Dla dzieci · 5 min czytania
Żurawka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Drzwi otworzyły się. Chłopiec niepewnie zszedł po schodach werandy i piaszczystą dróżką pomalutku skierował się w stronę lasu, rozciągającego się u samych zabudowań. Był to jeden z takich budynków, które zazwyczaj są ukrywane jak najdalej od oczu ludzi. Tutaj mieszkały dzieci ze skomplikowanymi schorzeniami układu nerwowego, z psychicznymi i fizycznymi wadami, z beznadziejnymi przypadkami niedorozwoju umysłowego, których porzucili rodzice.
Dróżka prowadziła do lasu-na tą ulubioną polanę, tam gdzie oczekiwał go przyjaciel. Pewnego razu w czasie swoich codziennych przechadzek w okolicy internatu, zauważył na łące obok niewielkiej naturalnej sadzawki rannego ptaka. Był to młody szary żuraw ze zranionym skrzydłem. Jego gromada odleciała, a on widocznie nie mógł za nimi nadążyć i tu, w tej ostoi chciał dojść do siebie i nabrać sił.
Wtedy za pierwszym razem chłopiec długo obserwował go z daleka, nie zdecydowawszy się podejść bliżej. Żurawka, bo tak nazwał on ptaka, czegoś wyszukiwał w trawie, prawdopodobnie łowił żaby. Jego zranione skrzydło nieco powłóczyło po ziemi. Kiedy chłopiec spróbował podejść, Żurawka wydał z siebie niegłośny gardłowy głos, jakby dając do zrozumienia że prosi o pomoc; na długich nogach- szczudłach zrobił jeden krok, drugi i zatrzymał się. Artem (tak nazywał się chłopiec) ośmielony i nie bojąc się już ani trochę, podszedł i wyciągnął do niego rękę. Żurawka lekko trącił jego dłoń długim dziobem, jakby pytając: "Co dla mnie przyniosłeś? Gdzie to masz?". Wtedy chłopiec, całkowicie ośmielony, pogłaskał jego długą szyję i zobaczył ranę na skrzydle. Już zaczęła się goić, ale wymagała jeszcze opatrzenia. Komary, muchy i inne owady krążyły nad nią. Artem pomyślał, że przyjdzie tutaj jutro, przyniesie czystą szmatkę; poprosi pielęgniarkę o jodynę i koniecznie przyniesie coś do przekąszenia dla Żurawki. Tak się zaczęła ich przyjaźń. Następnego dnia przemył ranę jodyną, przewiązał szmatką. Podczas tego Żurawka cierpliwie stał, z lekka przestępując z nogi na nogę i nie próbował uciekać, jak gdyby coś rozumiał. Potem Artem wysypał z celofanowego woreczka na kartkę papieru kaszę, której nie zjadł na śniadanie, pokruszył chleb. Żurawka, wygłodzony, pochłonął wszystko, po czym doszedł do sadzawki, popił troszkę i znowu wrócił na polanę do chłopca. Wtenczas zaczęli razem biegać, gonić się i chować, zupełnie jak małe dzieci. Gdyby ktoś obok zobaczył ten obrazek, na pewno nie powstrzymałby