Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 16 min czytania

ZPMS#3: Kontrola

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jak zwykle na początku było dobrze i wszyscy żyli w szczęściu. Zajazd został wyremontowany po ostatnich.... wydarzeniach, a admirał przywykł nie tylko do życia bez nóg [choć technicznie rzecz biorąc one przecież mieszkały z nim] ale również był dumny ze swego kalectwa zupełnie, jakby nabawił się go w trakcie wojny. Bo jakby nie patrzeć, w pewien sposób tak właśnie było... W każdym bądź razie, w dwa miesiące po ostatnich wydarzeniach, do Zajazdu przyjechał pewien bogaty wampir. I jeżeli według was hrabina Vrakula była dziwną osobą, to ten typ wychodził poza wszelką skalę. Był tym, czym dla dresiarzy jest facet w garniturze; tym, czym dla Skinheadów jest punk; tym, czym dla różowego flaminga książka telefoniczna..... Jednym słowem, a raczej dwoma, było z niego totalne dziwadło. Wszedł do Zajazdu, niczym normalny wampir, wynajął pokój, rozpakował się.... I na tym skończyło się normalne zachowanie. Po pierwsze trzeba było pochować wszystko, co było ze srebra. Nie widzieć czemu, bał się go... Mimo że powszechnie wiadomo, że zabójcza dla wampirów jest tylko porcelana. A dokładniej porcelanowe filiżanki w słoniki..... Nie pytajcie mnie dlaczego, bo tego nawet ja nie wiem. - Szanowny panie! - właściciel był wyraźnie poirytowany - chyba uzgodniliśmy już, że nie wgryza się pan w szyje innych gości?! - Ale to nie moja wina! On... on.... on tak zalotnie wygiął głowę! - Każdy, kto by oberwał w głowę, butem rzuconym przez pana wygiąłby głowę! Jeśli jeszcze raz to się powtórzy, będę musiał pana wyprosić z zajazdu! NIE MA GRYZIENIA I WYSYSANIA INNYCH GOŚCI! I do tego się zastosował. Poszedł obrażony porozmawiać z hrabiną, która była wniebowzięta [jeśli takie określenie nie jest oczywiście obraźliwe dla wampirów] z wizyty kogoś jej pokroju i pozycji społecznej. Rozmawiali przez ponad dwie godziny, po czym gość stwierdził, że musi iść przespać się w trumnie [dla wampirów były specjalne pokoje z trumnami!]. Po dwudziestu minutach z jego pokoju wyszła dość dziwna postać. Cała była ubrana w kombinezon ze sreberek od czekolad, a w dłoni dzierżyła gumowy kołek. Skierowała się w stronę holu, posapując przy tym niczym dziadek, który za mocno machał rękami z radości, że wygrał partyjkę w tysiąca. Weszła do holu i od razu natknęła się na właściciela. - Co pan znowu robi?! Jak nie gryzie gości to przebiera się za śmietnik! Osobiście nie wtrącam się w to co pan chce nosić.... Ale są pewne granice.... - Czy nie widział pan gdzieś wampira? - wycharczała postać - bo czuję jednego w pobliżu.... - I te grani... słucham? Czy panu już się całkowicie poprzewracało w głowie?! - Nie zwracaj się tak do Van Helsing'a - stwierdził nowy gośc, po czym dokuśtykał do jadalni. Właściciel już miał udać się za nim, gdy nagle otworzyły się drzwi do zajazdu i rozległ się głośny, demoniczny śmiech. - Tylko tego mi brakowało.... - westchnął właściciel. Wiedział on od razu, że to przybywa ktoś z piekła.... A skąd wiedział? Otóż może w piekle mieli problemy z klimatyzacją, może mieli kiepskie związki zawodowe, może ograniczali się tylko do jedzenia ludzkiego mięsa... Ale jedno trzeba im przyznać - są mistrzami w efektownych wejściach [według hrabiny efekciarskich i nie gustownych. W końcu prawdziwy dżentelmen wchodzi do sali niepostrzeżenie, a jeśli jest naprawdę ważny to inni sami go zauważą tak jak to zawsze się dzieje z jej skromną osobą..... Nie wspomina przy tym, że jak gdzieś wchodzi zaczyna kichać, póki wszystkie oczy nie spoczną na niej]. Nie mniej do Zajazdu wkroczył nienagannie ubrany diabeł. Od razu było widać, że jest z Zarządu. Jak każdy pracujący tam, był ubrany w czarny garnitur, który był tak stary, że już nawet nie pamiętał lepszych czasów i gdyby był człowiekiem miałby cały zastęp prawnucząt, cylinder z którego można by wyciągać króliki.... gdyby tylko te były w Piekle i nie zostały od razu upieczone. Oraz kozią bródkę...dosłownie. Otóż diabły