Akcja · 15 min czytania
Zwerbowało mnie KGB - rozdział II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
ZWERBOWAŁO MNIE KGB – rozdział II
Maciej czuł, że jest mu okropnie zimno. Leżał zwinięty na ziemi od ponad paru godzin, jednak zupełnie nie zdawał sobie z tego sprawy. Stracił poczucie czasu, przebywając w chłodnym i odosobnionym lochu KGB. Teraz dotarło do jego świadomości, czym tak naprawdę były koszmary początków bolszewickiej rewolucji, kiedy opozycjoniści carscy przebywali w identycznych pomieszczeniach. Czy Maćka czekał taki sam, męczenniczy los? Całą duszą i sercem chłopak wierzył, że nie. Nagle, w dalekim korytarzu za stalowymi drzwiami, dało się słyszeć stukot wielu butów. Były to kroki starannie wypracowane: codziennie chodzono w ten sposób setki i tysiące razy. Krok, wymach, krok, obowiązkowe, okrężne zatrzepotanie oczyma, jakby w litości dla panujących tu warunków. Szedł generał. Po chwili ciężkie, zardzewiałe drzwi zaskrzypiały w proteście, a do loszku wpadła mała, lecz ostra smuga światła. W progu stanęło kilku czarnych mężczyzn z samym Andropowem na czele. Tak, Maciej poznał tego rosyjskiego dowódcę wywiadu. Znał go z ilustracji gazet, setek opowieści o rosyjskich służbach wywiadowczych GRU. Jednak nawet milion opowieści nie oddałoby tego, co w tej chwili poczuł i zobaczył osiemnastoletni chłopak. Otóż, zobaczył mężczyznę tak pewnego siebie, że Maciejowi opadły zupełnie ramiona. Oczy Andropowa wierciły, jak prawdziwe imadła, nie pozwalając zastosować żadnych wykrętów i sztuczek. Maciej czuł, że jest zgubiony! - Zostawcie nas. – rzekł rozkazującym tonem generał. – Zamknijcie drzwi. Znowu zapanował mrok. Polski więzień odsunął się cicho na przeciwległy koniec Sali. Kroki, zduszony śmiech i znowu kroki. - Maciej Polak. – szyderczo odbiło się od ścian echo. – Polski obywatel, działający przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Mamy tylko osiemnaście lat? Chłopak nie dał mu satysfakcji. Nigdy w życiu! - Może i jestem młody, ale potrafię zrobić wiele więcej, niż wielu w pana wieku. – butnie oświadczył młodzian. Znowu szyderczy śmiech. - Cięty, jak osa. Bystry i wrażliwy. Byłbyś dobrym żołnierzem, panie Polak. Jednak nie przyszedłem tutaj, aby składać ci propozycje wstąpienia do i tak obowiązującej cię służby ojczyźnie. Wiedz również, że wiele mężczyzn w moim wieku może o wiele więcej od zwykłego, małego i zupełnie nic nie znaczącego chłopca. Jesteś jeszcze dzieckiem, a o prawdziwym życiu nie wiesz zupełnie nic. Wtedy błysnęło światło. Przez żelazne, boczne drzwi wpadło kilku agentów KGB, którzy schwycili Maćka za ramiona i nogi. - I co? Dalej będziemy żądlić? – zapytał Andropow. – Teraz panowie w czarnych płaszczach pożądlą młodego panicza Polaka. Wówczas rosyjski generał z całej siły walnął chłopaka w brzuch. Ten zakrztusił się strasznie, ale KGB nie zważało na to. Wnet wszyscy poczęli bić Maćka, kopać i szarpać go za ubranie i skórę. Twarz nastolatka zamieniła się w kałużę krwi i brudu, ubranie zaczęło przypominać obdarte szmaty ze śmietniska. - Dalej będziemy żądlić?! – wykrzyczał ze złością Andropow i znów zaczął kopać leżącego gdzie tylko popadnie. - Panie generale. – wymamrotał jeden z oficerów. – Wystarczy mu, zakatujemy chłopaka. - Tobie słuchać towarzyszu! – rozdarł się Andropow. – Jak nie, to zamienisz się z nim miejscami! Na „dowidzenia” generał kopnął Maćka w twarz ciosem, który odebrał mu przytomność. Mężczyźni wyszli, zostawiając kwiat młodzieży polskiej w ciemnym lochu, bez szansy na wydostanie się.
