Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 14 min czytania

Zresocjalizowany demon 1z3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zasnął na cienkiej wierzbowej gałęzi. Poranny wiatr kołysał go do snu, rosa chłodziła rozgrzane czoło, zbudzone świtem ptaki, śpiewały słodko. Czuł ogromne, lecz przyjemne zmęczenie, spowodowane upojną nocą.

Odwiedzał ją od pięciu dni i wciąż było tak samo wspaniale. Wassa, młodziutka córka carskiego oficera Iwana Władimirowicza Kowlewa, była gorąca jak piec do wytopu stali. Ojciec trzymał siedemnastoletnią latorośl zamkniętą na klucz. Pozwalał biednej dziewczynce spotykać się tylko z Rosjanami, którzy niewielkie Bronowice odwiedzali nader rzadko. Toteż Wassa tęskniła chociażby za dotykiem męskiej dłoni. Być może niedawno zbudzone pragnienia nie byłyby tak intensywne, gdyby którejś nocy nie nawiedził jej Lawi. Minęło prawie pięćset lat od wyroku wydanego przez Asmodeusza, który zmusił Lawiego do pełzania w postaci węża po pustyniach Egiptu. Powrócił wreszcie pełen chuci i pozbawiony wszelkich zahamowań. Afrykańskie słońce całkowicie wypaliło z serca Lawiego szczątki skrupułów, jakie posiadał Inkub. Pomny na nauki swoich zwierzchników, nękał młodą Rosjankę, doprowadzając do orgazmów, a finalnie zapewne do szaleństwa.

Polski klimat sprzyjał mu bardziej, niż egipskie upały. Wysypiał się świetnie, a nocą był pełen mocy. Śnił często. Tego dnia wspominał cudowną Orit, lśniącą blaskiem męskich pragnień. Poznał ją w słonecznej Marsylii, gdzie oddelegował go dowódca, po tym jak francuski Inkub służący w tym mieście, został zabity przez łowcę czarownic. Lawi urodził się zaledwie sto lat wcześniej, toteż pracę wciąż traktował jak pasję. Rzucany z miejsca na miejsce, chłonął świat, uczył się jak być demonem, pozbywał się uczuć odziedziczonych po ludzkiej matce. Był szczęśliwy. Traktował Marsylię jako przystanek w podróży po doświadczenie, jednak los miał inne plany.

- Witaj, piękny młodzieńcze - przywitała go Orit, gdy spotkali się po raz pierwszy. – Masz przepiękne imię, nie to co inne europejskie Inkuby. Stare i dobre, pochodzi z moich stron. Miło je usłyszeć.

Lawi pracował z wieloma Sukubami, ale takiego widział po raz pierwszy. Była piękniejsza od wszystkich demonów jakie spotkał, ale nie to go pociągało. Tym co ją wyróżniało, była dostrzegalna niemal wzrokiem wiedza, doświadczenie, spokój i dojrzałość. Przypominała piekielnych dowódców. Lecz była żeńskim demonem. Niewyobrażalne. - Ojciec mi je nadał, również był starym demonem – odparł, a czerwieniac się na twarzy. Nie chciał jej obrazić, jak mógł być tak głupi? Daremnie szukał wzrokiem jakiejś pomocy. - Nie płoń tak młody Lawi, bo zmienisz się w ogień i ode mnie odlecisz, by palić grzeszników – zaśmiała się. Poczuł ukłucie w sercu. Chciał coś powiedzieć, lecz milczał, wpatrując się w lazurowe morze, nad którym lecieli. Nagle poczuł dotyk, uniósł wzrok. Długie wąskie palce, zakończone lśniącymi, czerwonymi szponami, gładziły jego silne męskie ręce, stworzone by wzbudzać dreszcze w kobiecych ciałach. - Wiem, że nie miałeś zamiaru mnie obrazić. Jesteś jeszcze niedoświadczonym demonem, brak ci ogłady, lecz czuję, że chciałeś dobrze – uspokajała aksamitnym głosem. Co za opanowanie, co za mądrość. Nie mógł uwierzyć. - Istotnie jestem bardzo wiekowym sukubem, mam ponad tysiąc lat. Ale trzymam się całkiem dobrze, nie uważasz? – zapytała z kokieterią. - O tak, jesteś przepiękna! – odparł natychmiast. – Najpiękniejsza. – Wpatrywał się płomiennym wzrokiem, w jej doświadczone oczy. Odpowiedziała uśmiechem, bez kpiny, ironii, czy wyższości. Była pełna ciepła i zrozumienia.