przyzwyczaiły się do stereotypu swojego wyglądu na Ziemi. No i nie miał rogów. Ostatnie trendy modny w piekle wyrażają się dość jasno: Zero rogów za to ogon z lokami na końcu. Oczywiście wyglądało to idiotycznie... jednak kto jest na tyle głupi, by powiedzieć o tym samemu diabłu? - Dzień dobry... Kontrola z Piekła... - niestety nie dokończył. Z jadalni wyszła dystyngowanym, choć trochę szybkim krokiem, przez co jej chód wydał się komiczny, hrabina [ w końcu wiadomo, że damie nie przystoi biegać]. Zaraz za nią wybiegł "Van Helsing" wymachując gumowym kołkiem. - Widzę, że ta kontrola będzie samą przyjemnością... - rzekł diabeł. Właściciel był wściekły. Nie mógł wyprosić kontrolera, a jego wizyta w trakcie pobytu ześwirowanego wampira była naprawdę niebezpieczna. Po ostatnim - dość tajemniczym - zniknięciu druidów oraz porwaniu skrzydeł Archanioła można się było spodziewać kontroli... ale anielskiej. Więc czemu z Piekła? Niewątpliwie miał się dowiedzieć już wkrótce... Admirał wjechał na wózku do jadalni. Oczywiście zaraz dopadła go hrabina zawsze skora do pomocy [rozejrzała się wpierw iście konspiracyjnym wzrokiem, czy nie ma na horyzoncie kogoś z gumowym kołkiem w dłoni] po czym zaparkowała jego wózek przy swoim stoliku. W zwyczaju mieli już od paru miesięcy jadać razem obiady. Hrabina wprost kochała w trakcie nich rozmawiać z admirałem... Choć poprawniejszym określeniem byłoby rozmawiać DO admirała... Gdyż sprowadzało się to do opowieści o tym jakże ona jest bogata, i jak dobrze zna hrabiego Draculę... Nieraz admirał miał ochotę zapytać, dlaczego w takim razie mieszka w Zajeździe, jednak za każdym razem się powstrzymywał. Tak więc zjedli razem obiad i zamówili arszenik. Po raz pierwszy odkąd tylko jedzą razem udało mu się dojść do głosu więc naturalnie biedaczek bardzo się tym przejął. Zaczął tak wymachiwać rękami w trakcie opowiadania, że aż w pewnym momencie odpadła mu dłoń i poleciała na drugi koniec sali. Naturalnie hrabina od razu zerwała się by jej poszukać, jednak ta zdążyła uciec..... Jak widać kończyny nie przepadały za swym właścicielem. Niedługo po tym cała obsługa Zajazdu włączyła się do poszukiwań. Sprawdzono każdy zakamarek, zajrzano wszędzie, ale dłoni nie znaleziono. Całkiem możliwe, że uciekła gdzieś by spotkać swoją wybrankę losu. Diabeł naturalnie bardzo się zainteresował poszukiwaniami, więc dopadł do recepcjonisty by dowiedzieć się o co chodzi z tą całą bieganiną. - Czy czegoś szukasz.... Drogi przyjacielu? - miał chyba zapisane w kodzie DNA by się przymilać do każdego od kogo chce wydobyć jakąś informację. - Ja... ja... - nasz biedny recepcjonista było dość podatny na wpływy - niczego nie szukam! Tak sobie zaglądam tu i tam... - Rozumiem... mnie byś w końcu chyba nie oszukał, prawda? - Tak, nie znaczy się! Nigdy! Jestem szczery niczym sprzedawca ubezpieczeń! - po czym zrozumiał co powiedział - Akwizytor! Ksiądz na antenie Radia Maryja! Sprzedawca używanych samochodów? - po czym się rozpłakał. Diabeł nie lubił mazgajów więc przeszedł do boja, który właśnie zaglądał za obraz z nadzieją znalezienia tam dłoni. - Ty pewnie też niczego nie szukasz.... - Sprzątam kurze. - Myślałem, że w hotelu dla umarłych musi być trochę brudno. - Tak, ale nie za obrazami. - Czemu? - Bo brud ma być widoczny, a za obrazy nikt nie zagląda. - Ty tam właśnie zajrzałeś.... - Ale ja jestem nikim. - Więc czemu cię widzę? - Bo...bo...bo... - rozmowa okazała się za dużym wysiłkiem intelektualnym więc postanowił zrobić to co było najlogiczniejsze. Zemdlał. Kolejnym celem okazała się hrabina. Ta jednak nie postanowiła dać się tak łatwo. - Czy szanowna hrabina też czegoś szuka? - zagadnął z odpowiednim szacunkiem w głosie diabeł. - Z całą pewnością! - Hrabina nigdy nie kłamała.... - A mogę wiedzieć czego? - Złotej łyżeczki - ...chyba, że akurat zmuszały ją do tego okoliczności. - Rozumiem.... ale chyba są marne szansę na znalezienie jej.... na zakurzonej szafie pełnej bielizny. -

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
ZPMS#3: Kontrola — czytnik · opowiadania