Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 13 min czytania

ZOE cz. 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wielkie iglaste lasy porastające skaliste zbocza gór, kąpały się w jasnokrwistych promieniach zachodzącego słońca. Gdzieniegdzie bezlistne dęby i buki, odarte ze swojego okrycia przez nadciągającą zimę, spoglądały tajemniczo w stronę drogi wijącej się ostrymi zakrętami wśród górskich jarów i wąwozów. Przez szyby autokaru niektórzy podróżni zaspanym wzrokiem spoglądali w dół, tam gdzie majaczyły jeszcze kształty ostatniego miasteczka które napotkali na swojej trasie. Dalej droga miała wieść w okolicę cyklicznie zasiedlaną i opuszczaną z jakichś tajemniczych powodów. Ostatni stali mieszkańcy uciekli pod koniec II wojny światowej. Niektórzy twierdzili iż nad tymi ziemiami ciąży jakieś mroczne fatum, ponura tajemnica sięgająca swymi korzeniami mroków średniowiecza. Inni twierdzili nawet, że czasów jeszcze odleglejszych. Była także niewyjaśniona do końca historia radzieckich żołnierzy którzy przybyli do zamku Vortes w grudniu 1944 roku. Niemniej świat który widać było przez szybę autokaru nie napawał chyba nikogo lękiem. To prawda iż krajobraz miał w sobie jakąś nutę tajemniczości, jednak było to raczej tajemnicze piękno niż niepokój z jakim mówili o tych terenach mieszkańcy miasteczek leżących u podnóża gór. Całkiem inne uczucia co do wycieczki miał Alex, wpatrujący się otępiałym wzrokiem w górski krajobraz. - Co za zadupie, nic tylko góry, drzewa i cholerne kamienie – pomyślał – że też się na to zgodziłem – wymruczał na głos. - Mówiłeś coś – spytał ciepły zaspany głos z siedzenia obok. - Tak tylko mruczałem do samego siebie – odparł. W tym samym momencie z autokarowych głośników dobiegł komunikat. DRODZY STUDENCI, WŁAŚNIE PRZEKROCZYLIŚMY PRZEŁĘCZ HORTES, ZA KILKA MINUT DOTRZEMY DO CELU NASZEJ PODRÓŻY. DLATEGO PROSZĘ WSZYSTKICH O OBUDZENIE KOLEGÓW I KOLEŻANEK KTÓRZY JESZCZE ŚPIĄ, ORAZ O SZYBKIE WYDOBYCIE BAGAŻY Z AUTOKARU. NASZ KIEROWCA WRAZ Z AUTOBUSEM NATYCHMIAST WRACA DO MIASTA, TOTEŻ NIE CHCIAŁBYM ABY KTOŚ O CZYMŚ ZAPOMNIAŁ. DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ ! - Czas wstawać księżniczko – wyszeptał Alex do ucha Zoe, która tak naprawdę była jedynym powodem dla którego zgodził się jechać do tego miejsca. Dziewczyna popatrzyła na niego swoimi ciepłymi szmaragdowymi oczyma, po czym delikatnie pocałowała go w policzek. Nie spodziewał się tego, ale nauczył się iż Zoe nie należy do przewidywalnych. - Za co to ? - spytał - Może po prostu lubię całować .... - Zoe zawahała się przez moment – przyjaciół – dokończyła i zatrzepotała zalotnie rzęsami. Trzeba było przyznać że mimo iż znał ją od niemal dwóch lat, to ta dziewczyna nadal była dla niego zagadką. Nieraz gdy spotykali się z przyjaciółmi w jakiejś przyuniwersyteckiej knajpie,, Zoe siadała Alexowi na kolanach i gdy wypił za dużo całowała go namiętnie w usta. Co ciekawe nie przypominał sobie by kiedykolwiek widział ją pijaną. Najlepsze było to iż nigdy nie posunęli się dalej, zawsze kończyło się na gorących jak piekło pocałunkach i porannym kacu. Gdy spotykał ją na drugi dzień zawsze traktowała go jak młodszego brata, mimo iż był od niej o kilka lat starszy. Ot i cała Zoe sama chyba nie wiedziała czego chce. A może to on nie wiedział ? Wybój na drodze i podręczne bagaże umieszczone nad jego głową, nagle zakończyły