Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 8 min czytania

Żółty czarodziej- rozdział 4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

IV. Ata wspinała się pod górę, swoim charakterystycznym, zmęczonym krokiem. Mimo pozornej szorstkości nosiła ze sobą troski wielu ludzi, zwierząt i drzew - Yel nie zdziwił się, gdy kiedyś poprosiła go o pomoc w opatrzeniu poranionego drzewa. Teraz też przystawała co chwilę, kręcąc głową w niemym dialogu z własnymi myślami. Zszedł ze strychu, gdzie wieszał swoje pranie i nastawił herbatę. Zdjęła z ramienia niewielki, lecz ciężki tobołek i odetchnęła z ulgą. - Trzymaj. Uważaj! Z tobołka wysupłał się szczeniak. Kichnął, obwąchał dłonie czarodzieja i pobiegł w głąb ogródka. - Musisz się nim zająć, bo nie mam co z nim zrobić - powiedziała Ata. - Miałeś kiedyś psa, wiesz, jak się nim opiekować? - Oczywiście- bąknął czarodziej, czując, jak coś dławi go w gardle. Szczeniak wrócił do nich i bezceremonialnie włożył nos do rękawa Yela. - No, to mogę was zostawić. Przyniosłam trochę żarcia dla niego na początek. Yel delikatnie pogłaskał puszyste futerko. Czuł coś dziwnego. Małe, zawadiackie stworzenie, które mu ufało, które budziło w nim delikatne uczucia, jakich dotąd nie znał...

Musiał teraz nauczyć go porządku. Musiał, jak kiedyś, łapać w sidła drobne zwierzęta, by nakarmić swego towarzysza. Musiał być spokojny, czuły i sprawiedliwy, by zasłużyć na nagrodę w postaci ufnej, ciepłej mordki, ucinającej sobie drzemkę w zgięciu jego łokcia.

Schodząc na dół w sobotę zabrał psa ze sobą. Na noc zostawił go z innymi psami, co skończyło się rojem pcheł. Przez tydzień obaj cuchnęli wrotyczem. Pies musiał przyzwyczaić się do kąpieli w tym zielu przed każdym zejściem na dół, bo dni były już zbyt krótkie i zimne, by Ata miała do nich przychodzić i Yel musi częściej bywać na dole.

Musiał teraz chodzić do kościoła z całą rodziną. Dostrzegł, że jego obecność tam drażni wielu pobożnych ludzi, pewna kobieta nawet twierdziła, że rzucił na nią urok. To jej spojrzenie mogło szkodzić, gdyby nawiązała kontakt z mocami, lecz do rozprawy przed wójtem nie doszło, gdyż wioskowa lekarka nie znosiła Yela - zapewne bała się, że zdemaskuje on jej sztuczki - i przysięgła, iż choroba kobiety nie była skutkiem czarów.

O tym wszystkim dowiedział się mimochodem. Ata nie komentowała ani uzdrowienia dziecka, ani epizodu z mnichami, o którym czarodziej starał się zapomnieć, ani tej sprawy. Nie spotykali się już tylko we dwoje i nie mogli rozmawiać tak szczerze, jak kiedyś. Ostatnio namawiała go, by został na poobiednich tańcach. - Możesz przecież poznać kogoś sympatycznego. Rozumiał, że gdyby chciał się tu osiedlić po ukończeniu kary - wiązałoby się to z ożenkiem. Ata pozwoliła mu na nawiązywanie znajomości, zgodnie z obyczajem. Napewno nie z gospodarskimi córkami, ale z którąś ze służących- mógłby. Jego uroda, grzeczność, schludność i tajemniczość pociągały niewiasty. Stanowczo nie chciał tego. - No cóż, ja nie umiem tańczyć - szorstko zakończyła rozmowę Ata. Mogło to oznaczać subtelną odmowę. - Więc oboje podpieralibyśmy ścianę! - ucieszył się Yel, udając, że jej nie rozumie. Stali tak na progu sieni, gdy zjawił się Wal. Skinął na czarodzieja. Miał do niego sprawę.

Podczas jarmarku werbowano młodzieńców do służby w gwardii książęcej. Kilku chłopców z ich wioski mogłoby się tam dostać, gdyby wykazali się znajomością czytania, bodaj składania liter, i rozpoznawania cyfr - a oni zapomnieli całą szkolną naukę. Ich wioska w tym roku nie utrzymywała nauczyciela - nie było w niej dość dzieci gotowych do nauki. Gdyby Yel, za osobną opłatą, mógł ich uczyć... - Oczywiście! - potrzebował przecież nowych, porządnych butów.

Za parę dni na górze zjawiło się kilku chłopców, bojących się przestąpić próg domu czarodzieja. - Witajcie! Myślę, że wytrzymamy w sieni, nie jest tak zimno. Weźmiemy tą ławę - i ustawimy te deski - umyślnie pokazał im cały dom, w którym nie było żadnych czarodziejskich przyrządów. - Na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Żółty czarodziej- rozdział 4 — czytnik · opowiadania