Fantastyka · 26 min czytania
Żołnierz kościoła
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wiedział że nie ma, po co wracać do domu. Ojciec by go pobił na śmierć, za ucieczkę z domu. Ale nie uciekł bez celu. Wiedział gdzie podąży i co będzie robił w przyszłości. Chciał służyć Bogu i narodowi. Chciał zostać bohaterem, by kiedyś po wielu latach jego ojciec mógł powiedzieć, a raczej zmusić się do słów: „jestem z ciebie dumny synu”. Szedł twardo, nie zwalniał kroku. W myślach upodobniał się do tych wielu bohaterów filmowych, którzy walczyli. Wieczór zbliżał się ku końcowi. Dokładnie znał rozplanowanie mszy świętych i godzin, w których mógł spotkać księdza w domu. Śmiało stąpał po bruku, który wydawał donośne protesty przeciw jego wypastowanym glanom. Już czuł się bohaterem, wyobrażał sobie jak otrzymuje medale, zaczyna awansować by móc wrócić do domu po tych czterech latach służby. Matka by stanęła w drzwiach ze łzami w oczach, bracia patrzyli by z zazdrością a ojciec, ojciec powitał by go z szeroko rozwartymi ramionami. Z tymi myślami stanął przed okazałym probostwem. Willa księdza Ireneusza zawsze budziła w nim podziw. Ks Ireneusz również służył, na oddziałach tyłowych, ale zawsze. Był dla niego idolem i wzorem do naśladowania. Śmiało przestąpił przez bramę, szeroko otwierając jej wrota. Do drzwi gdzie miała go czekać świetlana przyszłość dzieliło go jeszcze pięćdziesiąt metrów. Bez zastanawiania się i oglądania za siebie stąpał jeszcze twardziej po wjeździe idealnie wyłażonym beton brukiem. Stanął przed drzwiami. Odetchnął i nacisnął dzwonek. Rozległo się donośne oddanie salwy z czterech oddających trójpociskową serię jak się zdawało M-16. Po chwili drzwi się otwarły. Stał w nich nikt inny jak starszy major Ireneusz Kwasiak. - Dzień dobry, starszy majorze Ireneuszu Kwasiaku, przybyłem tu by się zapisać do służby ministranckiej. – Wykrzyczał jednych tchem, stając na baczność i przykładając dwa palce do czoła. Kiedy kończył to zdanie zrozumiał swój błąd, uszy mu zapłonęły, lecz trwał w służbowej jak mu się wydawało pozie. Ks jedynie się rozejrzał, słońce już dawno się chyliło ku zachodowi, a teraz jego złota tarcza w połowie kryła się za horyzontem. Uśmiechnął się pod nosem. Oddał salut. -Cieszę się żołnierzu, iż zechciałeś się zapisać do tej chwalebnej służby. – Wykonał zapraszający gest do środka domu – Zapraszam do środka kadecie Malczewski. Arek Malczewski, śmiało wszedł do jasnego holu przyozdobionego freskami obejmującymi wydarzenia z Pisma Św. - Usiądź tam proszę, przyniosę potrzebne papiery - Dziękuje majorze. – Arek rozsiadł się wygodnie na sofie, nad którą widniał wizerunek Mojżesza zstępującego z góry, w którym to właśnie momencie rozbijał tablice na widok zdrady ludu wybranego. Przypomniał sobie, w jakim to właściwie celu tu przyszedł i przybrał bardziej żołnierską pozę, prostując plecy i „pięta przy pięcie” jak to mawiał stary organista ucząc śpiewu, choć nigdy nie wytłumaczył co ma ustawienie stóp do odpowiedniej barwy głosu. Gdy Arek przyglądał się przeciwległej ścianie z historią