Fantasy · 9 min czytania
Życie jest snem - Część 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tego dnia nad mieściną unosiły się ołowiane chmury. Wszyscy mieszkańcy skryli się w domach, obawiając się deszczu, który mógł przynieść ze sobą nieprzewidziane zniszczenia. - Maura! Nie włócz się zbyt długo po miasteczku! Kup tylko to, czego potrzebujemy na dzisiejszą kolację i wracaj prędko! Te chmury... na pewno nie przywiodą niczego dobrego! – krzyczała Demeter tak, aby oddalona o kilkanaście metrów Maura słyszała każde słowo. - Nie martw się! Wrócę, zanim zdążysz wypowiedzieć słowo chochlik! – odkrzyknęła Maura, pocieszającym tonem. Narzuciła na głowę kaptur i ruszyła polną dróżką. Podążała w stronę głównej części miasta, patrząc na niebo. Dojście zajęło jej zaledwie pięć minut. Kiedy zakupiła już na straganikach najokazalsze jabłka, mięso oraz pieczywo, nie potrafiła oprzeć się pokusie i wstąpiła do ulubionej oberży. W środku jak zwykle było ciepło i przytulnie. Biblioteczka stojąca przy kominku zachęcała gości, aby zagłębili się w treść książek. Na ścianach, wisiały piękne skóry jeleni, gładkie niczym aksamit. Świece stojące na stolikach dawały słaby blask, który sprawiał, że każdy podróżnik zatrzymujący się właśnie tutaj miał ochotę zostać, wyciszyć się oraz patrzeć jak toczy się życie zabieganych ludzi. Tym razem jednak, przy stolikach było pusto. Zapewne przez obawę przed zbliżającą się ulewą. Wszyscy mieszkańcy, woleli ukryć się w zaciszu domowym nie ryzykując wyjścia wprost na deszcz. - Maura, złotko! – rzuciła na powitanie oberżystka. – chyba nie będziesz tak stać w drzwiach? Śmiało, wchodź! - Dobry wieczór... – odpowiedziała Maura, usadawiając się obok kobiety. - Herbatę? - Z przyjemnością. – odrzekła Maura, podpierając głowę na dłoni. Cicho odchrząknęła i dodała – ostatnio jakaś dziwna pogoda. Przecież nasze okolice, zawsze słynęły z ciepłego klimatu. Deszcz jest rzadkością. Mimo, że opady są rzadkie, susze też tutaj nie goszczą, ponieważ pod nami znajduje się źródło krystalicznej wody... to miejsce było jak z marzeń. A teraz? - Masz rację. Przez długi okres, te peryferia były w kwiecie wieku. Ale sześć lat temu, zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Ni stąd, ni zowąd zaczęli pojawiać się tutaj podejrzani ludzie. Ziemia przestała być żyzna. Ba! Ostatnio deszcze wymywają z niej to, co najlepsze. Nawet dziwne stworzenia, zaczęły nachodzić to poczciwe miejsce. Nie mam pojęcia, co się dzieje. - Ja... właśnie sześć lat temu tutaj trafiłam... przeze mnie, nad miastem zawisła jakaś klątwa. – rzekła Maura popijając herbatę. Zakryła dłonią usta, jakby w geście potwierdzenia własnych słów. Jej wzrok wbił się w podłogę. - Maura! Nawet tak nie myśl! – krzyknęła oberżystka. Podeszła do zakłopotanej dziewczyny i przytuliła ją mocno do siebie. Ale ona wysunęła się z uścisku. Czuła się tak, jakby całe miasto było jednym wielkim teatrem, a ludzie stali się jego aktorami i tylko grali swoje role. Wydaje jej się, że znają prawdę, o której nie wie nawet ona sama. I udają, że wszystko jest w porządku. - Dziękuję za herbatę... – rzekła Maura, wypijając ostatni haust. – muszę już wracać do domu... dobranoc. - Dobranoc! – mówiąc to, oberżystka odwróciła się na pięcie i powędrowała do kuchni. Przy długim stole na zapleczu, siedziała dziewczyna, pomagająca w gospodzie. Miała na imię Rosann niedawno skończyła dwadzieścia lat. Jej kręcone blond włosy opadały do ramion. Oczy, wyglądały niczym rozgwieżdżone niebo. Była niska i dość chuda. Dziś nie było klientów, więc miała okazję, aby odpocząć. - Wiesz, Ros, martwię się Maurę. Jest zaledwie rok młodsza od ciebie, a jeszcze nie wie co ze sobą zrobić i ciągle szuka odpowiedzi. Sama nie wie czego chce. – rzekła zmartwiona gospodyni. - Ja czasem czuję to samo... – szepnęła Ros, swoim zachrypniętym głosem. Nie wiedziała, czy mówiła do oberżystki, czy do siebie samej.
Kiedy Maura wracała, na dworze było już ciemno. Spojrzała w górę. Na niebie nadal wisiały ciężkie chmury. Zapewne rozpada się w nocy. Maura uwielbiała spacery, kiedy w mieście panował wieczorny mrok. Wtedy świat zdawał się być tak piękny i spokojny. Zamknęła oczy, a nogi same stawiały kroki przed siebie. Stąpała, kołysząc się sennie. Szła w dół miasta, będąc w dziwnym uniesieniu. Ale coś ją wyrwało z tego stanu... - A co to? Skowronki nie śpią o tej porze? – jakiś mężczyzna stał o krok przed nią. Opierał się o ścianę budynku. Było tam bardzo ciemno. Kiedy zrobił krok w przód i wyszedł z cienia, ukazała się jego…