Akcja · 8 min czytania
Żołnierz fortuny
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Urodziłem się w Nowym Jorku. Tak, jestem Amerykaninem. Ojciec umarł jak byłem dzieckiem, nie pamiętam go. Nigdy nie byłem dobrym uczniem. Zawsze oglądałem filmy wojenne, marzyłem o tym, aby zostać żołnierzem. Matka zachorowała gdy miałem 16 lat. Podobno ta choroba jest uleczalna. Musiała wyjechać na leczenia, do bardzo drogiej kliniki. Skączyłem szkołe, nie chciałem studiować, po co? Zapisałem się do wojska. Stan matki zaczął się pogarszać, potrzebny był szybki zabieg. Tylko skąd miałem wziaść pieniądze?. "Ameryka, potężne imperium chce naprawiać świat" to usłyszałem w telewizji w jednym z kolorowych programów w którym było wszystko było lepsze, lepsze niż naprawde. Hmmmm... nieźle płacili, zgłosiłem się na ochotnika do wyjazdu do Iraku. Pieniądze, pieniądze, pieniądze, miało być szybko i łatwo. I było.
Pamiętam pierwszą akcje w Iraku. Szykowaliśmy się do ofensywy. Strasznie gorąco, pustynia była wszędzie. Wszedliśmy do miasta. Ostry ostrzał wroga zmusił nas do chowania się do budynków. Nasz oddział wszedł do dawnego szpitala. Odgłosy karabinów sprawiały, że czułem się zdezorientowany, byłem przerażony. Ja i jeden z kolegów mieliśmy pilnować wejścia, dowódca wziął reszte i przeszukał budynek. Obserwowałem wejście, co kilka sekund huk karabinów maszynowych. To nasi strzelali do wroga. Ale po kilku minutach usłyszałem kroki, karabiny nie przestawały działać. "Kto idzie?". Złamałem rozkaz, odszedłem od wejścia, wyjrzałem za róg. "O Boże". Wysoki Irakijczyk celował w dowódce. On sobie nie zdawał sprawy, że za jego plecami czaiło się śmiertelnie niebezpieczeństwo. Wycelowałem, strzeliłem, Irakijczyk padł. Dowódca obejrzał się, zobaczył pół martwego wroga, spojrzał na mnie. Wróciłem do wejścia. Miasto odbiliśmy szybko, dwie godziny mineły jak oka mgnieniem. Do dziś we śnie widzę tego Irakijczyka, serce znów mi mocniej bije, jak wtedy. Pamiętam to uczucie, nieodparta nienawiść, nienawiść do siebie.
Miałem pieniądze. Pieniądze, żeby zapłacić za zabieg matki. Niestety nie udało się. Lekarze mówili, że robili co w ich mocy.
Byłem sam.
W raporcie chyba wypadłem nieźle, po powrocie do kraju dostałem propozycje do przeniesienia do elitarnych oddziałów od zadań specjalnych. Samotność była główym powodem dla którego postaniowiłem się zgodzić.
Część 22 / 2
Pamiętam słowa instuktora: "Gdy zobaczysz wroga nie będziesz miał czasu na myślenie, musisz strzelić. Zabijesz jednego człowieka, zabijesz go dla dobra Twojego Narodu". Te słowa do mnie przemawiały, wierzyłem w nie. Przynajmniej próbowałem.
Naszą jednostkę wysłali do Jugosławii. Mieliśmy pilnować pokoju. Mieliśmy zabijać ludzi po to, aby Ci nie zabijali się nawzajem. Czy to miało jakiś sens? Nie! Nie... ale wtedy go widziałem.
Pamiętam jedną akcje. Wszystko działo się wieczorem. Zajołem dobrą pozycję i strzelałem. Strzałelałem i obserwowałem jak łapali się w miejsca postrzałów i powoli osuwali się na ziemi. Zabijałem dla "dobra Narodu". Straciłem łączność, nie wiem dobrze co się stało, jakaś awaria czy coś w tym stylu. Musiałem działać na własną ręke. Postanowiłem wrócić do bazy. Nie mogłem działać w pojedynke. Szedłem jak najbliżej ścian, było ciemno, w takim zamieszaniu miałem szanse. Nagle za wrakiem samochodu zauważyłem Serba, ostrzeliwał on dom odległy od niego o jakieś 100 metrów. Rozejrzałem się dobrze, nie widziałem nikogo. Skradłem się za niego. Przyłożyłem mu karabin do głowy. On podniósł ręce. "O Boże! Przecież to jeszcze dziecko". Chłopak był bardzo przestraszony, cały się trzęsł. Spojrzałem mu prosto w oczy, widziałem w nich jego matke, która się modli, żeby wrócił do domu. Pociągnołem za spust. Krew spryskała ściane. Jezu co ja zrobiłem, w każdym śnie widze jego młode oczy. Niewinne dziecko, które dostało karabin do ręki... Wróciłem do bazy. Jak się okazało z 14-osobowego odziału wróciłem tylko ja. Tylko...
Do dziś się zastanawiam jak zgineli pozostali. Zostałem dowodzącym oddziałem. Braliśmy udziały w akcjach w różnych miejscach świata. W Egipcie, Nigeri,