zwiastowania, bezszelestnie wszedł ksiądz, niosąc teczkę. - Arek, znam cię, od kiedy zostałem tu przeniesiony, dlaczego postanowiłeś uciec i zapisać się na służbę. Mam nadzieję, iż nie była to impulsywna decyzja. – Usiadł naprzeciw gościa, rozkładając papiery. - Proszę księdza, moja decyzja jest uwarunkowana tym, iż ta mała mieścina nie daje mi możliwości rozwoju. W domu nie jest mi okazywany szacunek. A po za tym szkoła mnie nudzi. – Wielebny spojrzał z ukosa na przyszłego adepta. Arek szybko się zreflektował – A po za tym chce do czegoś dojść i uważam, że armia daje mi taką możliwość. - No, tak już lepiej. Podpisz się w wyznaczonych miejscach. Powiedz mi jeszcze, do jakiej formacji chciałbyś należeć. - Do Kampanii Świetlistych Strzał - Świetliste Strzały, wiesz że to elitarna jednostka. Powtarzam, E-L-I-T-A-R-N-A. Jesteś pewnym, że będziesz wstanie opanować sztukę jazdy ich pancernymi pięściami. Znieść te wszystkie trudy szkolenia. Jesteś drobnym człowiekiem, nie dawano miałeś osiemnaste urodziny. Martwię się o ciebie. – Wielebny, popatrzył na szary papier, schował go do swojej teczki i wyciągnął nieco bledszy, położył przed Arkiem. . – Pełny entuzjazmu, lekkim ruchem ręki podpisał dokument, nie czytając go nawet. Kiedy tylko młody człowiek podpisał, ks Ireneusz od razu zabrał mu dokument. - Szybko się uczę, proszę księdza. - Nie wątpię. – Przybił pieczątkę i zgiął papier, schował do kieszeni marynarki. – Miałeś ostatnio badania lekarskie w szkole? - Tak, panie majorze. - To dobrze, lekarz wojskowy nie będzie cię musiał oglądać. Zostaniesz od razu zawieziony do twojej jednostki.. Za jakąś dłuższą chwilę powinni po ciebie przyjechać. - Tak szybko? - Owszem, dbamy o żołnierzy i mam nadzieję… - Przerwał mu dzwonek jego komórki- Przepraszam cię na chwilę – Wyszedł drzwiami, nad którymi wisiał krucyfiks. Prowadziły do zachrysti. W czasie nieobecności, Arek oglądał dalszą część tej jak mu się mogło wydawać obrazkowej historii starego testamentu. Przyglądanie się wielkiej fali potopu, i unoszącej się na niej łodzi Noego, znów przerwało wejście księdza. - Wybacz chłopcze, ale mam wezwanie do ostatniego sakramentu, zostawiam cię samego, za chwile powinni przyjechać i zabrać cię do bazy w Cukinowie. Masz tutaj skierowanie, powiedzą ci co masz robić. Ubrał się pospiesznie i wybiegł z domu, sprintem znalazł się w garażu skąd z piskiem opon swojego czarnego Hammera wyjechał po za bramy swej posesji.
Arek nigdy nie miał się znaleźć w przez wielu zwanej „mordownia” elitarnej jednostce Świetlistych Strzał. Ksiądz Ireneusz, wysłał go do tak zwanej BPP, Biednej Pierdolonej Piechoty. A konkretniej do 3 armii 2 pułku 3 batalionu piechoty zmechanizowanej. Szkolenie nie należało do najcięższych, codzienne przemarsze po 25 km. Nędzna strawa, sadystyczni przełożeni. Nauka obsługi podstawowego uzbrojenia, ćwiczenia desantowania się z lądu, powietrza i morza. Sielankowe życie kadeta kończyło się, kiedy trafiał w końcu do swojego oddziału, gdzie ojcem był dowódca, matką kapitan a żołnierze braćmi. Jedna wielka kochająca się i zdyscyplinowana rodzina.
