Romans · 32 min czytania
Żółte tulipany
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Był mroźny styczniowy wieczór. Julia, dziewczyna, która niedawno miała swoje 16 urodziny po ciężkim dniu w szkole wracała do domu. Na niebie widniało tysiące gwiazd. "Cudownie by było stać się jedną z nich" pomyślała podziwiając jak co noc przepiękny widok. - Hej Julka! Co u Ciebie słychać? - rozległ się przyjazny głos. - Cześć Bartku - uśmiechnęła się po czym związała w kucyk swoje czarne długie włosy. - Oj chyba miałaś dzisiaj ciężki dzień bo wyglądasz na bardzo zmęczoną. - Racja, ale muszę się pochwalić że zaliczyłam sprawdzian z historii na 5. - Ty kujonie zawsze dostajesz piąteczki - roześmiał się chłopak. - Przygarniał kocioł garnkowi - odwdzięczyła się tym samym. - Późno już. Może odprowadzę cię do domu? - Nie musisz. Pewnie sam spieszysz się do domku na cieplutki obiadek. - Dla mojej przyjaciółki gotów jestem wyrzec się nawet łóżka i kołderki. - I co ja bym bez ciebie zrobiła? - Wracałabyś sama - powiedział i przytulił ją Szli tak rozmawiając i śmiejąc się. Dokoła panowała zupełna cisza. Tylko księżyc przypominał o swojej obecności wytrwale oświetlając im drogę. - To co widzimy się w weekend? - No jasne! Do zobaczenia - pocałowała go w policzek po czym zniknęła za krzewami swojego ogródka. W domu było cicho. Na stole zobaczyła kartkę: "Pojechaliśmy do miasta. Wrócimy około 20. W garnku jest obiad dla ciebie. Mamusia i tatuś=)" Ściągnęła brązowy płaszczyk i kozaczki, wzięła torbę i poszła do swojego pokoju na górze. Był on mały ale bardzo przytulny. Jego ściany miały odcień ciepłej zieleni i słonecznej żółci. Pod oknem stało łóżko przykryte wełnianym błękitnym kocem. Nad biurkiem wisiała korkowa tablica, a na niej poprzypinane zdjęcia przyjaciół i rodziny. Poza tym steki różnych rzeczy z których każda miała swoją własną historię. Na półeczkach stało mnóstwo ramek i porcelanowych figurek. Wszystko to dawało niesamowitą atmosferę. Usiadła na krześle przeglądając swój kalendarz. Robiła to codziennie. Planowała sobie kolejny dzień. Sprawdzała czy aby na pewno nie zapomniała o kogoś urodzinach lub imieninach. Spokój przerwała wesoła melodyjka. - Dzień dobry zastałam Julię? - Tak, to ja. - Cześć Julcia, ja już nie wiem co mam zrobić... - Co się stało Aniu? - Znowu pokłóciłam się z Maciejem, a tak bardzo tego nie chcę to chyba moja wina, to ja zawsze wszystko psuje. - Wina zawsze leży po obu stronach, heej głowa do góry i tak na pewno jutro przyjdzie do ciebie, przeprosi za swoje zachowanie i będzie wszystko ok. - Nie, chyba nie. Teraz pokłóciliśmy się poważnie, a zaczęło się od tego jak powiedziałam, że nie podoba mi się to, że tak często spotyka się z tą swoją przyjaciółką a mnie ma gdzieś. On powiedział, że nie mam prawa go ograniczać i wyszedł. - I miał racje. Skoro jest z tobą to oznacza, że cię kocha. Nie wymagaj od niego żeby zerwał kontakt z przyjaciółką, bo to jest nieludzkie. - Mówiłam, to moja wina. - Nie płacz wystarczy że zadzwonisz do niego przeprosisz i zobaczysz, już jutro znowu będziecie się razem śmiać. - Dziękuje Julcia. Kochana jesteś. - Ty też. - Zobaczymy się w piątek? - Oczywiście, rozmawiałam