Fantastyka · 16 min czytania
ZPMS#10: Noworoczna impreza w Zajeździe: Apokalips
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nieubłaganie zbliżał się nowy rok. Właściciel z tej okazji postanowił zorganizować małe przyjęcie dla gości w jego Zajeździe. Nic specjalnego, ewentualnie zaprosi parę osób z zewnątrz, powie, że inni też mogą kogoś zaprosić. Posiedzą w miłym gronie, posłuchają muzyki klasycznej. I wszyscy będą zadowoleni. Więc postanowione – noworoczna impreza w Zajeździe! - Wspaniale! – krzyknęła hrabina – zaproszę moich kolegów! Ale niech się pan nie martwi! To same sławy! Wie pan, poeci. Mili ludzie. - Wie pani... – właściciel obawiał się “znajomych” hrabiny jak mało kogo. – Tylko nie za dużo. Ze trzech najwyżej... - Oczywiście! Wybiorę najlepszych! – i podreptała na górę zawiadomić kogo trzeba. Natomiast właściciel już zaczynał żałować swojej decyzji... - Słyszałeś? – zapytał recepcjonista boja. - Wybacz, mam dziś problemy z żołądkiem..... - Nie! Chodzi mi o noworoczną imprezę! Czy to nie wspaniałe?! - Ja...chyba.... muszę iść pościelić łóżka! – boj doskonale wiedział, że recepcjonista bywa tak podniecony gdy ma jakiś doskonały pomysł. Natomiast doskonały pomysł recepcjonisty to ból i cierpienie dla boja. - Ale zaczekaj moment! Tym razem nie może się nie udać! - Tak jak ostatnim razem? I przed tym? I jeszcze wcześniej?! - Nie możesz być taki zgorzkniały... Postęp mój drogi! To nas odróżnia od żywych! - A myślałem, że to, że my już nie jesteśmy żywi... - No... – recepcjonista poczuł się zbity z tropu. – to też, oczywiście, że to też. Jednak skupmy się na postępie! Oto mój plan na doskonałego sylwestra.... Właściciel siedział w swoim biurze notując rzeczy, które trzeba kupić. Wyszło trochę za drogo jak na jego kieszeń dlatego zaczął robić cięcia w wydatkach. W końcu baloniki narysowane na kartonie są lepsze od tych prawdziwych bo nie pękają. Natomiast za serpentyny spokojnie mogą robić stare, pocięte gazety.... trzeba je tylko wygrzebać z kosza.... - Witaj właścicielu. – odezwał się dość oficjalny, urzędniczy głos. Właściciel uniósł głowę i ujrzał iż głos ten ma i swojego właściciela. Był to niski, chudy i dobrze zasuszony diabeł. Nie jeden rodzynek mógłby mu pozazdrościć zmarszczek. - Och! Dzień dobry! – właściciel przybrał uśmiech nr 23: Wizytacja urzędnika z piekła. - Nie ma czasu na uprzejmości a czas ucieka. Przybyłem poinformować, że za dwa dni w Sylwestra będzie miała miejsce Apokalipsa. Są pytania? Nie ma? Doskonale, lecę dalej.... - Zaraz! Jak to Apokalipsa? - No Apokalipsa. Koniec wszystkiego, ostateczna walka, zamknięcie hipermarketów... To dopiero przerazi ludzi. - Ale to nie możliwe!! Nie widziałem znaków, że Apokalipsa nadchodzi... - To dlatego, że w zeszłym miesiącu Piekielna Rada wybrała nowe. I wszystkie się spełniły: Pani Barbara z Warszawy złapała gumę wracając z pracy do domu, Ian ze Szkocji dostał kataru drugi raz w roku..... - To jakieś oszustwo! - Zarzucasz, że piekło oszukuje? – przemyślał to co powiedział – Zresztą nie ważne... Wszyscy mają już dość tego czekania w niepewności na Apokalipsę i postanowili wziąć sprawy w swoje ręce...... - Ale ty nic nie rozumiesz! – obruszył się właściciel – jeżeli dojdzie do tego o czym mówisz.... To diametralnie zmniejszy ruch w interesie.... - Do zera – wtrącił się urzędnik – wiemy o tym. Jednak Szatan ma ochotę już teraz zapanować na ziemi. Zawsze chciał pojechać na Hawaje, a ze względu na jego..... charakterystyczny wygląd jest to nie możliwe. Sam rozumiesz! - Ale nie chcę bankrutować! - A myślisz, że ja chcę dręczyć tych wszystkich ludzi na Ziemi? Oni są okropnie irytujący..... Mają dziwny zwyczaj pękania i obryzgiwania wszystkiego na około swoimi flakami gdy ich się troszeczkę napompuje... To takie niehigieniczne! I zniknął. Boj niósł już piątą skrzynkę z napisem: ŁATWOPALNE. NIE PRZENOSIĆ. - To jest bardzo niebezpieczne.... Ostrożnie bo zanim się obejrzysz będziesz cały leżał w kawałkach. - Zamiast dawać