te rozmyślania. Autobus zwolnił i zatoczył koło na dużym placu otoczonym z trzech stron przez iglasty las. Z czwartej strony plac zamykały smukłe kształty budowli rysującw się ostrymi konturami w ostatnich promieniach karmazynowego słońca. Gdy wysiedli z autokaru ujrzeli zamek w całej okazałości. Ciemnobrązowe mury z wypalanej cegły, strzelisty i niesamowicie wysoki kwadratowy donżon z którego nieregularnie wyrastały hurdycje i nadbudówki zdobione gotyckimi rzeźbami gargulców i smoków. Od wielkiej wieży stojącej w centrum budowli odbijały dwa masywne ramiona utrzymane raczej w formie pałacowej – duże zdobione okna i bogate w ozdoby podstawy dachu, tak jak i donżon wypełnione poszarzałymi rzeźbami baśniowych stworów. Całość otaczał wysoki na osiem albo i więcej metrów mur z czerwonej cegły który z niewiadomych przyczyn nie osłaniał budowli od strony placu. W murze swoje miejsce znalazło sześć okrągłych, strzelistych baszt. Na ich stożkowatych dachach umieszczone były blaszane symbole. - kogut, lew, kot, dzik, smok i wąż – zauważył Alex – mimo iż nie miał wątpliwości co to rodzaju zwierząt to zauważył że każde jest przedstawiony w specyficzny sposób. Jednak wszystkie łączyła nieokreślona drapieżność, wynikająca może z ich groteskowości. Dziwnie powyginanych i zdeformowanych kształtów. Dalsze podziwianie budowli przerwała Alexowi Zoe która pociągnęła go za ramię. - Pomożesz mi z walizkami ? - Jasne Alex nigdy nie mógł zrozumieć co takiego kobiety pakują do swoich bagaży, co sprawia że ich walizki są takie ciężkie? Worki z cementem ? Sztaby ołowiu ? A może szyny kolejowe ? No cóż z tym ostatnim chyba nieco przesadzał ale z pewnością w środku można by znaleźć niejeden dom towarowy wraz ze sprzedawcą. Kiedy wszyscy wygramolili już swoje graty z autokaru kierowca pożegnał ich ponurym uśmiechem, po czym bez słowa ruszył w powrotną drogę. Przed niewielką grupkę wycieczkowiczów wysunął się profesor Zimmer piastujący funkcję opiekuna grupy. - Moi drodzy – zaczął – jak chyba zauważyliście jesteśmy na miejscu. Przypominam raz jeszcze iż zostajemy tu przez siedem dni, o ile mi wiadomo kontakt ze światem zewnętrznym jest w tym miejscu możliwy tylko przez telefon satelitarny znajdujący się w zamku. Mam nadzieję iż nikt nie zabrał ze sobą żadnych mocniejszych używek, pamiętajcie jesteśmy tutaj żeby się czegoś nauczyć i być może poradzić sobie z gnębiącymi nas problemami. Tak czy inaczej mam nadzieję iż milo spędzicie czas. A teraz za mną. - powiedział, wskazując napoleońskim gestem wielkie drzwi znajdujące się pośrodku budowli. - Grupka studentów, odcięta na jakimś zadupiu, mieszkająca w średniowiecznym zamczysku. Jeszcze tylko kilka wampirów tudzież innych wilkołaków i wypisz, wymaluj mamy scenariusz dla kolejnego tandetnego horroru – pomyślał Alex krzywiąc usta w kwaśnym uśmiechu. Spojrzał na Zoe i resztę grupy. Omiatał twarze wzrokiem ale nigdzie nie mógł znaleźć Winstona. Swojego kompana od barowych pijatyk oraz innych mniej lub bardziej legalnych zajęć. Zastanawiał się przez chwilę, starał sobie przypomnieć czy widział jak ten cholerny alkoholik wsiada do autokaru. Znając go wszystko się mogło zdarzyć w drodze między podłożem a drzwiami autobusu. Pamiętał jednak również, że Winston to odludek i miał talent to pojawiania się z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
ZOE cz. 1 — czytnik · opowiadania