Psychologia · 3 min czytania
Żółty parasol.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Podążali razem wąską uliczką. Ona – seksowna kobieta o piwnych oczach, w zielonych kaloszach i płaszczu w tymże kolorze, On – przystojny, niebieskooki blondyn, w czarnych półbutach z rozwiązaną sznurówką i sportowej, brązowej kurtce. Od pięciu minut nie zamienili ze sobą ni słowa, może ze względu na deszcz, może w wyniku jego spóźnienia, choć obiecywał, że przyjedzie na czas. Idąc zalanym chodnikiem, chronili się przed ulewą pod żółtym parasolem. Właśnie minął ich nastolatek, który – jadąc na rowerze – naśmiewał się z przechodniów. Tymczasem On – wściekły, że samochód ponownie się zepsuł, denerwował się, a Ona – w przeciwieństwie do niego – śmiała się z wszystkiego, po kolei wchodząc w coraz to większe kałuże. I to w niej kochał. Mimo fatalniej pogody oraz napiętej atmosfery po kolejnej kłótni, nie traciła rezonu i emanowała ciepłem, zarażając wszystkich szampańskim humorem. Powoli i jemu się to udzielało. Spytał, dokąd idą. Nie widziała. On też nie. Pod wpływem impulsu skręcili w stronę parku, znajdującego się na skraju miasta. Liście z drzew dawały schron przed kroplami deszczu, lecz mimo tego nie złożyli żółtego parasola – ich pierwszego wspólnego zakupu. O tej porze i przy takiej pogodzie w oazie zieleni nie było żywej duszy. Teraz szli w kierunku polanki. W każdej z głów zaświtała myśl – ta sama, przecież zawsze rozumieli się bez słów. Już wiedzieli, co będą…