Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 10 min czytania

Zwierzyniec - część 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Czekali na mnie pod szkołą, po zajęciach. Było ich dwóch, a razem z nimi Pani z opieki społecznej. Policjanci...jak ja ich nienawidziłam. Nienawidziłam ich w tamtej chwili bardziej, niż kiedy spisali mnie za palenie papierosów pod szkołą. Bardziej, niż kiedy przyjechali uciszyć imprezę, którą zorganizowałam, chociaż wszyscy świetnie się bawili. Nienawidziłam ich nawet bardziej, niż kiedy w zeszłym roku złapali mnie na wagarach i odwieźli do szkoły, chociaż obniżono mi za to ocenę z zachowania na koniec II klasy gimnazjalnej. Po prostu kiedy wyszłam ze szkoły i zobaczyłam, jak przeczesują wzrokiem rzesze uczniów, którzy skończyli lekcje o tej samej godzinie co ja, nienawidziłam ich najbardziej na świecie. Wiedziałam, że czekają na mnie. Wiedziałam też, co to oznacza. Szybko rozejrzałam się wokół. „Co to, to nie. Nie znajdą mnie, nie pozwolę na to” – pomyślałam. – „Nie ma szans”. Od drugiego wyjścia dzieliło mnie jednak boisko, które musiałabym pokonać samotnie, a wtedy na pewno by mnie zauważyli. Przeskoczenie przez płot też nie wchodziło w grę, chyba każdy zwróciłby uwagę na dziewczynę przeskakującą przez płot i to w dodatku w bliskiej obecności policji. Ostatnia opcja – wrócić do szkoły i zaczekać, aż odejdą. Zaczęłam się więc cofać, ukrywając się za plecami rówieśników. Krok za krokiem, w zwyczajnym tempie, jak gdybym wracała do szkoły po zapomniany piórnik. Zmusiłam się, żeby nie spoglądać przez ramię. Po przekroczeniu progu odetchnęłam – przecież w końcu na pewno odejdą. Skierowałam się schodami w dół, przebiegłam przez długi korytarz mijając po drodze rzędy szafek na kurtki i na końcu skręciłam w lewo - schowałam się w głębi sportowej szatni dla dziewcząt – „tutaj na pewno nie wejdą” – pomyślałam. Poczułam się bezpieczna. Cierpliwie czekałam. Z nudów wyciągnęłam z plecaka podręcznik z biologii – to mój ulubiony przedmiot, a już sprawdzian z działu o roślinach. Gdy zadzwonił dzwonek oznajmiający zakończenie następnej lekcji, nieśmiało uchyliłam szatniane drzwi. Słyszałam gwar uczniów radośnie i beztrosko opuszczających szkołę w to piątkowe popołudnie. Zazdrościłam im… Odczekałam jeszcze chwilę i też skierowałam się ku wyjściu. Zastanawiałam się, co teraz zrobić – wiedzą, gdzie mieszkam. Powrót do domu może być niebezpieczny – co, jeśli tam na mnie czekają? Poza tym, bałam się tego, co mogę tam zastać. Czy już od wejścia poczuję odór alkoholu i papierosów, czy dopiero po wejściu do kuchni? Ile pustych butelek znajdę? Czy tym razem mama będzie spała na podłodze w salonie, czy w łazience? Czy tym razem będzie oddychać…? Pogrążona w rozmyślaniach wchodziłam po schodach na górę. Nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam do schodów. Wchodząc na górę przez chwilę poczułam się oślepiona. Spojrzałam w kierunku, z którego dotarło do mnie to ostre światło i Zamarłam. Promienie popołudniowego słońca spływały po mundurze policjanta, który dyskutował cicho z panią Blej – moją wychowawczynią - i załamywało się na metalowej odznace przypiętej do jego piersi, oślepiając wchodzących pod schodach. Dzieliło mnie od nich zaledwie kilka kroków. Wstrzymałam oddech. „Myśl, myśl, myśl” – przebiegło mi przez głowę. Wiedziałam, że nie mam za wiele czasu. Czułam, jak pocą mi się dłonie. Nie miałam wyboru – byłam zbyt blisko, aby odpowiednio zareagować. Jedyne, co mi pozostało, to wmieszać się w tłum roześmianych uczniów i liczyć, że nie zostanę zauważona. Starałam się na nich nie spoglądać, usilnie odwracałam głowę w drugą stronę. Dotarłam do drzwi, a moje imię nie padło z ust pani wychowawczyni. Stanęłam na chodniku. Zrobiłam jeszcze krok, a potem kolejny...odliczyłam do trzech…i zaczęłam biec. Wtedy mnie zauważyli. Ktoś krzyknął moje imię. „Cholera jasna!” Byłam na siebie wściekła. Za szybko. Za szybko puściłam się biegiem. Nagły ruch był widoczny za przeszklonymi drzwiami, przyciągnął uwagę. „Ty skończona idiotko!”. Pani Blej wołała coś do mnie, ale ja nie słyszałam jej słów. Nie gonili mnie, a mimo to pędziłam ile tylko sił w nogach i na ile pozwalał mi podskakujący z tyłu plecak. Zwolniłam dopiero trzy ulice dalej. W duchu podziękowałam mojemu nauczycielowi w-f, że pilnuje, abyśmy biegali na każdej lekcji. Zatrzymałam się, uspokoiłam oddech. Uśmiechnęłam się sama do siebie. „Udało się” - pomyślałam. Za chwilę jednak mina mi zrzedła. „I co teraz?”. Wyciągnęłam słuchawki – lepiej myśli mi się przy muzyce. Odpaliłam pierwszą lepszą rockową playlistę. Szłam powoli, nogi niosły mnie bez jakiejkolwiek logiki. Nie miałam zbyt wielu opcji. Szybko odrzuciłam pomysł powrotu do domu. Byłam pewna, że zastanę tam albo policjantów, albo pijaną do nieprzytomności matkę, a na żadną z tych opcji stanowczo nie miałam ochoty. Większość osób na moim miejscu skierowałaby swoje kroki od najlepszego przyjaciela. Ja jednak nie miałam nikogo takiego. Miałam oczywiście mnóstwo znajomych, byłam właściwie dosyć popularna, ale nie nawiązałam z nikim bliskiej relacji. Idąc przed…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zwierzyniec - część 1 — czytnik · opowiadania