Medycyna · 8 min czytania
Życie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dziś jest ładna pogoda, niedługo pojadę do Agnieszki. Może zabiorę ją na krótki spacer? Wszystko zależy od tego, jak będzie się czuła.
Poznaliśmy się w liceum, chodziliśmy do równoległych klas. Ładna, wysportowana, zawsze uśmiechnięta, od razu wpadła mi w oko, niestety byłem bardzo nieśmiały. Dopiero na urodzinach kumpla ośmieliłem się do niej podejść. Zaczęliśmy rozmawiać i nagle okazało się, że jest nie tylko piękną dziewczyną, ale i super kumplem. Od tamtej pory byliśmy parą. Byłem jej pierwszym chłopakiem i muszę przyznać, schlebiało mi to. Pobraliśmy się na pierwszym roku studiów. - Witaj kochanie, jak się dziś czujesz? Przyniosłem ci wodę i świeży ręcznik, jak prosiłaś. - Hej kotku- uśmiechnęła się lekko. Była bardzo blada, oczy jednak nadal miały ten blask, w którym się zakochałem. - Dzięki teraz czuję się dobrze, choć noc była trudna. - Moje biedactwo. Jest twój lekarz? Chciałbym z nim porozmawiać. - Będzie popołudniu, chodź tu. Usiądź przy mnie, wiesz coraz bardziej się boję, że nie starczy mi czasu. Że nie zdążą znaleźć dla mnie tego serca. Przytuliłem ją mocno. Boże błagam cię. Wiem, że życzenie komuś śmierci to grzech, ale ja Cię proszę o życie dla niej. Nawet jeśli mam się za to smażyć w piekle, to błagam zrób coś! Myślałem. - Nie mów tak, wszystko będzie dobrze- powiedziałem na głos. - Poproszę dziś lekarza, żeby spróbował cię przesunąć na liście oczekujących. Może prześpij się trochę, ja posiedzę przy tobie. Zamknęła oczy posłusznie, oparłem się na krześle i wsłuchując się w jej oddech również zamknąłem powieki. Pamiętam jak poprosiłem ją o rękę. Zabrałem ją na koncert poezji śpiewanej do parku, siedzieliśmy na trawie oparci o drzewo, gdy spytałem czy przyjmie moje serce i wyjdzie za mnie. Spojrzała na mnie zaskoczona a jej oczy napełniły się łzami wzruszenia. - Przyjmiesz moje serce?- powtórzyłem pytanie. Wyszedłem na korytarz. Ile jeszcze mamy czasu, a co jeśli faktycznie nam go zabraknie? Nie możesz tak myśleć, skarciłem samego siebie. Nigdy! Zajrzałem na salę, Agnieszka spała mocno Chryste jaka ona jest piękna. Przyszedł lekarz. - Panie doktorze co z moją Agniesią? Podono znowu nie spała w nocy. - Serce jest coraz słabsze, dzwoniłem już w tej sprawie do transplantologów. Pana żona jest jedną z pierwszych w kolejce. - Ja mam tę samą grupę krwi, jestem młody, zdrowy, nie palę. W ostateczności oddam jej swoje serce. - To wielkie słowa powodowane miłością, ale pan też ma życie przed sobą. Ona by tego na pewno nie chciała, potrzebuje pana żywego. Niech pan do niej wraca. Wszedłem w momencie, gdy otwierała oczy, uśmiechnąłem się, lepiej żeby nie wiedziała o sytuacji. Nie powinna się denerwować. Zostałem z nią do wieczora, postanowiłem też rano zadzwonić do szefa i poprosić o urlop. Dopiero w domu mogłem pozwolić sobie na chwilę słabości. Tu nie widzi moich łez. Zadzwoniłem jak co dzień do jej matki, pracowała w Anglii i nie mogła być przy córce. Może też bała się tej bliskości w szpitalnej atmosferze. Zresztą Agnieszka nigdy nie była z nią specjalne blisko, teraz nawet o nią nie pytała. Usiadłem z herbatą na kanapie. Pamiętam nasz ostatni wyjazd w góry, półtora roku temu. Oboje lubimy jeździć na nartach, żona jest lepsza ode mnie, zwinniejsza. Spędzaliśsmy na stoku całe dnie, wieczorami piliśmy grzane wino w gospodzie. Byliśmy tacy beztroscy, aż do dnia gdy Aga zasłabła na stoku. Później chciała to zbagatelizować, mówiła że to przez ostre słońce ale przez następne dni też była bez sił. Po powrocie do Warszawy zapisała się do lekarza, ten skierował ją na dalsze badania. I wtedy przyszła diagnoza…