Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 17 min czytania

Żółty czarodziej- rozdział 7

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wyruszyli następnego ranka. Czarodziej pokazywał im po drodze skrzyżowania, szlaki, rośliny i zioła. Zaledwie znaleźli się na wschodnim gościńcu, wszyscy pozdrawiali Yela i oznajmiali mu, że jego uczniowie zdali egzaminy do służby królewskiej. Ktoś zatrzymał się rozklekotanym wozem i prosił o pomoc w jego naprawie a ktoś inny pokazywał kupione na targu urządzenie, które tylko Yel potrafił uruchomić. Yel przedstawiał mnichów i cała okolica wiedziała już o ich przybyciu.

- W tym smutnym dniu, odwiedzając grób naszego brata Jony radujemy się jednak, spotykając tutaj tylu dobrych ludzi! - rozpoczął swą naukę Adalbert. Wraz z miejscowym księdzem odprawili Mszę w kaplicy - potem wyszedł na zewnątrz i zaczął nauczać. - Opiekowaliście się nim najlepiej jak to było możliwe. Nie ma w jego śmierci niczyjej winy! Odwołał go Bóg! My zaś powinniśmy zachowywać jego naukę. Brat Jona uczył nas, że często ulegamy mocom nie pochodzącym od Boga. Kierują się one zasadami sprawiedliwości. Bo sprawiedliwą jest odpłata oko za oko, ząb za ząb, krew za krew. Nie ma to jednak nic wspólnego ze sprawiedliwością Bożą, która uczy nas wybaczania. Wybaczania swoim nieprzyjaciołom. Jeśli obrazi cię ktoś - uśmiechaj się do niego. Zabrał ci coś - podaruj mu tą rzecz. Pobiłeś się z kimś - unikajcie się nawzajem, a nie zastawiajcie na siebie zasadzek. Powiecie, że to jest niemożliwe. Niesprawiedliwe. Niesłuszne. Zapewne tak. Gdybyśmy nie byli niesprawiedliwie i niesłusznie odkupieni przez Pana naszego Jezusa Chrystusa z naszych win i niewierności, które tylko On zna - bylibyśmy potępieni na wieki. Ale jesteśmy odkupieni! Jesteśmy ochrzczeni! Możemy stać się dziećmi Boga! Dziećmi Króla! - zawołał - i kontynuował po chwili: - Czy naprawdę chcemy przyjąć Boga? W naszej wiosce? W naszym życiu? Czy jesteśmy gotowi przebaczać naszym nieprzyjaciołom? Niesprawiedliwie- za zło płacić miłością - tak samo niesprawiedliwie, jak zostaliśmy nią obdarowani? - odpoczywał przez chwilę, przeczekują szmer komentarzy. Uniósł rękę chcąc mówić dalej, kiedy jego uwagę zwrócił ktoś przepychający się przez tłum. Ata podeszła do czarodzieja, klęczącego jak zwykle na uboczu, i drżąc ze zdenerwowania, podała mu rękę. Prowadziła go, ciągnęła do miejsca, gdzie stali ludzie z jej domu. Po krótkiej chwili Wal cofnął się o krok, pozwalając obojgu wejść do gromady. Brat Theo zaintonował jakąś pieśń. Ludzie zwolna chodzili po placu, podchodząc do krewnych, z którymi nie rozmawiali od lat. Bo problemem zadawnionych sporów jest często fakt, że obie strony chciałyby wyjść ze sprawy z honorem, a nie wiedzą jak. Kazanie Adalberta dało im taką okazję.

Wal zaprosił mnichów na obiad. Brat Theo opowiadał o życiu w zakonie, o podróżach i innych krajach, brat Lady wyjaśniał bardziej zawiłe kwestie prawne i teologiczne, jeśli ktoś o nie pytał. Adalbert wypytywał gospodarzy o wszystko, co dotyczyło tutejszego sposobu życia. Czarodziej w milczeniu siedział obok Aty. Co trochę biegała do kuchni i wiedział, że nie można jej teraz przeszkadzać. Nie umiałby zresztą nic powiedzieć. Brał ją tylko za rękę i oboje czuli, jak są wzruszeni i zdenerwowani. Nareszcie biesiadnicy zmęczyli się, talerze wyniesiono do kuchni, Ata odłożyła zmywanie do jutra, pozwalając wszystkim nacieszyć się świętem. Służące pobiegły do domów, dziewczęta rozmawiały w swoim gronie. Yel zaproponował, aby bracia odpoczęli w ogrodzie i Ata dała im klucz od furtki. Oboje usiedli na schodkach na podwórzu. Wziął ją za rękę i przytulił do swego policzka. Drżała ze zdenerwowania. - Dziękuję ci - powiedział. - Już dawno powinnam była to zrobić! Zawiodłam cię, gdy tego potrzebowałeś!- zawołała. - O czym mówisz? - Powinnam to była zrobić tuż po pożarze! Wszyscy byli na ciebie wściekli a ja - bałam się ich! Nie potrafiłabym tak, jak ty, żyć w lesie! - Chciałaś to zrobić? Chciałaś mi przebaczyć od razu? Dlaczego? - Bo nie jesteś kimś, kto zrobiłby taka rzecz lekkomyślnie! Skoro to zrobiłeś - to coś się stało, coś ważnego - a ja ci nie pomogłam! - wołała, bliska łez. - Zaraz, zaraz, powoli. To, że chciałaś mi przebaczyć, jest dla mnie, piękne, i szkoda, że o tym nie wiedziałem, byłoby mi o wiele lżej. Ale gdybyś to zrobiła naprawdę, obrzuciliby nas kamieniami, a ja nie potrafiłbym cię ochronić. Nie darowałbym sobie, gdybyś przeze mnie musiała mieszkać w lesie! Już dość cię skrzywdziłem ,dość! - Dobrze. Zostawmy to tak, jak było - uspokajała się powoli. Objął ją ramieniem. Wszystko, co chciał jej powiedzieć - nie umiał tego wyrazić. Siedzieli obok siebie i rozumieli się doskonale.

