Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 7 min czytania

"Zwierzenia apostaty Bachusa"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mam lat osiemnaście, ostatni raz spowiadałem się przed …chyba Wielkanocą. Grzechów popełniłem tyle, że najbardziej wyszukany rachunek sumienia nie pomoże obliczyć ich ogromu. Żyję w budynku z grupką ludzi, których normalnie tworzę rodzinę. U mnie tak nie jest, nie chodzi tu wymuskany obrazek z reklam jakichś markowych produktów, gdzie wszyscy są szczęśliwi. Chciałbym czuć wież z bliskimi, wiadomo życie nie jest usiane różami i te durne uśmiechy nie gościłyby na naszych obłudnych twarzach często. Jednak mieć poczucie bycia cząstką rodziny, to jest chyba najważniejsze. Należeć do jednego organizmu, a nie zbioru jednostek. Nie chcę żyć, nie chcę być kopią ojca po jego śmierci, a tym bardziej przed nią. Cały ten dysonans w życiu naszej „małej ojczyzny”( tak mówią podręczniki) zaczyna się, gdy „nestor” naszego rodu sięgnął pierwszy raz po aqua vitae. Dalej to już jest przyrost algebraiczny okazji, kłótni, „cichych dni”. Dom uległ dychotomicznej przemianie, ojciec cieszący się ograniczoną admiracją wśród podsklepowych konsumentów win, oraz my nieugięci, cichociemni, niczym przyczajony tygrys czekający na rozwój wypadków. O tej wojnie toczącej się niby w partykularzu na końcu świata, niewielu ma pojęcie. Jednak Polska ciągle walczy, jestem pewien, że takie zjawiska nie są jak efemeryda, ale trwają niczym ruchome piaski wciągając raz po razie nowe ofiary. Jednak na wszelkie indagacje posiadacze tejże ezoterycznej wiedzy odpowiedzieliby zdawkowo „Nie ma, o czym mówić, ciężko jest i tyle”. Wszyscy herosi dnia codziennego nie są otoczeni nimbem, ale w pocie czoła stają codziennie do walki. Przykład idzie odgórnie, dorosłość czasami ulega nadmiernej infantylizacji i staje się nieświadoma ogromu pokładów intelektu drzemiącego w głowach potomnych. Renegat pytany gdzie idzie, zawsze rzuca to samo „zaraz wracam”. I wtedy wiadomo, flauta codzienności zostanie zaburzona, tylko czy to będzie silniejszy wiatr, czy rozhukane tornado. Rozwój chłopca jest odwzorowaniem postawy ojca, patrzy on na niego z atencją i myśli: chcę być taki jak on. Chłopiec się rozwija, obserwuje nadal, jak sobie tata radzi z problemami. Gdy te go przerastają, dostrzega, że ojciec nie jest schulzowskim demiurgiem. Jednak nadal jest przykładem do naśladowania, w tym momencie waży się wszystko. W moim wypadku ojciec mówiąc kolokwialnie „dał dupy”, implikacją, czego była moja chęć nie bycia podobnym do ojca. Życie młodzieży jest jednak wyściełane trunkami niczym gnojownik nawozem, okazją jest brak okazji. Poczucie zbliżenia się do impetyka, z którym prowadziłem nieformalną wojnę, przestraszyło mnie „nie chcę być taki jak on”. Dochodzę tu do pewnego dysonansu, jedyną rzecz, jaką zawdzięczam ojcu, to wstręt do alkoholu. Zdziwiła mnie jednak jego dwulicowość, każdy pewnie marzy, aby syn szedł w nasze ślady. Ja jednak za spożywanie piwa byłem szykanowany, awantury, które były formą ataku na niego, zwróciły się ostrzem w moją stronę. Nie jest to miłe uczucie, to tak jakby zagazowano Hitlera. Przyszło oświecenie, jak ten świat jest zbudowany, najważniejszy jest dobry wizerunek oczach innych, a sprawy bardziej drażliwe są marginalizowane. Bydlęta, nie chcę należeć do takiego systemu, to żaden mechaniczny spisek, sami tworzymy sztuczną…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Zwierzenia apostaty Bachusa" — czytnik · opowiadania