dzisiaj z Bartkiem. Może wybralibyśmy się na lodowisko? - Świetny pomysł, a o której? - O 16 pod pomnikiem? - Ok umowa stoi, muszę już kończyć bo mama chce gdzieś zadzwonić. - Dobrze papusie, dobranoc, śpij słodko. - Dziękuje że jesteś! Papa. Spojrzała na zegarek. Dochodziła 20. "Chyba pójdę już spać, jestem taka zmęczona" pomyślała. Tak też zrobiła. Poszła do łazienki przebrała się w atłasową koszulkę i wskoczyła pod grubą pierzynę. *** - Heeej śpiochu wstawaj bo do szkoły się spóźnisz. - Eeee która godzina? - Dochodzi 7. - Co?! 7?! - gwałtownie podniosła się z łóżka - Aaaaa - Siostra co jest?! - przerażony Kuba podbiegł do leżącej na podłodze Julii. - Nieee... Niccc... Strasznie zabolała mnie głowa. - Chodź, wstań - podniósł ją silnym ramieniem. - Ałaaa... boli... - Nie ma na co czekać zawiozę cię do lekarza. - Aaaa... Droga wydawała się wyjątkowo długa. Silny ból głowy nie opuszczał Julii ani na chwilę. Za szybą uciekały kolejne domy, drzewa, drogi. - Trzymaj się już dojeżdżamy do szpitala. - Boli.. boli coraz mocniej - mówiła, a w oczach miała łzy. - No już zobacz jesteśmy na miejscu. Wysiadł z samochodu trzaskając za sobą drzwiami. - Możesz iść sama? - Taaak.. - powiedziała po czym upadła na ziemię. Brat wziął ją na ręce i pobiegł na izbę przyjęć. - Doktorze! Doktorze! Moja siostra... - krzyczał. Przybiegli sanitariusze położyli ją na łóżku. - Boli... tak mocno... aaaa... Kuba... - Proszę tu zostać zajmiemy się nią. - Nie! Nie zostawię jej samej to moja siostra! Co jej jest? - Tak będzie dla niej lepiej. Zbadamy ją i od razu pana poinformujemy. Mijały kolejne godziny. Nikt nie potrafił udzielić szczegółowych informacji. Wciąż mówiono "Musimy zrobić jeszcze parę badań". Wreszcie wyszedł mężczyzna. Wysokiej postury o miłej twarzy. Uśmiechnął się. - Powiadomiliśmy już pańskich rodziców. Zaraz powinni się tu zjawić, a wtedy powiem co było powodem tak silnych bólów Julii. - Dobrze poczekam - odpowiedział chociaż wcale nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy gdyż to oznaczało ponowne czekanie. - Kuba! - Mamo, tato - rzucił się rodzicom na szyję jak dziecko, które właśnie obudziło się z koszmarnego snu. - Gdzie Julka? - Nie wiem... Zabrano ją na badania... - Witam nazywam się Arkadiusz Centkiewicz będę zajmował się państwa córką. - Jak to? Zajmował? Co się stało? - Może przejdźmy do mojego gabinetu. Proszę bardzo. Napiją się państwo czegoś? - Proszę mówić co z Julią - zdenerwowanie sięgnęło zenitu. - Otóż... To nie są pomyślne wieści... - spokojny ton lekarza przeszywał serce matki - Dzisiaj rano gdy dziewczynę mocno zabolała głowa dał o sobie znać... nowotwór. - C...co...? - z oczu ojca, dorosłego mężczyzny, popłynęły łzy. - Na prawej półkuli mózgu utworzyła się narośl. Badania potwierdziły że to nowotwór, najprawdopodobniej złośliwy... Bardzo mi przykro. Wszystko rozegrało się zdecydowanie za późno... Może jeszcze jakiś czas temu byłyby jakieś szanse. - głos lekarza wyraźnie się złamał. - Ile? - wyszeptał zrozpaczony Kuba. - 3 - 4 miesiące. Mama siedziała wpatrując się w jeden punkt. Nie dotarły do niej słowa lekarza. Jak ma się pogodzić z tym że za kilka miesięcy jej córka umrze? Najzwyczajniej