-Dlaczego nie poszedłem do szkoły oficerskiej, zostałbym księdzem i nie musiałbym się tu bawić. – Jak od zawsze marudził Mirek. Poznał się z Arkiem jeszcze na początku szkolenia, kiedy to oficer uczył składania i rozkładana broni, a on miał pierwszy raz karabin w dłoni, kiedy za nic nie chciał się rozkładać, Arek miał podobny problem. Oficer ich zbeształ i wysłał do kuchni gdzie to otrzymali honorowe zadanie obierania ziemniaków dla mesy oficerskiej. Gdzie to Miluś wydobył zza swojego munduru worek z proszkiem. Który rozsypał na obrane ziemniaki. Przez dwa dni kadeci mieli wolne. Wszyscy oficerowie nagle zachorowali na biegunkę. Wczęto dochodzenie, ale niczego nie wykryli. - Masz rację, tylko że nie wielu wytrzymuje presje. - Coś ty, później dostałbym się do oddziałów specjalnych i awansowałbym na egzorcystę. - Marzyciel, przecież… - BAAACZNOŚĆ!!! Rozległo się na całym placu defiladowym. Wszyscy zebrani na nim w równej linii pogrupowani w oddziały, wyprężyli się jak jeden mąż. - Żołnierze, jestem generał Mikołaj Karlszewski. Zebraliście się tu, bo jak wam wiadomo zakończyliście szkolenie i zostaniecie wysłani na wszystkie fronty naszej wojny. Jedni z was pojadą zwalczać muzułmanów, inni będą walczyć z buddystami. Wielu zostanie, by walczyć z satanistami, najgorszym ścierwem, jakie nosiła ta ziemia. Jesteście młodzi i jesteście żołnierzami i nie obiecuje wam, że wszyscy wrócicie do domów w jednym kawałku. Ale obiecuje wam, że zostaniecie tu pochowani, na ziemi poświęconej. Nie gwarantuję stałego zaopatrzenia. Ale wiedzcie jedno, Bóg i kraj o was nie zapomną. Wasze dusze dostąpią zaszczytu w niebie, kiedy to udowodnicie swoim męstwem, czego jesteście warci. Nie zapominajcie o waszej „ostatniej kuli” zaszytej w mankiet każdego munduru. Teraz zostajecie podzieleni – Generał odebrał podana mu kartkę przez Jezuitę. – 1 Armia „Krwi Pańskiej” zostaje skierowana do walk z Islamistami w dzisiejszej Jordanii. 2 Armia „Krzyża Świętego” zostaje wysłana do walk na wschodzie z Prawosławnymi, 3 Armia „Trójcy Św.” Walczyć będzie w Podkarpackim gdzie Sataniści utworzyli przyczółek wychodząc z podziemia. Niedługo się będą dam bronić, już dziś zmierza tam 5 korpus „Całunu Turyńskiego” wyzwolonej Ukrainy. Na zakończenie powiem wam, że Armia Polska jest jedną z najlepszych na świecie. Niejednokrotnie Watykan wysyłał naszych żołnierzy jako ostatnią deskę ratunku. Nasi ojcowie nieraz ratowali Europę przez zalaniem innowierców. Bądźmy nieskalani i walczmy tak by nasi przodkowie byli z nas dumni. Spocznij. Rozejść się. - Ekstra. Kocham góry, a my jedziemy do Podkarpackiego. Jednak życie nie jest takie złe jak mogło się wydawać. - Mirek, czy ty w ogóle słuchałeś. Jedziemy na satanistów. Myśl trzeźwo, jak myślisz dlaczego musieliśmy prosić wsparcie Wolną Ukrainę? To nie będzie zwykła przejażdżka by spacyfikować kilka wsi które kolaborowały. Coś mi tu śmierdzi i sądzę że… - Szeregowi Malczewski i Gwidom. Co wy tu jeszcze stoicie? Na plotki się zebrało? Zap*** do swoich plecaków, bierzemy cały sprzęt ze sobą, za piętnaście minut mamy odprawę w baraku A12. Ruszać się lenie Niczym spłoszone strzałem kuropatwy, obydwaj młodzi ludzie biegli do swych prycz by w rekordowym czasie spakować wszystko co jest jeszcze potrzebne. Ich plecaki wypchane po brzegi dla przeciętnego człowieka były