Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 7 min czytania

Życie jest piękne!!

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Część 3

Każdy dzień roboczy trwa przez kilka godzin. Czas poprzedzający i następujący po nich jest fachowo nazywany godzinami szczytu. Ja, o dziwo, wracając ze szkoły nie trafiłem na tłok w autobusie. Zadowolony, dotarłem do ostatniego wolnego miejsca siedzącego. Co prawda, daleko drzwi i będzie trudno wydostać się na zewnątrz, ale poradzę sobie. Już nie takie rzeczy się robiło. Zdejmuję plecak, moje nogi po ciężkim dniu w szkole już czują ukojenie, a moja głowa wewnętrzną równowagę, kiedy jakaś babcia z prędkością małego, wyścigowego samochodziku zajmuje moje miejsce. Patrzę na nią totalnie zaskoczony. A te starsze panie narzekają na ból nóg! Uprzejmie proszę ją o opuszczenie siedzenia. Tłumaczę, że miałem tu siadać, a ona najzwyczajniej w świecie struga ze mnie wariata. Robi mi przypał przy wszystkich ludziach. Wykrzykuje, że jest stara, jest już na emeryturze i, że jeszcze mam czelność wyganiać ją z miejsca siedzącego. Co za dzicz! Robię się czerowny jak burak, kiedy wszyscy patrzą na mnie przeraźliwym wzrokiem. Przypomina mi to grę rpg, w której za chwilę na bohatera rzucą się wszystkie zombie. Chcąc, czy niechcąc, przechodzę kawałek dalej i zajmuję miejsce na "kółku". To tylko kilka przystanków. Z początku moja niemal idylla przeradza się w męczącą podróż pełną niebezpieczeństw. Stoimy w korku. Z lewej strony jakiś oprych, któremu dałbym pięć lat za sam wygląd. Z prawej mańki jakaś para, która co chwilę mnie czymś trąca- a to nogą, a to ręką. Ja cię kręcę! Jestem na skraju załamania nerwowego! Spoko, spoko, spoko. Próbuję się odstresować. Wyobrażam sobie wspólne chwile spędzone razem z moją dziewczyną za kilkanaście minut. Dla późniejszych paru godzin mógłbym jechać autobusem dwa razy dłużej i nawet w dwa razy gorszych warunkach. Wycieczka stresu dobiega końca, a ja tak szybko, jak tylko się da, opuszczam mój transport. Jestem przy metrze. Od spotkania i niesamowitych chwil z Pauliną dzieli mnie już tylko jedna stacja. Kieruję się na dół. Przekraczam bramkę i udaję się na peron. Pełno ludzi, ławeczek jak kot napłakał. Nagle czuję jakiś chłód na nodze. Moim oczom ukazuje się jakaś pani, której piesek liże mnie po nogawce. Odruchowo robię krok w tył, spodziewając się, że kobieta powie coś swojemu pupilkowi. Ona ma to w dupie! Pies dalej mnie liże! Robię kolejny krok do tyłu, on za mną. Kopię delikatnie psa, próbując go odsunąć. Kobieta zrywa się jak szalona, zaczyna uderzać mnie swoją parasolką! Morderca! Chciał zabić mojego Azorka! Ta dzisiejsza młodzież! Wszystko wam przeszkadza. Nerwowa kobieta momentalnie zrywa się i pociąga za smycz, próbując odejść kawałek dalej. Jej zbyt tępy mózg nie pozwolił zobaczyć jej, że smycz owinęła się dookoła moich nóg. Tracę równowagę. W plecaku chyba pękła puszka z colą. O, jak fajnie! Nigdy nie widziałem metra z tej pozycji! Kobieta próbuje wydostać smycz. Robi to jednak na tyle zręcznie, że metro spokojnie odjeżdża, a ja będę zmuszony czekać na kolejne. Po prawie dwóch minutach, kobieta wychodzi zwycięsko z pojedynku. Mówię jej, że tu nie można wprowadzać psów i to przez to uciekło nam metro, ale kobieta…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Życie jest piękne!! — czytnik · opowiadania