skończy swoje życie? Tata zacisnął pięści a łzy same spływały po policzkach. Przed oczami mijały tysiące wspaniałych chwil. Wspólnych chwil, których niedługo już nie będzie. Dla Kuby to było ponad siły. Pojechał na skarpę, ulubione miejsce z dzieciństwa, z którego rozciągał się przepiękny widok na całe miasto. Tam płakał. Płakał i krzyczał "Dlaczego Boże? Dlaczego akurat ona? Czym zawiniła? Moja ukochana siostra? Boże nie! Nie możesz mi jej zabrać!" Przyszedł czas na to, aby powiedzieć wszystko Julii. Lekarz wszedł do pokoju dziewczyny, usiadł na łóżku, spojrzał przez okno na zasypane śniegiem ulice. Po chwili wydusił z siebie. - Julio, jesteś śliczną i mądrą dziewczyną. Za pewne domyślasz się, że sprawa jest poważna... - Panie doktorze...? - Masz guza mózgu... - dalsze słowa już do niej nie dochodziły. Ma raka. Niedługo umrze. Miliony myśli. Zawsze marzyła o tym żeby być szczęśliwą mamą czwórki dzieci, mieć kochającego męża. Żyć sobie spokojnie na wsi w małym domku. Chciała żeby co dzień budziło ją słońce wkradające się do pokoju i śpiew ptaków przerywany radosnym szczekaniem psów. To tak miało wyglądać jej życie. Wszystko zawaliło się w ułamku sekundy. Ona przecież była zwykłą nastolatką, która niedawno zakochała się w chłopaku. Co prawda on wolał inną, ale czy warto było teraz o niego walczyć skoro wie, że niedługo stąd odejdzie? Smutek, przerażenie i łzy. Tylko to jej towarzyszyło. Nawet nie zauważyła kiedy została sama. Za oknem zapadł zmrok. Na niebie widać było gwiazdy... te same gwiazdy, co wczoraj. Dzisiaj mają zupełnie inne światło, takie smutne... Spojrzała na swoją komórkę. "9 nieodebranych wiadomości" "Ania: Julia nawet nie wiesz jak się cieszę. Zrobiłam tak jak mi poradziłaś i pogodziliśmy się. Tak bardzo go kocham i Ciebie oczywiście. Buzi do zobaczenia jutro:*" "Daniel: Hej Julko! Mam nadzieję, że jutro zobaczymy się na łyżwach bo bez Ciebie to żadna zabawa Słoneczko Ty moje" Odłożyła telefon. Znowu łzy. Wiele razy wyobrażała sobie jak właśnie on mówi jej te dwa najpiękniejsze słowa na świecie 'Kocham Cię' teraz próbuje oswoić się z myślą, że jest dla niego tylko przyjaciółką... I nikim więcej już nie będzie. Ten straszny smutek. Tak bardzo chciałaby jeszcze raz przeżyć wiosnę. Zobaczyć jak przyroda budzi się do życia. Rozmyślała do późna o tym co ją czeka, o swoich przyjaciołach. Czy powiedzieć im o wszystkim? Czy zaoszczędzić bólu? Jeszcze nie wiedziała co zrobi. Zmęczona płaczem wreszcie zasnęła. Rano gdy otworzyła oczy, za oknem świeciło słońce, a niebo było błękitne. Uśmiechnęła się. Wstała. Dzisiaj czuła się dobrze. Podeszła do lustra, jej oczy były opuchnięte od płaczu. Otworzyła portfel, z którego wysunęło się zdjęcie rodziny. Po środku dwa roześmiane maluchy, a na bokach dumni ze swoich dzieci rodzice. Było też drugie zdjęcie, skrywane przed światem. Daniela. Wyszedł tak poważnie. w kącikach ust miał ślad uśmiechu. "Muszę mu powiedzieć jak bardzo jest dla mnie ważny... Muszę zanim będzie za późno" przyłożyła je do serca. Łzy... Sięgnęła po komórkę i z trudem wystukała "Musimy się dzisiaj spotkać. Będę czekać na wyspie o 15. Proszę Cię przyjdź" Poszła do łazienki wziąć