Militaria · 12 min czytania
Żołnierz Kościoła
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wiedział że nie ma, po co wracać do domu. Ojciec by go pobił na śmierć, za ucieczkę z domu. Ale nie uciekł bez celu. Wiedział gdzie podąży i co będzie robił w przyszłości. Chciał służyć Bogu i narodowi. Chciał zostać bohaterem, by kiedyś po wielu latach jego ojciec mógł powiedzieć, a raczej zmusić się do słów: ?jestem z ciebie dumny synu?. Szedł twardo, nie zwalniał kroku. W myślach upodobniał się do tych wielu bohaterów filmowych, którzy walczyli. Wieczór zbliżał się ku końcowi. Dokładnie znał rozplanowanie mszy świętych i godzin, w których mógł spotkać księdza w domu. Śmiało stąpał po bruku, który wydawał donośne protesty przeciw jego wypastowanym glanom. Już czuł się bohaterem, wyobrażał sobie jak otrzymuje medale, zaczyna awansować by móc wrócić do domu po tych czterech latach służby. Matka by stanęła w drzwiach ze łzami w oczach, bracia patrzyli by z zazdrością a ojciec, ojciec powitał by go z szeroko rozwartymi ramionami. Z tymi myślami stanął przed okazałym probostwem. Willa księdza Ireneusza zawsze budziła w nim podziw. Ks Ireneusz również służył, na oddziałach tyłowych, ale zawsze. Był dla niego idolem i wzorem do naśladowania. Śmiało przestąpił przez bramę, szeroko otwierając jej wrota. Do drzwi gdzie miała go czekać świetlana przyszłość dzieliło go jeszcze pięćdziesiąt metrów. Bez zastanawiania się i oglądania za siebie stąpał jeszcze twardziej po wjeździe idealnie wyłażonym beton brukiem. Stanął przed drzwiami. Odetchnął i nacisnął dzwonek. Rozległo się donośne oddanie salwy z czterech oddających trójpociskową serię jak się zdawało M-16. Po chwili drzwi się otwarły. Stał w nich nikt inny jak starszy major Ireneusz Kwasiak. - Dzień dobry, starszy majorze Ireneuszu Kwasiaku, przybyłem tu by się zapisać do służby ministranckiej. ? Wykrzyczał jednych tchem, stając na baczność i przykładając dwa palce do czoła. Kiedy kończył to zdanie zrozumiał swój błąd, uszy mu zapłonęły, lecz trwał w służbowej jak mu się wydawało pozie. Ks jedynie się rozejrzał, słońce już dawno się chyliło ku zachodowi, a teraz jego złota tarcza w połowie kryła się za horyzontem. Uśmiechnął się pod nosem. Oddał salut. -Cieszę się żołnierzu, iż zechciałeś się zapisać do tej chwalebnej służby. ? Wykonał zapraszający gest do środka domu ? Zapraszam do środka kadecie Malczewski. Arek Malczewski, śmiało wszedł do jasnego holu przyozdobionego freskami obejmującymi wydarzenia z Pisma Św. - Usiądź tam proszę, przyniosę potrzebne papiery - Dziękuje majorze. ? Arek rozsiadł się wygodnie na sofie, nad którą widniał wizerunek Mojżesza zstępującego z góry, w którym to właśnie momencie rozbijał tablice na widok zdrady ludu wybranego. Przypomniał sobie, w jakim to właściwie celu tu przyszedł i przybrał bardziej żołnierską pozę, prostując plecy i ?pięta przy pięcie? jak to mawiał stary organista ucząc śpiewu, choć nigdy nie wytłumaczył co ma ustawienie stóp do odpowiedniej barwy głosu. Gdy Arek przyglądał się przeciwległej ścianie z historią zwiastowania, bezszelestnie wszedł ksiądz, niosąc teczkę. - Arek, znam cię, od kiedy zostałem tu przeniesiony, dlaczego postanowiłeś uciec i zapisać się na służbę. Mam nadzieję, iż nie była to impulsywna decyzja. ? Usiadł naprzeciw gościa, rozkładając papiery. - Proszę księdza, moja decyzja jest uwarunkowana tym, iż ta mała mieścina nie daje mi możliwości rozwoju. W domu nie jest mi okazywany szacunek. A po za tym szkoła mnie nudzi. ? Wielebny spojrzał z ukosa na przyszłego adepta. Arek szybko się zreflektował ? A po za tym chce do czegoś dojść i uważam, że armia daje mi taką możliwość. - No, tak już lepiej. Podpisz się w wyznaczonych miejscach. Powiedz mi jeszcze, do jakiej formacji chciałbyś należeć. - Do Kampanii Świetlistych Strzał - Świetliste Strzały, wiesz że to elitarna jednostka. Powtarzam, E-L-I-T-A-R-N-A. Jesteś pewnym, że będziesz wstanie opanować sztukę jazdy ich pancernymi pięściami. Znieść te wszystkie trudy szkolenia. Jesteś drobnym człowiekiem, nie dawano miałeś osiemnaste urodziny. Martwię się o ciebie. ? Wielebny, popatrzył na szary papier, schował go do swojej teczki i wyciągnął nieco bledszy, położył przed Arkiem. . ? Pełny entuzjazmu, lekkim ruchem ręki podpisał dokument, nie czytając go nawet. Kiedy tylko młody człowiek podpisał, ks Ireneusz od razu zabrał mu dokument. - Szybko się uczę, proszę księdza. - Nie wątpię. ? Przybił pieczątkę i zgiął papier, schował do kieszeni marynarki. ? Miałeś ostatnio badania lekarskie w szkole? - Tak, panie majorze. - To dobrze, lekarz wojskowy nie będzie cię musiał oglądać. Zostaniesz od razu zawieziony do twojej jednostki.. Za jakąś dłuższą chwilę powinni po ciebie przyjechać. - Tak szybko? - Owszem, dbamy o żołnierzy i mam nadzieję? - Przerwał mu dzwonek jego komórki- Przepraszam cię na chwilę ? Wyszedł drzwiami, nad którymi wisiał krucyfiks. Prowadziły do zachrysti. W czasie nieobecności, Arek oglądał dalszą część tej jak mu się mogło wydawać obrazkowej historii starego testamentu. Przyglądanie się wielkiej fali potopu, i unoszącej się na niej łodzi Noego, znów przerwało wejście księdza. - Wybacz chłopcze, ale mam wezwanie do ostatniego sakramentu, zostawiam cię samego, za chwile powinni przyjechać i zabrać cię do bazy w Cukinowie. Masz tutaj skierowanie, powiedzą ci co masz robić. Ubrał się pospiesznie i wybiegł z domu, sprintem znalazł się w garażu skąd z piskiem opon swojego czarnego Hammera wyjechał po za bramy swej posesji.
Arek nigdy nie miał się znaleźć w przez wielu zwanej ?mordownia? elitarnej jednostce Świetlistych Strzał. Ksiądz Ireneusz, wysłał go do tak zwanej BPP, Biednej Pierdolonej Piechoty. A konkretniej do 3 armii 2 pułku 3 batalionu piechoty zmechanizowanej. Szkolenie nie należało do najcięższych, codzienne przemarsze po 25 km. Nędzna strawa, sadystyczni przełożeni. Nauka obsługi podstawowego uzbrojenia, ćwiczenia desantowania się z