Fantastyka · 5 min czytania
ZWIADOWCA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gerga obudził śpiew ptaków. Niebo na wschodzie było jasnoróżowe. Zachwalę spoza widnokręgu wyłoni się czerwona tarcza słońca. Nie ruszał się. Wciągał tylko powietrze, badając jego zapach i bacznie obserwował okolicę. Jego zmysły nie zarejestrowały niczego niepokojącego. Teren był bezpieczny. Zsunął się ostrożnie z drzewa. Od spania w niewygodnej pozycji pomiędzy gałęziami bolały go wszystkie kości, ale tam wysoko nad ziemią nie groziło mu żadne niebezpieczeństwo Spojrzał w kierunku zachodnim. Daleko na granicy widoczności, oświetlone pierwszymi promieniami słońca, wyłaniały się z mgły ruiny miasta. To był jego cel. Musi tam dotrzeć przed zmrokiem. Jest zwiadowcą. Rada wybrała właśnie jego, to wielki zaszczyt. Wyruszył dwa dni temu. Ma sprawdzić pogłoskę, jakoby dzicy zamieszkiwali w ruinach. Jeżeli ten teren nadaje się dla nich , to tym bardziej będzie się nadawał do zamieszkania dla jego plemienia. Nie musieliby już dłużej mieszkać w tych okropnych wilgotnych jaskiniach. W ruinach było pod dostatkiem ocalałych, nienaruszonych pomieszczeń, wystarczy tylko posprzątać Wielcy uczeni z jego plemienia wyposażyli go w urządzenie zwane przez nich „łapaczem promieni” Zadaniem Gerga będzie dokonanie dokładnego pomiaru promieniowania na terenie ruin miasta. Musi to zrobić jak najdokładniej i złożyć meldunek przed Radą Plemienia. Jeżeli promieniowanie go zabije , tak jak kilku jego poprzedników, to też będzie znak dla jego ludu, że jeszcze nie czas na powrót do miasta. W dawnych czasach było to piękne i wielkie miasto. Wiele pokoleń temu zniszczyli je ludzie. Chcieli wytępić się wzajemnie. Prawie im się udało.Ci , którzy przeżyli nazwani zostali przez współplemieńców Gerga - Dzikimi. Pewnie dlatego, że podzieleni na małe grupy bez przerwy prowadzili ze sobą wojny. Od tego strasznego dnia, kiedy to świat ogarnął ogień, odeszło ponad sto pokoleń. Wszyscy jednak znali tamte czasy z opowiadań snutych wieczorami przy ogniskach. W każdym razie dla rodaków Gerga cała ta wojna wyszła na dobre. Szedł prosto w kierunku ruin. Miał do pokonania rozległa trawiastą równinę. Coraz częściej prześwitujące przez wysoką trawę piaszczyste polany. Im bliżej ruin , tym było ich więcej. Były to miejsca, których trzeba było unikać. Na tych piaszczystych polanach nigdy ie urosną żadne rośliny. Były to rany zadane ziemi przez ogień spadający