Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 11 min czytania

Zycie jest pełne niespodzianek

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ciemna izba, strop nisko, jedna ściana pod silnym skosem, na której wisiały niezliczone pajęczyny. Biurko obok niewielkiego okienka, na nim liczne księgi, zwoje, kartki, stemple. Pod przeciwległą ścianą znajdowało się małe laboratorium, wiele barwnych substancji, eliksirów. W całym pokoju porozrzucane ciuchy, największe ich zagęszczenie było, o dziwo, przy pustej szafie. Tuż obok szafy znajdowała się prycza, na której spał młody człowiek. Nie prezentował się okazale, skóra naciągnięta na szkielecie, wystające żebra, blond czupryna tłustych włosów. Twarz wcisnął w powierzchnie łóżka, długie ramiona rozrzucone bezładnie, grzbiet pokryty pieprzykami. Jego postura wskazywała krańcowe zmęczenie. Kac obudził go ogromnym pragnieniem, schwycił kleszczami potylicę i zamieszał warząchwią w żołądku. Jeremi, bo tak miał na imię, wstał doskoczył do okna i wyrzucił z siebie strumień breji, która wczoraj była zjadliwą kolacją. - By cię cholera! - Żesz ty chamie!- Usłyszał krzyki wzburzonych ludzi, oblepionych jego wymiocinami. Obrócił się, wypatrzył miednicę z wodą i momentalnie ją opróżnił. Mydliny trochę szczypały w przełyku. Usiadł przy biurku, dłońmi schwycił skroń.- Co ja wczoraj robiłem? -Bruzdy poznaczyły czoło, oznajmiając wielkie skupienie. Przypomniał sobie konflikt "U Stolarza", założył się z Bosym o nieistnienie magii. Kłótnia miała zwykły obraz sprzeczki grupki nietrzeźwych młodzieńców. Złamali jedną ważną zasadę, w karczmie nie rozmawia się na kontrowersyjne tematy. Zawsze skazuje to na niepotrzebne scysje. Stanęło na zakładzie o dziesięć jońców, znaczna sumka. Jeremi już wczoraj miał plan jak zakład wygrać. Z regału wyciągnął książeczkę "Magia dla początkujących- zaklęcia transportacji". Chwycił pióro, zanurzył w kałamarzu, otworzył pierwszy rozdział "Podstawy", zmienił K naR w pierwszej formule, o na ó… Tak spokojnie poddawał kosmetyzacji newralgiczne hasła. Zajęło mu to czas do południa. - No, gotowe.- Odchylił się od blatu. Wstał i przypomniał sobie, że nic jeszcze nie jadł. Ekscytacja, na myśl o zbliżającym się tryumfie nie pozwoliła mu na zajmowanie się tak prozaicznymi rzeczami jak strawa. Zamknął okienko, kopnął ciuchy, zawalające mu drogę, w stronę szafy, trzasnął drzwiami i ruszył chybotliwymi schodkami na ulice. Rozejrzał się, światło dzienne mocno go oślepiało. Ruszył w stronę nieformalnego centrum rozrywki, krótkiej ulicy, na której znajdowały się lokale przeróżnej maści, od kasyn po zamtuzy. Mijał nietypową zabudowę Kobaltanu, rozwijające się w miasteczko było przeplatanką kamienic i zwykłych chat. Dla miejscowych rzecz normalna, kozy, kury, kaczki, gęsi biegające po drogach. Bruk, tylko w nielicznych miejscach. Liczne deski pozwalające przejść suchą nogą przez szambo tworzące równy dywan na drodze. Nie było, grodu i podgrodzia, mer mieszkał na obrzeżach miasta. Całość była kakofonią stylu miejskiego i wiejskiego. Jeremi dotarł do spelunki "U Stolarza". Zagadnął karczmarza: - Bosego nie było? - Ni. - Jedno piwo na kreskę, poproszę. - Na kreskę to mozes dostać małe i to bedzie juz łostatnie wisis mi już . Hmmm.- Rzucił okiem na blat, policzył nierówności na desce.- 30 blotek. - Przecież oddam.- Schwycił mały kufel. Na desce pojawiła się kolejna nierówność, normalnej długości. Uczciwość, to nie był przymiot mieszkańców Kobaltanu. Barman, czyścił brudną ścierką kufle, pogwizdując pod nosem. Przestał raptownie: - A co do wasego wcorajsego zakładu, to nie zycę se tukej chlewa. To je poządna karcma. - Karczma, jakich wiele, a uświetnia ją moja osoba. A jak ktoś będzie szumieć to pierwszy go uspokoję.- Pomacał się przy pasie, czy na pewno ma trzos przy sobie. - Dług, zwrócę, jeszcze dziś.- Uśmiechnął się na myśl o tak łatwym zarobku. Przypomniał sobie wielogodzinne próby czarów. Mimo nieziemskich wysiłków nie udało mu się przenieść drewnianego klocka. Zmitrężył całe dnie, studiował różne akcenty, układy rąk, improwizował. Raz w złości, gdy już miał się poddać niedbale rzucił formułę, machnął dłońmi i …klocek po chwili, padł. Zdziwił się, postawił go i spróbował jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz, w ten oto sposób stał się zagorzałym sceptykiem, przeciwnikiem magii. Nic już się nie stało. Wrócił do pracy w śmierdzącym krematorium. W okolicy nie było już cmentarzy, władze, zlikwidowały je, jako siedliska aberracji. Zmarłych poddawano kremacji, albo mumifikacji. Zależnie od cenzusu majątkowego. Tok myśli przerwało mu wtargnięcie Bosego do karczmy: - Cześć. Gotowy? Pokaż, trzos. - Pokazywałem jak byłem mały. Byłem pierwszy, więc ty pokaż.- Zlustrowali sakiewki i tak jak to było umówione oddali je w depozyt karczmarzowi. - Gdzie świadkowie?- Spytał Jeremi. - Na zewnątrz.- Wyszli, dołączyli do grupki czterech osób. Podążali wąskimi uliczkami, przez najnowszą dzielnicę. Futurystyczna zabudowa, dwu-, trójpiętrowe kamienice górujące nad ulicą, niczym strome skały nad wąwozem. Frontony były pomalowane na przeróżne kolory, im jaskrawszy tym domostwo zamożniejsze. Weszli w jedną z bram, otworzyło się przed nimi niewielkie podwórze, otoczone szarymi ścianami, z nielicznymi oknami. W centrum znajdowała się sterta śmieci, obok latryna, szopka, wszystko było pokryte szarozielonym nalotem. - Jesteśmy na miejscu.- Oznajmił jeden z braci bliźniaków o imieniu Arvin, drugi zwał się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zycie jest pełne niespodzianek — czytnik · opowiadania