mi rady pomógłbyś nosić – warknął boj po czym dodał – po co nam to właściwie? Tym można by wysadzić w powietrze cały Zajazd..... - Jeżeli byłoby się nie ostrożnym to tak. Ale my przecież jesteśmy, prawda? – po czym znów schował się za murek parę metrów od boja. Noszenie skrzyń było z pewnością męczące. Jednak noszenie skrzyń z czymś, co łatwo mogłoby cię wybuchnąć w powietrze, było bardzo, bardzo stresujące. Ale jeszcze pięć rundek i przeniósł wszystkie skrzynie po czym schował się za murkiem z recepcjonistą. - Więc.... po...co...nam.....to? – wydyszał. - Fajerwerki! – krzyknął ucieszony recepcjonista i skierował się do Zajazdu. Boj nie był pewien czy za życia korzystał z fajerwerków o nazwach: napalm, rakiety ziemia-ziemia bądź Wielka-Wyrwa-W-Ziemi. No, ale od czasów gdy był żywy mogło już wiele się zmienić.... Tymczasem podeszły do niego dwa gargulce i zaczęły się obscenicznie obmacywać. Oczywiście o ile dwa kamienne posągi, które są niedokładnie zrobione przez artystę, który się nie natrudził by je odwzorować z jakimiś większymi szczegółami mogą się obscenicznie obmacywać. - Słuchajcie... Jeżeli hrabina was jeszcze nie zapraszała to chciałbym przekazać wam zaproszenie na noworoczną imprezę w jej imieniu.... – po czym boj z uśmiechem wrócił do Zajazdu. Wspomnieć trzeba, że hrabina wprost nienawidziła tych gargulców i to był chyba jedyny powód dla którego właściciel ich jeszcze nie wykopał. Niemniej jednak gdy przybędą na imprezę i zbliżą się do hrabiny podziękować jej za zaproszenie, gdy ona będzie zabawiała swoich znakomitych gości,... to będzie doprawdy zabawne. Admirał natomiast znalazł prezent. Otóż ktoś mu kupił sztuczne nogi. A przynajmniej tak myślał.... Nogi te były zrobione dla niego przez recepcjonistę. Jego najnowszy wynalazek. Pewnie gdyby Admirał o tym wiedział to by ich nie założył, świadomy tego, jakie wynalazki robi recepcjonista. Tego jednak nie wiedział więc je założył. Na nogi owe było rzucone magiczne zaklęcie, które powodowało, że po założeniu nogi z drewnianych robiły się jak prawdziwe i zrastały się z kikutami. Jednak z powodu braku Dębu – a z niego wedle przepisu trzeba było zrobić nogi – recepcjonista zrobił je z Roztańczonej Brzozy. I od tego momentu we wszystkich momentach, które nogi uznają za odpowiedni miały tańczyć póki im się nie znudzi.... Jednak Admirał nie odkrył jeszcze tego.... małego mankamentu, więc dajmy mu się nacieszyć prezentem. - Więc wyruszam! – właściciel krzyknął do recepcjonisty – muszę się udać z wizytą do piekła! Ty w tym czasie pilnuj Zajazdu... A jeśli wrócę i choćby jedno krzesełko, jedna deseczka, będzie nie na swoim miejscu.... Wtedy nie chciałbym być tobą. I zanim recepcjonista zdołał odpowiedzieć cokolwiek, właściciela już nie było. - Cokolwiek! – krzyknął gdy tamten już wyszedł. Po czym uśmiechnął się od ucha do ucha. Teraz już nic nie stało na przeszkodzie przed użyciem fajerwerków.... Zabawa szykowała się ognista. - Sam jesteś dupkiem! – rzucił jakiś trup wchodzący do Zajazdu. Po nim weszło jeszcze trzech. Wszyscy trochę się chwiali co mogło być powodem zawieruchy na zewnątrz. Jednak po zamknięciu drzwi chwiali się nadal. I wzrok mieli dość mętny. Przestali nawet rozmawiać skupiając się – chyba – na odwiecznej walce człowieka pijanego z grawitacją która bywała bezwzględna. - A żule....znaczy się zacni panowie do kogo? – spytał recepcjonista. - A my do hrabiny! Naszej kochanej Vrakuli! – wrzasnął jeden. - Jej zdrowie! – krzyknął drugi po czym wszyscy zaczęli pić z buteleczek wyciągniętych zza pazuchy. - Boju – zwrócił się do wcześniej wymienionego – leć po hrabinę... Albo nie. Zaprowadź gości do jej pokoju.
Tymczasem gdzieś w piekle...
Pociąg jak zwykle się spóźnił, a każdy przedział był zamknięty. Dlatego też właściciel przybył ze sporym opóźnieniem, a jego bagaż został skradziony tuż przed stacją. Chyba po to, by mu było przykro, że prawie udało mu się go nie stracić. Niemniej jednak w piekle było bardzo zimno, a kurtka…