Fantasy · 6 min czytania
Żółty czarodziej- rozdział 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
II. Obudził się spokojny i pełen sił. Uświadomił sobie, że jest wolny, nie musi słuchać rozkazów ani zabierać się do niechcianej roboty. Jest wolny i u siebie. Zerwał się z radością. Wyspał się świetnie na słomianej macie, przykryty kocem. Rozpakował tobół z ubraniem. Bielizna, także ciepła, bluza i spodnie, łapcie, ręcznik, serdak - rozwiesił to w alkowie. W koszu kuchenne przybory - garnuszki, kubki, talerze, sztućce, mały imbryk na herbatę, zapasy. Odkurzył kuchenne półki, by to ułożyć. „Dawno nie byłeś tak bogaty” - powiedział sobie - i dopiero teraz poczuł żal za domem. Przez długą chwilę patrząc na kuchnię widział wielki piec ze swojego domu i statki rzucone tak, jakby matka dopiero wyszła, czuł nawet zapach potraw, słyszał głosy drobiu...Dopiero teraz, gdy był bezpieczny, dopadł go ból. Stłumił go z wielkim wysiłkiem.
Zabrał się do budowy nowego wychodka. Wybrał zdrowe jeszcze deski, wyczyścił stary dół, postawił trzy ścianki, daszek i ocalałe pół drzwi. „Nikt jeszcze nigdy nie widział takiego wychodka!”- orzekł. Dobry humor powrócił. Było już późno i był zmęczony, gdy przekonał się, że nie ma drzewa, by zagrzać sobie herbatę. Bodaj to być wolnym i samodzielnym! Następny dzień musi poświęcić na banalne prace domowe.
Ata rozumiała, jak bardzo chciał być sam, niepokoiła się jednak o niego, był jej zdaniem zbyt słaby i chory, by mieszkać samemu w opuszczonym domu. Na trzeci dzień wybrała się na górę.
Przed domem rozłożone były deski i żerdzie a Yel piłował coś z zapałem. - Witaj! Jak ci się tu żyje? Otarł pot. Wyglądał na wyczerpanego, lecz oczy błyszczały mu energią. - Przyniosłam ci zapasy. Tak mało zjadłeś? - weszła do kuchni i oceniła wszystko kobiecym spojrzeniem. - Jadam świetnie - nalał jej przyprawionej ziołami herbaty i wyjął z piekarnika pieczone jabłko. - Te jabłka się do czegoś nadają? Nie wiedziałam. Doskonale więc sobie radzisz! Ucieszyła się na widok wychodka i porządku w izbie.
- A to co będzie? - Zrobię ławę z tych dwóch stołeczków - wyjaśnił. - Masz talent w rękach, nic o tym nie mówiłeś. - Każdy musi sobie poradzić - usiadł obok niej na progu i odpoczywał. - A jak się czujesz? Mówili mi ludzie, że poraniłeś się, rzucając linę komuś, kto w górach spadł ze skały. - Już i tu i tym mówili - mruknął. Cały obóz, łącznie z uratowanym, kpił z faktu, iż na pomoc rzucił się oczywiście Yel, najdrobniejszy i najsłabszy. I na dodatek mu się udało, choć zdarł sobie skórę z hmm- uda... - Ja w każdym razie przyniosłam maść na skaleczenia i siniaki, mogę ją tu zostawić. - Zostaw. Dziękuję ci - za wszystko - powiedział szybko. - Wydawało mi się, że masz już dość - tej wędrówki i w ogóle- odrzekła tak samo. - Tak, nie dałbym sobie rady. Chciałaby