- Więc to jest Ata - uśmiechnął się Ad, wracając po krótkim odpoczynku. - Może mi wyjaśnisz pewne kwestie prawne? - pokazał jej dokumenty Yela. Weszli do kantorku. Ata wyjaśniła mu zasady zwolnienia warunkowego. - Zamiast utrzymywać ich w twierdzy przez zimę, pracują w gospodarzy, którzy podejmują się ich dopilnować. Po ukończeniu umowy dany człowiek często osiedla się w wiosce, w której pracował. Tu było takie zamieszanie, że wolałam oddać go do waszej dyspozycji. - Bardzo chciałbym zatrzymać go jeszcze przez jakiś czas. Co o nim myślisz? - Jest zręcznym rzemieślnikiem, pewnie się tym nie chwalił, ale potrafi naprawić wszystko i wykorzystać każde źdźbło. - A serce? Jakie ma serce? - uśmiechnął się Ad. Milczała, nie chcąc popełnić nielojalności. - Chcesz mu pomóc? Jego sprawa jest jeszcze nie zakończona. Sam nie wiem, co o nim myśleć. Był przecież czarodziejem... - Nie, nie ma w nim nic złego - o ile ja to widzę. Jest szlachetny i sprawiedliwy. W głębi serca to mały chłopiec, który wcześnie został sam i musi sobie poradzić. Jeśli sięga po czary, to tylko z tego strachu! To jest jego największy kłopot, że sam chce sobie ze wszystkim radzić! Uczono go też panowania nad uczuciami, aż przestał je odczuwać... Adalbert pokiwał głową. - Zajmiemy się nim.

Ata pakowała czarodziejowi tobołek. - Chętnie wyniosę się z tej wioski. Tylko ty jedna...- umilkł nagle. Czyżby Ata go kochała? Czyżby to była miłość? Opieka nad nim, gdy był chory? Zrozumienie, które czuli siedząc obok siebie? Przebaczenie, które chciała mu dać? Czyżby to właśnie, a nie cielesne emocje, których nie chciał - było miłością? Bielizna, zioła, zestaw narzędzi. - Chyba wszystko - udawała, że nie dostrzegła jego zakłopotania. Jej miłość mogła dać tak niewiele, przekonała się o tym! Rozumiała, że chciał odejść. Musiał sam odzyskać swoje dobre imię. Musiał je sobie wypracować, nie otrzymać. Wal, przyjmując go do gromady, dał mu tylko drugą szansę, nic więcej. - Muszę odzyskać dobre imię. Będę patrzył pozytywnie na sprawy, jak mi to radziłaś - postanowił. Jeśli Ata naprawdę go kochała, jeśli ktokolwiek go kochał[poza Joną, jego mistrzem]- to mógł żyć dalej, mógł walczyć z przeciwnościami, skoro komuś na nim zależało.

Również Wal czekał na chwilę rozmowy z Adalbertem. - Postąpiłem sprawiedliwie, żądając od dziewczyny zapłaty za owce- zaczął. - Znam tą historię- przytaknął mnich. - Ale dziewczyna została bez posagu. To jakoś tak - niedobrze, prawda? - Masz na myśli chrześcijaństwo- czy sprawiedliwość? - poważnie zapytał Ad. - Zawsze uważałem się za sprawiedliwego. Nigdy nie brałem niczego, co mi się na należało! - Ale swoje odbierałeś co do źdźbła, nie dbając o sytuację dłużnika? - Właśnie, tak. Mam rodzinę, córki, siostrzenice, obowiązki wobec nich. - A teraz jedna nie dostanie posagu? Wiesz, wielu ludzi w Biblii myślało podobnie jak ty, po tym, gdy spotkali Jezusa. Postanawiali umorzyć swe długi albo obdarować każdego jakimś prezentem... - Miałbym dać coś za darmo? Nie! - A co by się stało? - Straciłbym swoje imię - człowieka sprawiedliwego. - Zyskałbyś imię - człowieka miłosiernego. Napewno potrafisz uczynić to tak, by nie wywołać skandalu, gdy nad tym pomyślisz - uspokoił go mnich.

VII. Yel podróżował z mnichami i słuchał ich nauczania. Otrzymali kawałek łąki w lesie i powierzyli mu pracę nad zbudowaniem kaplicy i chat na zimę. Tylko Yel potrafił przeliczyć na deski i belki rysunki budowli. Musiał rozdzielić robotę, opracować instrukcje i kierować ludźmi. Na szczęście dość długo sam był najemnym pracownikiem i wiedział, jakich błędów nie wolno popełnić. Ludziom trzeba dokładnie wytłumaczyć, jak dana robota ma być zrobiona - ale zostawić im swobodę wyboru metod pracy. Należy określić czas jej wykonania - i pozostawić wybór tempa. Jeśli chce się coś skrytykować, należy najpierw zapytać, dlaczego tak a…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%