prysznic. Umyła włosy potem starannie je układając. Założyła zielony golfik, brązowe spodnie. Ciemne oczy delikatnie podkreśliła beżowym cieniem, długie rzęsy pokryła tuszem, na policzki nałożyła troszeczkę różu, a usta umalowała brzoskwiniowym błyszczykiem. Założyła kozaki, płaszczyk. Jeszcze prysnęła się perfumem i napisała na kartce "Musiałam wyjść coś załatwić. Nic mi nie jest. Wrócę wieczorem" Bała się, że gdyby poprosiła o zgodę na opuszczenie szpitala zatrzymaliby ją siłą. Nie mogła sobie na to pozwolić. Na miejscu była już o 14.30. Bardzo się denerwowała. Wreszcie dostrzegła w oddali wysoką sylwetkę. To on. Poznałaby go wszędzie. Szedł szybkim krokiem trzymając ręce w kieszeniach. Gdy zauważył Julię uśmiechnął się i zamachał do niej. Ciarki jej przeszły po plecach. - Witaj Julcia - przytulił ją i pocałował w policzek. - He... Hej... Łzy napłynęły jej do oczu. - Dlaczego właściwie chciałaś się ze mną zobaczyć. Mieliśmy iść dzisiaj na łyżwy. Co się stało? Czy ty... Julia? Czy ty płaczesz? - N.. Nie po prostu coś mi wpadło do oka... - Co jest? - przytulił ją mocno. - Muszę... Muszę ci powiedzieć... - Co takiego? - Zanim będzie za późno... Bo ja... - popłakała się - Boże Julia mów o co chodzi bo już się boję. - Ja cię kocham, tak mocno cię kocham... - Oj ja ciebie też Słoneczko. - Ale nie jak przyjaciela... Nawet nie wiesz co się stało, chyba nie mogę ci powiedzieć... Chcę tylko żebyś wiedział jak mocno cię kocham i proszę nigdy nie mów że zostałeś sam... Pamiętaj, że ja zawsze myślami będę z tobą... Pamiętaj kocham cię... - nie mogła nic więcej powiedzieć płacz ścisnął jej gardło. Uciekła. - Julia! Poczekaj... poczekaj... Został sam. Miał czas żeby wszystko przemyśleć. Tępo wpatrywał się w nurt rzeki. Co skłoniło ją do wyznania? Była zrozpaczona. Sam do końca nie wiedział co czuje. Gdy widział ją ze łzami w oczach serce mu się krajało. Miał ochotę pobić tego, który ją do nich doprowadził. Czy to tylko przyjaźń? Oczywiście, że tak. Przecież od dawna w jego sercu była Sandra. Miał mętlik w głowie. Nie wiedział co zrobić. Stał na rozdrożu. Którą stroną iść? Stracił ochotę na łyżwy. Poszedł do domu. Położył się na łóżku. Za oknem, na niebie świeciły... gwiazdy. Pomyślał o Julce "Czy też teraz na nie patrzysz" Złapał słuchawkę. Wykręcił numer. Znał go na pamięć. - Dzień Dobry. Zastałem Julię, mówi Daniel. - Nie... Nie Julia jest w szpitalu. - Jak to?! Przecież dzisiaj się z nią widziałem. - Niemożliwe. Trafiła tam wczoraj rano... - powiedział z trudem opanowując łzy. - Co się stało? Kuba powiedz mi przecież jesteśmy kumplami. - Moja siostra ma raka... Umiera... rozumiesz? - krzyknął chłopak po czym rzucił telefonem. Tiiit...tiiit...tiiit...tiiit - Boże nie... - wyszeptał Daniel. Usiadł na podłodze. Z słuchawki nadal dobiegał głuchy dźwięk. Przypomniał sobie jak się poznali. Kiedyś Kuba zrobił imprezę. Daniel nieco się spóźnił. Zadzwonił do drzwi. Otworzyła mu Julia. Miała na sobie różową bluzeczkę z dwiema kokardkami. Na szyji medalik. Jej długie czarne włosy opadły na ramiona, ciemne oczy wpatrywały się w jego twarz. Usta ułożyły się w subtelny uśmiech. Z góry dobiegała muzyka. W powietrzu unosił się zapach