Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 6 min czytania

Żucze opowieści

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Żucze Opowieści”

Padało jak z wiadra. Mało powiedziane - padało jak z cysterny. Matylda wlokła się z nogi na nogę, rozmyślając o życiu i śmierci, a fragment długiego szalika zwisał smętnie, raz po raz wpadając do nowej kałuży. Dziewczyna zbyt zajęta była małym czarnym czymś, co trzymała w ręku, by to zauważyć. - Dyziu, ta szkoła nas wykończy. Nie wracam tam. To, że mówi do siebie zdziwiłoby z pewnością przechodniów, gdyby nie to, że ulewa zagłuszyłaby nawet odgłos młota pneumatycznego. - Schowaj się do rękawa, bo zmoczą ci się skrzydełka- troskliwie wsunęła małego chrabąszcza do obszernego rękawa jaskrawożółtego ortalionowego płaszcza. Jednak robaczek chyba nie miał na to ochoty, bo jak tylko Matylda rozluźniła uścisk, czmychnął czym prędzej na mokry chodnik. -Stój! Gdzie ty pędzisz?! Dyziek! Chyżo pobiegła za nim, tracąc po drodze parasolkę - Mokra robota- mruknęła Matylda. - Dyziek, do cholery, bo ci zrobię z pancerzyka maskę lorda Vadera! Owad zatrzymał się pod jakimiś czarnymi drzwiami w ciemnej komórce. Osłonięta była daszkiem, więc strugi deszczu już tu nie dochodziły. Co nie znaczy, że było tam całkiem przyjemnie. Ponure pomieszczenie nasycone było mdłym zapachem stęchlizny. Chrabąszcz popatrzył się znacząco na dziewczynę, po czym zniknął, przeciskając się przez ciasną szczelinę drzwi. - Co on wyprawia? Zwariowany insekt...- bąknęła, po czym nieśmiało spróbowała pociągnąć za klamkę i otworzyć drzwi. Była prawie pewna, że będą zamknięte. Jakież było jej zdziwienie, kiedy odrzwia zaczęły otwierać się na oścież z przerażająco przenikliwym zgrzytem. Ciemność pomieszczenia nie przepuszczała nawet zarysów przedmiotów. Matylda nieustraszenie zrobiła krok naprzód i zaczęła z ogromnym pędem spadać, spadać, z wrzaskiem godnym czegoś, co bardzo głośno wrzeszczy. Leciała długo, bardzo długo. W trakcie lotu znudzona krzykiem zaczęła już jeść jabłko, kiedy to spadła na coś bardzo miękkiego. Ogryzek wypadł jej z ręki, a dziewczyna w oniemieniu rozejrzała się dokoła. A było na co popatrzeć. Siedziała na zielonej łące. Otaczały ją nieprzyzwoicie wysokie drzewa, chociaż to chyba nie były drzewa. Zrozumiała, że spogląda na monstrualnie wielkie kwiaty, krzewy potężne jak wieżowce i co najgorsze roje owadów. Całe rzesze wielkich jak konie pociągowe żuków. Motyle rozpostarte na niebie niczym sieci na wieloryba i świerszcze, których skoki raz po raz wywoływały trzęsienia ziemi. Żeby nie zwracać większej uwagi mieszkańców owadziego społeczeństwa, postanowiła schować się za gigantycznego muchomora. Było już jednak za późno. Wszystkie zwróciły swe malutkie jak Mount Everesty oblicza na karzełkowatego intruza. Powoli, z zainteresowaniem, zaczęły się do niej zbliżać. Podświadomie czuła, że nie są do niej przyjaźnie nastawione. Podchodziły coraz bliżej, a tupot ich odnóży brzmiał bez mała złowieszczo.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%