Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

Zwerbowało mnie KGB - Prolog

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ZWERBOWAŁO MNIE KGB - Prolog

Był wrzesień roku 1951. Dzisiejszej, zimnej nocy padał śnieg. Białe tumany kurzu przysłaniały wszystko. Wzrok sięgał na zaledwie dziesięć metrów, potem rozciągała się biała ściana. Mimo wielkiej kurzawy, wcale nie było zimno. Wręcz przeciwnie - panowała przyjazna atmosfera, wypełniona słodkimi zapachami płynącymi z szeregu domków przy ulicy Krzywej. Choć było ciemno, wcale nie odczuwało się pustki i osamotnienia. Panował nastrój Bożego Narodzenia, a wszędzie wokół ciągnęły się girlandy kolorowych wstążek, lampek i szeregi przyozdobionych sosen i świerków. Śnieg znów począł mocniej walić swą kaskadą na ziemię, lecz z marnym skutkiem. Wszędzie, z każdego z budynków dochodziły śmiech, rozmowy i śpiewy. W domku numer 4 panowała najlepsza atmosfera, przetykana najbardziej wykwintnymi potrawami, najgłośniejszą muzyką i najweselszymi twarzami. Przy dębowym, prawie pięciometrowym stole, zasiadało osiem osób. Pierwszą z nich, był stary dziadek. Był to Stanisław Dziurkowski, faktyczny założyciel rodziny. Miał już na karku prawie dziewięćdziesiąt siedem lat, a mimo tego wcale nie stawał się obolały, niedołężny i spróchniały. Dzisiejszego wieczoru gasił wszystkich swym humorem i elokwencją, rozbawiał dzieci i kłócił się o polityce. Jego żona, Łucja z Wasilewskich, była o dziesięć lat młodszą babcią. Na starość zachowała tylko jeden ze swych licznych - kiedyś - upodobań, jakim było nadmierne perfumowanie się. Kiedyś, kiedy Łucja mieszkała na wsi, w zaborze niemieckim, wszyscy śmiali się z niej, ponieważ przywiązywała do swej szyi kwiaty, plecionki i bukiety, nawet wsadzała maki między złote włosy. Dziś w pomieszczeniu unosił się jej ulubiony zapach - bzów. Dwoje następnych ludzi, to Jan i Anna Polakowie. Byli to ludzie o niemalże zgodnej harmonii zachowania, życia i myślenia. Obydwoje dumni, wyprostowani i życzliwi, spokojnie wymieniali się zdaniami, z szacunkiem jedząc rybę. Byli wzorem wychowawczym, jak często rad był mawiać Stanisław Dziurkowski. - Ładne te wasze dzieciaki. - z uwielbieniem zamlaskał pan Stanisław. - Maciuś ile już będzie miał? - Trzy lata, tato. - odparł Jan Polak. - Janek w styczniu skończy dwa latka. - Jak ten czas szybko…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%