tulipanów. Stali tak dłuższą chwilę. - Cześć jestem Julia - powiedziała i podała mu rękę. Jej skóra była aksamitna. Na palcu miała mały, srebrny pierścionek. - Daniel - uśmiechnął się. - Proszę wejdź, zaraz zawołam Kubę. Tak... to było ich pierwsze spotkanie. Zaprzyjaźnili się. Codziennie poznawali się na nowo w różnych sytuacjach. Traktował ją jak młodszą siostrę, o którą musiał się troszczyć. Gdy było jej smutno, jego serce też smutniało. Nigdy nie przypuszczał, że może ją to spotkać. "Przecież ona jest wspaniała... Za co Bóg ją tak ukarał? Ona jest najdoskonalsza z nas wszystkich... Potrafiła rozpogodzić szare życie zwykłego człowieka odrobiną uśmiechu. Gdy chciało mi się płakać nie wymagała żebym się śmiał, ale płakała razem ze mną..." Schował twarz w dłoniach. Bał się, że gdy jej zabraknie on umrze z tęsknoty. Ona była dla niego powietrzem bez którego najzwyczajniej się udusi... "Ja... Ja ją kocham..." pomyślał "Ależ byłem głupi, że wcześniej tego nie zauważyłem, a teraz... teraz gdy ona umiera... Nie! Ona nie może umrzeć!" Rozpłakał się. Czuje się taki bezradny wobec tak wielkiego zła jakim jest śmierć. "Boże daj mi siłę" Podszedł do biurka. Wziął jej zdjęcie. Zdjęcie z którego spoglądała roześmiana dziewczyna. Ścisnął je w ręku. Położył głowę na poduszce. Jeszcze raz przed snem spojrzał na obrazek i wyszeptał połykając łzy - Tak bardzo cię kocham... Zasnął. Następnego dnia Julia czuła się nienajlepiej. Lekarze zrobili jej całą serię bolesnych badań. Przez cały czas myślała o Danielu, o tym jak bardzo byłaby szczęśliwa gdyby był przy niej. Codzienne udręki stałyby się niczym w świetle miłości, o której tyle marzyła. Wreszcie wróciła do swojego pokoju. Stanęła przy oknie. Spoglądała na dzieci bawiące się w śniegu, na ich wesołe minki. Dopiero teraz doceniła wartość tych chwil, które nigdy nie powrócą Jej rozmyślenia przerwało pukanie. Otarła łzy. - Proszę - wydusiła, a drzwi uchyliły się. - To ja... Julko... - Da... Daniel? - powiedziała z niedowierzaniem - Co ty... co tutaj robisz? Kto ci powiedział? - Kuba, gdy zadzwoniłem do ciebie wczoraj wieczorem - po policzkach popłynęły mu łzy - Chciałem ci powiedzieć... powiedzieć, że ja cię kocham, tak mocno, że nie wiem co bez ciebie zrobię... - padli sobie w ramiona. Płakali. - Nie chce cię stracić, jesteś dla mnie wszystkim... Teraz to zrozumiałem... - Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym żyć, ale obiecuję, że wykorzystam wszystkie dni które mi pozostały na tym świecie. - Moja kochana... Leżeli w objęciach całą noc wpatrując się w niebo. - Gdy mnie już zabraknie spójrz w gwiazdy. Będę pośród nich... Zasnęła, a on pocałował ją w policzek i mocno przytulił. Gdy nastał ranek poszedł do sklepu kupić bukiet kwiatów. Żółte tulipany. Lubi je najbardziej. Jak wrócił Julia jeszcze spała. Była uśmiechnięta. Pasmo włosów zsunęło się na jej zarumieniony policzek. Oddychała tak spokojnie. Promienie słońca oświetlały jej twarz. Daniel postawił kwiaty na nocnej szafce a pod nimi zostawił kartkę "Dla najwspanialszej dziewczyny - mojej gwiazdeczki" Pocałował ją w chłodne czoło po czym odwrócił się i wyszedł cicho zamykając za sobą drzwi. Tak mijały kolejne