Akcja · 12 min czytania
Zwerbowało mnie KGB - rozdział I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
ZWERBOWAŁO MNIE KGB – rozdział I
NIEKTÓRE NAZWISKA I POSTACIE (HISTORYCZNE I FIKCYJNE) ZOSTAŁY PRZEZE MNIE ZMNIENIONE, BĄDŹ ZNIEKSZTAŁCONE.
Księżyc powoli wschodził na czarne niebo, goszcząc u swego boku coraz więcej migoczących gwiazd. Nad samotną szosą, otoczoną murem starych i zbutwiałych klonów i dębów, latały całe chmary świetlików, muszek i ciem. W oddali, z przeciwległego końca szosy wolno, miarowo ukazywała się w swej arogancji czarna Wołga. Mimo szybko ściemniającego się nieba, samochód lśnił wyraźnie, a jego nowiuteńki silnik marudził. Jechała Wołga, to znaczy, że nie jechał byle kto. GRU, NKWD, polityk, biznesmen, czy generał? Nowoczesne, przyciemnione szyby nie mówiły zbyt wiele. Zresztą, kto by chciał przyglądać się Wołdze? Oznaczałoby to samobójstwo. Tak, tak. Rygor w powojennej Rosji był aż nadto widoczny. Trzeba było się idealnie dostosować. Nigdy Ktoś jadący czarną Wołgą nie dostosuje się do Ciebie, miły czytelniku. To Ty musisz dostosować się do niego! Samochód powoli przetoczył się przez szosę, za sobą zostawiając czubki wież Kremlu. W końcu auto zwolniło jeszcze bardziej i skręciło w lewo. Otworzyła się ogromna, rzeźbiona i pięknie malowana brama. Setki wykwintnych żelaznych liści i gałęzi splatało się w bardzo skomplikowaną całość. Na pewno jechał tu ktoś ważny. Sama obecność imponującej bramy, była odpychająca dla zwykłej ludności. Po za tym królował towarzysz Stalin. Samochód przejechał przez długie arrasy i piękne ogrody. Aż oko się nie mogło nadziwić, jak w powojennej, biednej i bezludnej Rosji, mogłeś znaleźć tyle pięknych rzeczy. Nocą, dzikie jabłonie i tureckie grusze skłaniały się do ziemi, konkurując z japońskimi drzewami, a nawet prawdziwą amerykańską sekwoją. Jak sekwoja tu dotarła? Przecież to drzewo ma kilkaset lat i waży więcej niż tankowiec! Co towarzysz Stalin obieca, tego dotrzyma – głosiło sławne przysłowie. Sekwoja była najlepszym tego dowodem. Wołga zajechała przed ogromne, marmurowe schody, prowadzące do jeszcze okazalszych drzwi wejściowych, które były kluczem do radzieckiego raju, jakim był pałac w Chodynce. Z samochodu wysiadło kilka czarnych płaszczy, ustawiając się w szeregu i otwierając drzwi z tyłu. Naprężeni jak struny zasalutowali pewnemu mężczyźnie, o mylących, nawet przyjaznych rysach twarzy. - Prowadźcie do gabinetu. Pięknie w tej Chodynce. – powiedział ważny mężczyzna. - Tak jest, towarzyszu Jurij Andropow! – szybciej niż karabin odpowiedziały czarne płaszcze.
- Witajcie. – rzekł do zebranego w wielkiej, kongresowej Sali tłumu Andropow. – Dziś po raz pierwszy jest mi dane podziwiać pałac w Chodynce i jestem pod wielkim wrażeniem. Mężczyźni radośnie zaklaskali, jakby ogłoszono, że daruje się im płacenie podatków do końca życia. - Nazywam się, jak już pewnie wiecie, Jurij Andropow. Od dzisiaj, towarzysz Stalin nakazał mej osobie objęcie stanowiska kierownika organizacji KGB, przekształconej z przeszłej NKWD. Tłum ogarnął niesłychane podniecenie i euforia. Teraz klaskał każdy. - Dziękuję, dziękuję towarzysze. – skromnie mówił generał. - Teraz niech rozpocznie się zabawa, mój pierwszy dzień służby ma być wesoły i idealny pod względem harmonii, muzyki, jadła i hulaki. Na salę wniesiono tysiące butelek, z etykietą mówiącą: „Wołga,: na szczaście i na zdrovju”. - Za towarzysza Stalina! – okrzyknął bohatersko Andropow. - Na zdrovju! – odkrzyknięto, a do parszywych i fałszywych ust, polała się Wołga – wódka.
Część 22 / 2
* * - Towarzyszu Andropow! – machinalnie wydukał oficer KGB. - Tak, towarzyszu? – odparł dumny generał. - Otrzymaliśmy niepokojące raporty, o niejakim Macieju Polaku, który naraża Związek Radziecki na poważne straty… - Towarzyszu, towarzyszu… - przerwał spokojnie mężczyzna i zapalił papierosa. – Jesteście u siebie, rozluźnijcie się. Powiedzcie teraz krótko i treściwie. Co ów Polak takiego robi? Czy warto obejmować inwigilacją każdego polaka? Przecież żaden z nich nie jest tak głupi, żeby manifestować otwarcie na ulicach Warszawy, Krakowa czy Gdańska. - Maciej Polak, jest podejrzewany o działalność konspiracyjną, organizację nielegalnych grup młodzieńczych, mających na celu działalność szkodzącą komunistycznym władzom Polski. Jurij zaciągnął się z rozkoszą, po czym wypił niewyobrażalnie cenną filiżankę tureckiej kawy, najlepszej jakości. - Jest bystry i mądry, skoro do tej pory nie udało się wam go namierzyć. - Tak, to prawda towarzyszu. - Dziś wyślesz do niego ludzi, mają przejąć osobę Macieja Polaka, przewieźć go na teren neutralny, po czym zwerbować i zaproponować odpowiednie układy. - Zwerbować? – z niedowierzaniem powiedział oficer KGB. – Przecież to groźny mężczyzna, może wzniecić bunt, manifest, narazić nasze służby na kolosalne straty… - Towarzyszu Aleksij! – zezłościł się Andropow. – Rozkazy mają być wykonane co do joty! Dziś sprawdzę teczki z tej sprawy, mają być uzupełnione, zakodowane i zaklejone punktualnie o godzinie dwudziestej czwartej na moim biurku! - Tak jest, towarzyszu generale! Oficer wybiegł. - Maciej Polak. – wolno powiedział generał. – Albo będziesz wielki, albo już jest po tobie!
*
Maciej Polak miał już osiemnaście lat. W lipcu, roku 1969 został pełnoletnim obywatelem II Rzeczypospolitej Polskiej. Chłopak był wysokim brunetem. Zachwycał dziewczyny swymi ciemnoniebieskimi oczyma. W zasadzie mógł mieć każdą, jak uważało większość jego kolegów i koleżanek. Młody mężczyzna skończył właśnie Wyższe Liceum Państwowe. Myślał nad studiami. Jednocześnie przyszło mu zawiadomienie od wojska, aby wstąpił do obowiązkowej służby Ojczyźnie. Maciek rozważał i tą opcję, gdyż od małego lubił dowodzić i rozkazywać. Po za tym, wojsko niosło ze sobą dreszcz emocji. Możliwość poznania nowej przygody, usamodzielnienia się. A na studiach? To samo, co do tej pory. Codziennie ten sam stres, zaliczenia i egzaminy, poprawki,