*
Następnego dnia nie było lepiej. Zadziwiające jest w jak szybkim czasie, rosyjscy oficerowie mogą zamienić przystojnego młodziana, w bezkształtną i wypaczoną z uczuć poczwarę, jaką stawał się Maciej Polak. Na przemian cucono go i bito do nieprzytomności. Chłopak wymiotował przy każdym ciosie i młócono go za każdy spazm bólu. I tak w nieskończoność. W głowie Maćka zaświeciła się myśl, że oto nadchodzi jego koniec. Nie ujrzy już ojca, matki i Janka – brata. Co się stało z Alicją, koleżanką, którą zaprosił tylko dwie noce temu na kolację! Co stanie się z nim samym… Odpowiedź przyniósł lśniący but generała Andropowa, który znowu zabrał ze sobą przytomność chłopca.
*
Część 22 / 2
Trzeciego dnia Maciek nie widział na lewe oko, które pod wpływem bicia napuchło do niewyobrażanych rozmiarów i nieustannie napływała do niego krew. Ciało było całe sine i czarne od kopniaków i uderzeń, więc KGB zabrało się za nerki i pięty. - Po nerkach bić ostrożnie, żeby zakrzepu mi nie dostał. – rozkazał majestatycznie Andropow. – Po piętach bić bez litości. W celi i budynku znów dało się słyszeć krzyki i rozpaczliwe wołania Maćka Polaka, który porwany, cierpiał strasznie, a jego serce coraz bardziej wzbierało nienawiścią do oficerów i generała. Czwartego dnia, do celi wszedł Andropow, który ku zdziwieniu chłopca niósł w rękach wielką tacę z jedzeniem i piciem. Cztery dni bez jedzenia i picia, to bardzo dużo, jak na osiemnastolatka, dlatego też Maciek rzucił się na tacę. Jednym haustem wychylił Dzbaniec soku pomarańczowego, ze zwierzęcym instynktem zaczął obdzierać udka baranie i kurze z mięsa i skóry. Naprzeciwko stał Andropow, mierząc jeńca diabelskim, pełnym żądzy wzrokiem. Generał nasycał się tym widokiem i delektował obecną chwilą. - Już skończyłeś jeść? – przygważdżająco ironicznie zapytał Rosjanin. Milczenie. - Zapytałem, czy skończyłeś już żreć świnio!? Milczenie. - Mało ci było żądlenia pszczółko? Chcesz, możesz zakosztować o wiele ostrzejszych katorg i męczarni tylko powiedz. - Gdzie jestem, po co mnie tu przywieziono? – z wysiłkiem rzekł Maciej. Odpowiedział mu pusty śmiech. - Nie wiesz? Przecież jesteś bandytą! Działaś przeciwko Związkowi Radzieckiemu, a takie zbrodnie nie przechodzą bezkarnie koło nosa. Maciek, Maciek! Jesteś recydywistą! Ledwo skończyłeś pełnoletniość, a już rozrabiasz! Smarkaczu będziesz tu siedział, aż nie odkupisz swoich przewinień. - To trzymajcie mnie tu rok i dwa! – zakrzyczał przez płacz chłopak. – W dupie mam wasze bicie! Niech sczeznę w tym lochu, ciemnym i śmierdzącym jak wy, jak wasze GRU i KGB! Jak Stalin! Tego Andropow znieść już nie mógł. Podszedł do Maćka, złapał go za koszulę i przyciągnął do swej twarzy. - W takim razie, być może pocieszy cię wiadomość, że niejaki Jan i Anna Polak znajdują się tu, w Warszawskiej Cytadeli. – wysyczał, jak wąż generał. – Od ciebie Maćku zależy czy stąd wyjdziecie, czy też tutaj umrzecie - wszyscy. Pomyśl o tym. Wyszedł, zostawiając skatowanego młodzieńca na ziemi, z płaczem i żalem ściskającym mu krtań i oczy.
*
Piąty i szósty dzień zleciał na niczym. Maciek stracił chęć do życia. Nie chciał wierzyć Andropowi, ale myśl była przeszywająca. KGB ma jego rodzinę. Od niego zależy jej dalszy los. Chłopiec był sprytny. Już od młodych lat uwielbiał manipulować i wykręcać się, lecz w dzisiejszej sytuacji Maciej był bezradny. Andropow był zbyt doświadczonym generałem, żeby dać się złapać na proste figle. - Nie. Muszę rozegrać to inaczej. – powiedział na głos chłopak. Zanim nadszedł koniec dnia, w głowie aresztanta zaświtała piękna myśl. Zanim rdzawe drzwi jego celi się otwarły, już wiedział jak reagować i odpowiadać na pytania i komendy Andropowa.
*
W drzwiach znów stanął generał. Jak zwykle przybrany był w nieskazitelnie czysty mundur i rozbrajający, niemalże przyjazny uśmiech. Wszystko waliło się, gdy spojrzało się w oczy Rosjanina. Bezdenne, szare i wypukłe, jak u ryby. Tak właśnie wyglądały czarne oczy generała. Maciej bał się tych dwóch punkcików, które…