśmiechnął się. - Ty wiesz wszystko! - I znowu to samo. Bóg chciał już odejść, ale Jerzy krzyknął: - Dobrze, już dobrze! Rozumiem! Ale mogłeś się domyślić. - Kiedy jeszcze chodziłeś żywy po ziemi pracowałeś jako woźny w szkole. Zamiatałeś podłogi, myłeś okna. A teraz prosiłeś o ziemskie zajęcie. Gdybyś był biologiem może darowałbym ci pantofelka. - Chodziło mi o telefon komórkowy! Spojrzał na Boga, który zamyślił się. - Logiczne – rzucił po chwili – Na Ziemi wszyscy teraz tylko biegają z telefonami przy uchu. Nawet starsze panie, które z trudem przechodzą przez ulicę. - Czy wobec tego mógłbyś naprawić swoją pomyłkę? - Nie jesteś zadowolony z tej komórki? - Nie! - Wobec tego w porządku. Jeśli sprawi to wam przyjemność… Budka zniknęła. Zamiast niej pojawił się mały, biały obłoczek. Jerzy niepewnie podszedł do niego i ujrzał na nim starego Simensa. Bóg dostrzegł na jego twarzy grymas niezadowolenia. - A co myślałeś, że mam salon z telefonami? Anioł westchnął. Pozostali podeszli do niego by przyjrzeć się podarunkowi. Kilku pochwaliło wybór, inni byli zawiedzeni. - No i co my zrobimy z jedną komórką? – burknął niski Anioł - Będziemy się nią wymieniać. Przytaknęli. Nie mieli innego wyjścia. - Ale ja jestem pierwszy. Jerzy chwycił przedmiot do ręki i zaczął uciekać. Reszta rzuciła się pędem za nim. Każdy chciał być pierwszy. Bóg popatrzył za nimi i pokręcił z politowaniem głową. Zaśmiał się jeszcze pod nosem i zniknął we wnętrzu domu, zamykając okno. W tym czasie Jerzy zdążył się już ukryć w jednej z chmur. Przeczekał, aż inni się oddalą, a następnie wyszedł podrzucając w ręku zdobycz. Był dumny ze swojego postępowania. Chmury zaczęły mienić się kolorami tęczy – to znak, że czas na zabawę. Wszyscy gromadzili się na placyku we wschodniej części Nieba. Jerzy udał…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Znodzone Anioły — czytnik · opowiadania