Filozofia · 3 min czytania
zupełnie (nie)poważna historia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Weronika jechała jak zwykle ostrożnie i wolniutko oglądając wiejskie krajobrazy, które znała już na pamięć. Właśnie wracała od babci. Był śliczny, słoneczny dzień, to lato było pełne takich. Ze względu na czas żniw w powietrzu unosił się zapach skoszonych zbóż i w oddali widać było kombajny, traktory i inne maszyny rolnicze. Weronika obserwowała wszystko co działo się dookoła i mimo całego piękna przyrody, w którego centrum się znajdowała, wydawała się jakaś niezadowolona. "Ty jesteś taka odpowiedzialna" -wszyscy mówili tak do niej odkąd pamięta. Może na pierwszy rzut oka wydaje się, że to stwierdzenie nie jest wcale aż tak bardzo przygnębiające, jednak dziewczyna zastanawiała się ile można uchodzić za kogoś roztropnego. Może człowiek potrzebuje chwili szaleństwa, nieodpowiedzialności? Dlaczego ona zawsze ma myśleć co mówi i co robi? Dlaczego inne jej koleżanki nie zastanawiają się nad konsekwencjami, a to o n a ma zawsze być "tą odpowiedzialną"? Weronika wciąż spokojnym tempem omijała znane jej drzewa. "A co jeśli ja nie potrafię inaczej? A co jeżeli nie umiem zrobić czegoś zupełnie bez sensu?" -Huczało jej w głowie, kiedy mijała bardzo dobrze znany jej mostek. W powietrzy pachniało świeżo skoszoną trawą, jej rudawe włosy delikatnie plątał wiatr, nad jej głową świeciło słońce, którego promyki oświetlały jej piegi. W uszach odbijał się od drzew radosny trel ptaków. Nagle zza zakrętu wynurzył się znak z nazwą jej