Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 8 min czytania

Zombie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Od zawsze wabił mnie swą tajemniczością temat różnorakich kultur narodów egzotycznych. To opowiadanie napisałem na podstawie licznych opowieści i filmów grozy, które przewinęły się przed moimi oczami. Tak powstał poniższy "zlepek Zombie", sięgający swą historią do tajemniczej religii Voodoo mającej swe korzenie w Afryce. Afryka Zachodnia, środek kontynentu, gdzie rezydują z dostępem do Oceanu Atlantyckiego trzy państwa: Gwinea, Kongo i Angolia. Był 1786 rok. Oskubane przez handlarzy niewolników z ludzi afrykańskie, przybrzeżne plemiona uciekały w głąb tego ogromnego kontynentu. Za nimi, jak hieny, szły watahy łowców ludzi wspieranych przez miejscowych tropicieli. Wyładowane po brzegi niewolnikami żeglowce, brały kurs na wybrzeża Ameryki Południowej i pruły najczęściej do miasta Cortagany, leżącego w Kolumbii. Druga przystań dla pirackich statków i nie tylko, to Kuba. Początek tej dramatycznej historii, zaczyna się w Zambii, leżącej prawie w środku kontynentalnej Afryki. W siedemnastym i osiemnastym wieku granice państw, plemion były zupełnie inne, wyznaczane wojennymi zdobyczami. W każdym bądź razie, wyimaginowane granice Zambii w tamtym czasie, były bliżej Oceanu Atlantyckiego. Mały żaglowiec już dwa tygodnie czekał na swój ładunek "czarnego złota" u wybrzeży Afryki Zachodniej. Łowcy niewolników długo nie wracali z obiecanym towarem. Załoga głośno przeklinała "Czarny Ląd" w obawie przed jesiennymi sztormami penetrującymi nagrzane wody Atlantyku. Chcieli jak najszybciej odpłynąć. Tymczasem łowcy ludzi zapuścili się głęboko, na nieznany sobie i swych czarnych tropicieli teren, z trudem przebijając się przez gąszcz tropikalnej dżungli. Kiedy zabrakło już nadziei na dobry towar, usłyszeli szum wodospadu. Kryjąc się w gęstych zaroślach, zbliżyli do starannie wyciętej polany. Wody potężnego wodospadu skutecznie tłumiły dudnienie tam - tamów. Spreperowane, miniaturowe ludzkie głowy, na wbitych wysoko palach z koszmarnym, martwym uśmiechem, patrzyły na tańczących w koło ogniska, kolorowo pomalowanych, potężnie zbudowanych mężczyzn, będących w ekstazie rytmów bębnów i szumu wodospadu. Łowców przeniknął, dreszcz zgrozy, a niejedno w życiu widzieli na afrykańskim kontynencie. W ceremonii uczestniczyli sami mężczyżni, której z boku przyglądała się starszyzna plemienia. Nieco dalej stały prymitywne, murzyńskie chatki tej dziwnej wioski. Łowcom niewolników uzbrojonym w broń palną, udało się okrążyć wieś i pojmać uczestników murzyńskiej ceremonii. Wszystkich zakuli w łańcuchy i dostarczyli na czekający, gotowy do odpłynięcia żaglowiec. Nie wiedzieli, że nieświadomie porwali uczniów szkoły Szamanów wraz z trójką nauczycieli i grupką lokalnych czarowników. W sumie czterdziestu dwóch zdrowych, silnych mężczyzn. Załadowany niewolnikami żaglowiec, pod silną eskortą pilnujących towaru łowców ludzi, podniósł kotwicę i wypłynął w drogę powrotną. Niespodziewanie okrętowy kucharz zachorował na malarię i w nie wyjaśnionych okolicznościach zmarł. Spokojnie zachowujący się niewolnicy, nie sprawiali żadnego zagrożenia. Dlatego też do pomocy przygotowywania posiłków wyznaczono dwóch starszych murzynów, którzy okazali się znakomitymi kucharzami, usypiając tym czujność załogi. Żaglowiec zbliżał się do brzegów Ameryki Południowej. Wtedy to, po smakowitym obiedzie cała załoga, bez żadnych objawów choroby, zmarła otruta nieznaną trucizną. Niewolnicy przejęli okręt, ale żaden z nich nie znał rzemiosła żeglarskiego. Żaglowiec, miotany morskimi prądami dryfował w niewiadomym kierunku, a niewolnicy, nie wiedzieli jak wrócić do swojej ojczyzny. W końcu okręt osiadł na przybrzeżnej mieliźnie przy wybrzeżu Haiti, a Szamani rozpłynęli się po kontynentach dwóch Ameryk na przestrzeni paru wieków. Jest rok 1986. Południe Stanów Zjednoczonych, ogromne plantacje trzciny cukrowej potrzebują taniej siły roboczej. Miejscowe władze są…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zombie — czytnik · opowiadania