Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 10 min czytania

Żółty czarodziej- rozdział 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Zaraz was dogonię - Ata postawiła swój placek na stole i rozejrzała się po izbie. Jak co roku jesienią, więźniowie skazani za lżejsze przewinienia, po ukończeniu prac w lesie mogli przezimować u gospodarzy. Jej rodzina nie potrzebowała właściwie parobka, lecz dziewczęta przyszły tu z ciekawości. Ata spojrzała raz jeszcze na chłopaka siedzącego na końcu sali. - Chodźmy stąd, nie ma tu nikogo ciekawego - szepnęła kuzynka. Usiadł na podłodze, gdyż zabrakło dlań miejsca na ławie. Opierał się o ścianę, prostując jedną, obolałą nogę. Miał szarą, zapadniętą ze zmęczenia twarz i błyszczące gorączką oczy. Poczuła, że jeśli teraz wyjdzie, przez całą zimę będzie ją prześladował ten widok. Podeszła do chłopaka. - Jak się czujesz ? - zapytała szorstko. - Bardzo zmęczony - odparł ochrypłym głosem, uśmiechając się blado. Był zbyt wyczerpany, by dopchać się do kociołka z wodą. - Musisz porządnie odpocząć, chodź - zdecydowała. Wstał powoli, opierając się o ścianę.

Szła za szybko, kilka razy zostawał w tyle. Zimny wiatr zacinał a ona kluczyła ciemnymi ścieżkami wśród ciemnych domów. Nareszcie uchyliła wrota i wszedł na podwórze, z trudem chwytając oddech. Och, napić się czegoś po całodziennym forsownym marszu, napić się nareszcie! Usiadł na schodkach w sieni. Patrzyła na niego przez chwilę i weszła do kuchni. - No - szturchnęła go w ramię. Kubek gorącej herbaty. Pił. - Jeszcze - szepnął. Po drugiej porcji poczuł się lepiej. - Chodź coś zjeść. Popatrzył na uchylone drzwi kuchni, z której słyszał śmiech domowników. - Jestem mokry, brudny... - szepnął ze wstydem. - W pralni powinna być jeszcze ciepła woda - stwierdziła rzeczowo. Przeprowadziła go przez dziedziniec do gospodarczych zabudowań. - Balia, wrzątek, ręcznik, możesz pożyczyć to ubranie... - Dziękuję. Kiedy zajrzała tam po godzinie, spał na stosie suchej bielizny. Posprzątał po sobie i wyprał swoje szmatki, ale był tak wyczerpany, że nie zdołała go obudzić. Przeraziły ją sińce rozlewające się na jego boku. Tętnica na jego szyi pulsowała gorączką.

Obudził się późnym rankiem i ubierał nerwowo. Znowu spóźni się na zbiórkę a musiał jeszcze, musiał koniecznie...Rozejrzał się po uporządkowanym dziedzińcu. Gdzie tu jest właściwe miejsce ? Chyba tam. Potem przystanął na podwórzu. Powinien już iść - ale i pożegnać się. Niepewnie popatrzył na nadchodzącą kobietę. Czy to była jego gospodyni? Poznał ja dopiero po cichym, niskim głosie. - Przepraszam za tą noc w pralni, ale nie mogłam dobudzić... - Dziękuję! Było tak ciepło! - uśmiechnął się. Widziała bladą, zapadniętą twarz, podkrążone oczy.

Wszedł za nią do kuchni. - A, więc to jest twój gość! - uśmiechnął się siedzący za stołem gospodarz, wuj Aty. Nalała mu miseczkę owsianki, z którą usiadł w kącie. - No, to poczęstuj gościa! - Wal sięgnął po patelnię pełną skwarków. - Nie, proszę ! - cofnął się Yel. - Co to za kaprysy? - zdziwił się Wal. - Przepraszam, ale chorowałem ,wszyscy chorowaliśmy, i mój żołądek tego nie przyjmie.... - Na co chorowałeś? - Na żółtą gorączkę. - Przeżyłeś żółta gorączkę - nie jesteś byle kim - mruknął teraz z uznaniem Wal. - To było lato, mieliśmy zioła - bąkał Yel. Czując na sobie spojrzenia gospodarza i dziewcząt jadł powoli, zniszczonymi, delikatnymi rękami. Ata odkroiła mu kawałek chleba i nalała herbaty. - Mogę pożyczyć igłę? Nie dam rady tego związać- zapytał, wskazując na swoje zniszczone buty. Zgrabnie zeszywał podartą cholewkę.

- No, decyduj się, już czas - powiedział gospodarz do Aty. Czuła, że chłopak jest u kresu sił, że powinna zatrzymać go na zimę - tylko jak to zrobić? - Dokąd idziecie? - Do twierdzy. - Masz jakichś krewnych? - Nie- odparł tak samo spokojnie. Widział przecież, że zimowanie w lochach twierdzy oznacza kolejną chorobę...ale co mu pozostało poza spokojem? Przypadł mu los, który tylko tak można było znieść. Zasznurował but i spojrzał przez okno. Wiatr uderzył kolejną garścią deszczu. - No, a co potrafisz, młody człowieku? - pomógł mu Wal. - Umiem czytać i pisać - odparł odruchowo. Dziewczęta wybuchnęły śmiechem. A to parobka sobie Ata przygarnęła! Taki sam dziwak i łamaga jak ona! Chichot wypełnił izbę. Yel spokojnie pokiwał głową. Taki właśnie był jego los. - Mógłby mieszkać w moim domu - podniosła głos Ata.

- Mieszkałbyś całkiem sam? W pustym domu? - zapytała. - Jeśli ma dach i podłogę - uśmiechnął się Yel. - Nawet drzwi i okna. Zimują tam owce, pomożesz przy owcach. Znasz się na tym? - Pewnie się je karmi a potem sprząta - odparł, przy wtórze głośniejszego śmiechu. Zaśmiał się i Wal, a to oznaczało jego zgodę.

- Naprawdę chcesz tu zostać i pracować? Żadnych ucieczek i bójek? - zapytała, gdy szli przez wieś. - Naprawdę. - Bo nie będę cię ratować. Z żadnej opresji. - Oczywiście - odparł ze znużeniem. Poszli więc do wójta spisać umowę, co wzbudziło zdziwienie. Jak można zaangażować takiego łamagę? Wprawdzie umie to i owo,

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Żółty czarodziej- rozdział 1 — czytnik · opowiadania