Oszalał z miłości. Tak, kochał autentycznie, z całą mocą i pasją jaką posiadają demony seksualne. I ona także obdarzyła go uczuciem. Czuł to, był pewien. Znudziły go nocne nawiedzania, przestało bawić dręczenie cnotliwych mniszek. Robił tylko to, co musiał z konieczności. Całe pożądanie oddawał Orit, a ona płonęła jedynie dla niego. Niestety miłość oślepia i nie dostrzegł, jak bardzo zaniedbuje swoje obowiązki, a co gorsze, że nie uszło to uwadze kierownictwa. - Lawi, opanuj się! – wrzeszczał Augustus, jego rówieśnik i przyjaciel. – Wszystkie Inkuby drwią z ciebie, a oficerowie tracą cierpliwość. - Nie wiem o co ci chodzi – bronił się niechętnie. – Wykonuję należycie wszystkie obowiązki. - Należycie?! To zbyt dobrze powiedziane. Wykonujesz je niechlujnie, a nawet gdyby było tak jak mówisz, to nie wystarczy. Wszyscy wiedzą, że posiadasz potencjał. Jednak najgorszy jest brak jakiegokolwiek wytłumaczenia, dla twojej niekompetencji. Lawi spojrzał na Augustusa z gniewem. - Co?! – krzyknął z pasją. - Zakochałem się i nic tego nie zmieni. Jeśli będzie trzeba odejdziemy z Orit, na jakąś malutką wieś, gdzie będziemy żyć dla siebie i od czasu do czasu gnębić młode wieśniaczki. Marsylię niech sobie weźmie ktoś inny. Może ty?! - Szalony! – jęknął Augustus, gdyż żal mu było druha. Lawi odwrócił się tylko na to słowo i odleciał, by zanurzyć się w pięknej Orit.

Skończyło się pobłażanie, para otrzymała rozkaz. Mieli zakończyć związek. Cierpliwość została wyczerpana, ale ze względu na zasługi sukuba i potencjał inkuba, potraktowano ich łagodnie. Mieli się rozstać, wrócić do obowiązków i pracować z takim zaangażowaniem, z jakim wykonywali swe zadania dotychczas. - Kochana, nie mogą nas rozdzielić – łkał Lawi. - Ależ mój miły, będziemy razem, tylko na odrobinę innych zasadach – Orit próbowała uspokoić inkuba. - Jak to?! Po tym wszystkim chcesz wrócić do pracy, jakby nigdy nic nas nie łączyło? - Nie. Nie myślałam tak, zawsze będziesz miał miejsce w mym sercu i będę z rozkoszą wspominać nasze wspólne dni, ale rozkaz padł, nie możemy go złamać. Twarz Lawiego drżała, ledwo opanowywał się by nie wybuchnąć płaczem. - Ucieknijmy! – zaproponował. – Udajmy się do jakiejś małej rosyjskiej wsi, gdzie brak zakonnic, gdzie mieszka niewielu ludzi. Będziemy żyć spokojnie, a z obowiązkami sobie poradzimy bez problemu. Patrzyła z niedowierzaniem. Nie poznawał jej. Była taka zimna, a jednocześnie wzburzona. Jej blask zniknął na moment. - Do reszty postradałeś zmysły? Mam opuścić Marsylię, marzy mi się powrót do Rzymu, a mam wlec się z tobą gdzieś za Bug? Nie jest młoda, nie stać mnie na zaczynanie wszystkiego od nowa, przez wieki budowałam swoją pozycję! Jestem sukubem, jest mi trudniej. Ty egoisto! – zakończyła wściekle tyradę. Zamarł, by po chwili wybuchnąć płaczem. Zmierzyła go pogardliwym spojrzeniem i znikła czym prędzej.

Szalał z wściekłości, wył do księżyca, cały tydzień nie dotknął ludzkiej kobiety. Miarka się przebrała. Wezwano go do piekła. Rzucał gromy na wszystkich oficerów, musieli sprowadzić go siłą. Inkuby wrzały. Żądano kary śmierci dla buntownika. Odbył się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%