Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 8 min czytania

Zwierzenia ćpuna I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

1. Pierwsze spotkanie. Był marcowy poranek. Słońce grzało niewiarygodnie mocno jak na tę część roku. Obudziłem się, gdy mój budzik punkt 7:00 zanudził starą jak świat synfonnie betowena. Jak zwykle ociągając się wstałem z łóżka, gdy do raz trzeci Denna krzyknęła - Dan Tompson! Jeżeli w tej chwili nie wstaniesz sama po ciebie przyjdę!. Swoją drogą zawsze się dziwiłem, że potrafi wydobywać z siebie takie głośne dźwięki skoro jest taka drobniutka. Denna była 3 żoną mojego ojca, niska, o bujnych kształtach blondynka i piwnych oczach. Lubiłem ją, zazwyczaj dogadywaliśmy się, więc miałem nadzieję, ze stworzą z Benem dobry związek. Szczerze mówiąc nie miałem ochoty znów być przedstawianym kolejnym kochankom i narzeczonym ojca. Ben, choć nie cierpiał, gdy zwracałem się do niego po imieniu, przemilkiwał tę sprawę. Jak mógłbym go opisać? Kobieciarz. Wysoki, wysportowany szatyn, wyglądający na góra 35 lat, gdy w rzeczywistości miał dobrze po 45 roku życia. Za każdym razem, gdy przyprowadzał nową narzeczoną obiecywał mojej siostrze Florze, że ta będzie już tą ostatnią, ale jak do tej pory nigdy nie dotrzymywał słowa. Doprowadziłem się do porządku, założyłem starą bluzę i pogniecione jeansy walające się gdzieś po pokoju i zbiegłem na śniadanie. Denna, z zawodu szef kuchni w miejscowej restauracji, z duszą artysty, co rano wymyślała coraz różniejsze potrawy. Czasem zdarzyło się, ze były niejadalne, ale czemu tu się dziwić skoro byliśmy jej królikami doświadczalnymi. - i jak Ci smakuje dziubaczku?- Spytała mnie Macocha po raz 5 z kolei, gdy z dość mizernie szło mi pałaszowanie ryby w sosie musztardowo koperkowym z grzankami tostowymi. – W porządku – odrzekłem, żeby dała już święty spokój. Żal mi było ludzi, którzy będą płacić za to pieniądze. – Gdzie Flora? – Spytałem, dziwne było, ze jeszcze nie była na śniadaniu, bo to zawsze ja przychodziłem ostatni. Flora to moja młodsza siostra, zaraz po Ann, mojej dziewczynie najważniejsza na świecie. Cóż, tak mi się przynajmniej wtedy zdawało. - pojechała z Benem wcześniej, bo dzisiaj ma próbę chóru- no tak, pomyślałem. Moja 9 letnia siostra, mała, uparta o wyglądzie aniołka dziewczynka z równie pięknym głosem. Byłem widzem na każdym jej domowym występie, a wreszcie w tym roku udało jej się dostać do szkolnego chóru. Gdy zegar wybił równo godzinę 7:45, byłem już przed domem i czekałem na Ann, która podwoziła mnie do szkoły, podczas gdy moje auto było na kolejnej naprawie u mechanika - nie rozumiem, co ty widzisz w tym aucie! – Zarzekała się Ann, gdy pewnego dnia holowała mój samochód do mechanika – ciągle się psuje! Poproś wreszcie ojca o kasę na nowy samochód. Byłem wtedy na nią śmiertelnie obrażony. Po pierwsze, mój samochód może był i stary i często się psuł, ale był dla mnie kimś w rodzaju brata, którego nigdy nie miałem. A po drugie, nigdy nie poproszę ojca o pieniądze. Wiem, że on na pewno by mi je dał, nawet by się bardzo ucieszył, ale nie miałem zamiaru tego robić. Nie miałem z Benem najlepszych kontaktów. Nie potrafiliśmy się dogadać, więc najczęściej się po prostu unikaliśmy. Ann zajechała swoim świeżo umytym jeepem i wsiadłem do środka. Powitała mnie z szerokim uśmiechem i pocałowała mnie przelotnie w policzek. Ann nie była typem romantyczki. Była najbardziej inteligentną osobą, jaką kiedykolwiek poznałem. Miała krótkie, ciemnoblond włosy, mądre zielone spojrzenie za okularów. To właśnie kochałem w niej najbardziej, te inteligentne spojrzenie i świetliki w jej oczach. Całą drogę Ann nawijała o koncercie, na który chciałaby iść w przyszły weekend z gronem przyjaciół. Uwielbiała stare kawałki, a akurat w miasteczku miał pojawić się zespół, która zagra…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%