niemalże nie do udźwignięcia, ale każdy mógł się przyzwyczaić, zwłaszcza jeżeli biegał z takim po 5km, trzymając w rękach płytę pod moździerz. Obydwaj stawili się punktualnie w miejscu zbiórki. Zajeli dwa ostatnie wolne miejsca, postawili plecaki przed sobą i czekali, w miedzy czasie otrzymali mapy terenu najwyraźniej górzystego i zalesionego z nadrukowanymi literami od A do F. Najpierw wszedł barczysty kapral a za nim Major. - Nie wstawać – Rozkazał w wejściu. Wiązała się z nim zabawna historia. Kiedy się urodził jego pijany wówczas ojciec postanowił dać mu imię takie jak nazwisko czyli Major. Poszedł do wojska, gdzie szybko awansował na… majora. - Jutrzejszej nocy rozpoczyna się operacja, polegająca na desantowaniu się na terytorium zajmowany przez wroga, kryptonim operacji: „Babilon”. Wasz batalion ma za zadanie oczyścić teren przed przybyciem głównych sił sprzymierzonych. Zostajecie desantowani z powietrza. Jak sami wiecie jest to teren górzysty i gęsto zalesiony, nie pozwalający na użycie pojazdów mechanicznych, brak dróg o utwardzonej nawierzchni. Pogoda zapowiada się umiarkowana, księżyc będzie w nowiu. Nasz wywiad donosi że siły wroga składają się liczebnie w siłę dywizjonu, po grupy składające się z sześciu czy siedmiu ludzi. Uzbrojeni w karabiny typu AK-47, i kilka podręcznych wyrzutni RPG Nh-75. Brak pojazdów opancerzonych. Polecicie tam helikopterem desantowym CH-47, eskortowanym przez dwa AH-1 do punktu B. Zostaniecie wysadzeni w punkcie C, gdzie dostaniecie dalsze rozkazy od waszych sierżantów. Nie macie żadnej osłony, jesteście sami aż do następnego dnia, gdzie w godzinach 18.01-20.20 planowane jest przybycie głównych sił uderzeniowych Wolnej Ukrainy 5 korpusu „Całunu Turyńskiego”. Do dobra piechota, przyzwyczajona i szkolona do walki na trudnym terenie. Wasze główne zadania: Dotrzeć do punktu C, przejść do punktu D, E, F gdzie macie zneutralizować wszelkie punkty oporu. Czekać na 5 korpus, i zaatakować wraz z nimi na główny cel, miasto Przemyśl. Czy są jakieś pytania? – Podniosła się jedna ręka – Słucham. - Gdzie będą pozostałe bataliony? - Rozmieszczone zostaną w miastach: Jarosław, Lubaczów i Brzozów. Czy to wszystko? Dobrze, teraz wracacie na plac defiladowy skąd was zabierają nasze CH-47 do punktu startowego operacji „Babilon”.
Wychodzili spiesznie i zorganizowanie, wpierw ostatnie ławki, następnie przedostatnie i tak dalej. Plac defiladowy był pusty od zbędnych ludzi. Na płycie stały już cztery transportery CH-47. Żołnierze zostali rozdzieleni na małe oddziały, każdy z nich miał swoją kolej na przetransportowanie do bazy wypadowej pod Kielcami. Jako że należeli do jednej z najlepszych armii, ich przetransportowanie nie zabrało wiele czasu.
Baza Nowe Jeruzalem na Południe od Kielc Plan znany, sprzęt gotowy, zbędne kilogramy z plecaka zabrane, manierki spakowane, żywność na czarną godzinę zakonserwowana. Zapowiada się bezchmurna i pogodna późno wiosenna noc. Czas do rozpoczęcia operacji Babilon, dwadzieścia minut. Silniki w transporterach rozgrzane, żołnierze zgrupowani w oddziałach dziesięcio osobowych. Emocje wręcz się materializują na twarzach Sarmatów XXI wieku. - Arek, mam tremę, dziwnie się czuję. - Mirek, powiem ci coś w wielkiej tajemnicy… to też moja pierwsza akcja! -Cisza tam, zakaz rozmów przed i w trakcie transportu.…