Fantastyka · 7 min czytania
Życie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wykluwam się, czuję jak moje małe delikatne ciało przedziera się przez twardą skorupę. Wystawiam moją małą głowę i czuje cudowny zapach. Jest wilgotno i pachnie stęchlizną. Jestem otulony tym zapachem tak mocno, że nie mogę się ruszać, ale jest mi wspaniale. To chyba wszystko czego trzeba takiemu komuś jak ja. Mogę nazwać się szczęściarzem, bo wiem, że mam cały świat. Każda część mojego ciała powoli się rozrasta. Czuję w sobie siłę, odwagę, męstwo, teraz wiem, że jestem kimś. Jestem coraz większy. Nagle moim oczom ukazuje się coś dziwnego. Tak jakby promień. Ale skąd wiem, że to jest promień jeśli nigdy nie widziałem nic poza ciemnością. Coś mi mówi, że to jest światło. Jakiś wewnętrzny głos wciąż powtarza to nic nie znaczące słowo dla mnie. Muszę je zapamiętać, bo to „światło” to chyba coś bardzo potrzebnego. Czuję się coraz lepiej. Światło chyba jest dobre bo sprawia, że jest mi troszkę cieplej. Całe ciałko raduje się z tego dziwnego, ale przyjemnego stanu. Znowu robię się coraz większy. I nagle wychodzę. Nie wiem czy to jawa czy sen, ale widzę moc różnych kolorów, barw i kształtów. Otacza mnie bezmiar piękna. Szczęście moje jest nie do opisania. Chłonę to piękno całym ciałem i czuję jak przepływa przez nie. To tak jakbym wdychał zapach trucizny a oddawał najbardziej czyste i pachnące powietrze jakie istnieje. I tak trwam w tym cudownym stanie. Z każdym dniem widzę coraz więcej. Jakbym był coraz bliżej słońca. Właściwie to nie wiem jaki mam cel w życiu, bo chyba nie jestem tu ot tak, tylko dla czerpania przyjemności. Może ja też sprawie komuś przyjemność. Czekam na znak, na jakiś ruch. Jestem już naprawdę duży. Patrzę na siebie z dumą. Ostatnio zauważyłem kogoś podobnego do mnie. Zacząłem z nią rozmawiać. Ona też jest zachwycona światem. Powiedziałem jej o wątpliwościach związanych z sensem mojego istnienia. Powiedziałem, że na pewno jesteśmy po to aby uratować komuś życie, że na pewno mamy dobrą misję. Ona ma co do tego wątpliwości. Jest taka mądra. Mamy sobie tyle do powiedzenia. Każdy nasz wspólny dzień jest obfity w rozmowy. Tak dobrze mi z nią... Lecz nagle jakby słońce zgasło, tak bardzo boli. Ktoś złapał mnie swoją ogromną dłonią i ścisnął. Nie mogę oddychać. Szarpnął, coś na dole zabolało i rzucił do jakiegoś worka. Nie wiem co mam myśleć. Co tu się dzieje. W worku jest ciemno. Zaczynam się obawiać o swój byt. Ale przecież nic nie dzieje się bez powodu. Może to moja misja. Może coś wreszcie zrobię dla świata, który tak wiele zrobił dla mnie. Strach mija. Znów nastaje jasność. Leżę na jakiejś zimnej powierzchni. Takich jak ja jest wielu. Wszyscy rozmawiają, debatują, jedni się bardzo boja, inni przyjmują całą sytuację tak spokojnie jak ja. Nigdzie nie mogę jej znaleźć. Wypatrywałem jej pośród innych, ale nigdzie jej nie ma, nie wiem co się z nią stało. Jest mi smutno, bo wiem, że mogę jej nigdy nie zobaczyć. Rozmowy moich towarzyszy ustają. Chyba wszystkich zmęczył ten dzień i powoli zasypiają. Ja też. Następny dzień zaczyna się od dziwnego ciepła. Budzę się, myśląc, że to znowu słońce mnie ogrzewa, ale moim oczom ukazuje się dziwny prostokąt, bardzo jasny prostokąt. Nie wiem co to jest i widzę, że moim kompani też nie, bo…