Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

Zwykła historia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zgniłozielona obdrapana ławka w śródmiejskim parku wilgotna jeszcze była od porannej rosy. Radosne promyki nieśmiało smagały jej deski, próbując zdmuchnąć z wyżłobień resztki wilgoci. Bezskutecznie, acz intensywnie, rozgrzewając błyszczącą powierzchnię.

Potargana rudzina rozłożyła szybkim ruchem higieniczną chusteczkę i wytarła fragment ławki, na którym po chwili spoczęła. Z wielkiej, przewieszonej przez ramię torby, wyciągnęła woreczek z niedawno przygotowaną bułką obłożoną świeżą sałatą, żółtym serem i pomidorem oraz gruby zeszyt z zapisanymi wieloma już stronami. Czy to był notatnik czy pamiętnik, tego nikt nie wie. Jedynie rudzina, którą nazwiemy, dla ułatwienia, Zośką.

Otóż Zośka, przyzwyczajona swoim codziennym rytuałem, niezależnie od pory roku, stanu zdrowia, poza niewielkimi wyjątkami, czy aktualną liczbą gości zamieszkujących w jej mieszkaniu, co dzień rano siadała na kilkanaście minut na owej ławeczce, z pachnącą bułką i zapisanym zeszytem. Czasem jedynie jadła i czytała. Czasem nawet posmakować śniadania nie zdążyła, a zabierała się za pisanie. Jak już wiemy, nie wiemy czego pisanie. Co kilka tygodni zmieniała zeszyt na nowy. Każdy był inny, inny format, inna okładka czy styl. Łączyło je jedynie to, że wszystkie były kołonotatnikami. Wiem, wiem, wydaje się Tobie to mało istotne. Ale za chwilę sam zrozumiesz, że to bardzo ważny szczegół.

Poza rażącorudymi włosami Zośka wyróżniała się prawie wszystkim. Kolczyki miała w najdziwniejszych miejscach (czy widziałeś kiedyś u kogoś kolczyka pomiędzy oczami? Poznaj Zośkę), nosiła raczej mało popularną odzież, którą sama projektowała i tworzyła, jeśli tak można określić zszycie, dajmy na to, dwóch kawałków mało do siebie pasujących tkanin w kontrastujących kolorach, z czego powstała „spódnica”. Nie o jej wygląd jednak mi chodzi. Zośka cała była inna niż reszta świata. Ale kompletnie sobie z tego sprawy nie zdawała.

Wychowano ją w poczuciu indywidualizmu. Rodzice, oboje artyści, wpajali jej od dziecka do głowy, że ma być sobą, cokolwiek ludzie by nie powiedzieli. Z czasem nauczyli ją nie zwracać uwagi na opinie innych. Więc poza wyglądem, Zocha i poglądy miała „dziwne”. Pomysły również, co przysparzało jej nie raz kłopotów, ale i mnóstwa znajomych.

Zdarzało się Zośce majstrować samoloty z kartek z brulionu i puszczać je w parku. Goniła je wtedy i jak dziecko się śmiała. Wyobraź sobie dwudziestokilkuletnią dziewczynę biegającą za samolocikiem…

Tego dnia Zośka była jakaś taka

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zwykła historia — czytnik · opowiadania