Fantasy · 10 min czytania
Życie jest snem - Część 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Nie! – krzyknęła Maura uderzając pięścią o stół. – Nie pójdę na jakieś potańcówki do gospody! A już na pewno nie z tym bobkiem! - Maura... jemy śniadanie, a ty już jesteś markotna. Chcę dla ciebie jak najlepiej... – burczała Demeter. Maura w odpowiedzi gderała coś pod nosem, niczym nadąsane dziecko. - Dość! Jesteś już kobietą, a zachowujesz się jak berbeć! Pójdziesz na tę zabawę! Pójdziesz z własnej woli! Dobrze wiesz, że jeżeli odmówisz Gibil się załamie. Jest gotów odebrać sobie życie dla ciebie! Nie bądź złośliwa, spraw mu tę przyjemność zgadzając się na spędzenie z nim wieczoru. - Ech... no dobrze. Mimo wszystko będę tego żałować. – odrzekła, poczym wzięła zamach i rąbnęła głową o stół. – Co za cierpienie... Demeter zaczęła się śmiać. Kiedy Maura uderzyła czerepem o drewniane deski, z miski wylało się mleko, które spływając po blacie obficie zmoczyło jej twarz oraz włosy. - Cudownie. – mruknęła Maura, poczym udała się do beczki z wodą, która stała na dworze. Powędrowała tam, aby obmyć mokrą głowę. Nachylając się nad taflą wody, zobaczyła jak teraz wygląda. Na czole miała siną plamę, którą sprawiła sobie przed chwilą, gdy jej głowa napotkała stół. Jej włosy były wymoczone w mleku, a oczy – podkrążone jak nigdy dotąd. „Pomysł ze spaniem na krześle w kuchni przez całą noc, nie był zbyt genialny...” – myślała patrząc na to marne odbicie. Nagle zobaczyła w tafli twarz kogoś jeszcze. Była to buzia chłopaka o piwnych oczach. Jego włosy były rozczochrane, miały kasztanowy kolor. Młokos posiadał krągłe, czerwone policzki, a jego jedynki były lekko wysunięte. Wyglądał jak królik. - Cześć Mauro! Ładnie... – zawahał się przez chwilę - ... ładnie dzisiaj wyglądasz. - O... Gibil. – Maura nie powitała go zbyt entuzjastycznie. – A właśnie... nie musisz mnie oszukiwać. Wiem, jak wyglądam. Maura zaczerpnęła powietrza, poczym zanurzyła głowę w beczce. - Wiesz... muszę ci coś wyznać... nie jestem tutaj tylko po to, aby ci towarzyszyć. Ja... zakochałem się w tobie. – Gibil lekko się zarumienił. Z antałka dobiegł głośny bulgot. - Co?! Ty... ty.... się we mnie zakochałeś? Eee... ja... ja... przecież wiem. – prychnęła, zaostrzając ostatnie dwa słowa. - Czy ty naprawdę nie doceniasz moich uczuć? – zapytał Gibil, lekko zażenowany. - Ach Gib, szczurku. Zrozumiesz wreszcie to, że miłość nie zawsze musi być odwzajemniona? Ty darzysz mnie uczuciem, ale ja... – mówiąc to, Maura skręciła włosy, aby wycisnąć z nich wodę. -...no cóż, chyba musisz się z tym pogodzić. - Wiedziałem, że masz charakter, ale żeby aż tak!? – Gibil był wściekły. Odwrócił się i bez słowa wyszedł z kwietnika. - Zanotuj sobie w pamięci: kiedy wrócisz do pokoju przyznaj sobie medal za rolę najgorszej okrutnicy. – Maura mówiła sama do siebie. Była wściekła na swoje ego. Czuła się tak, jakby od samego rana nad jej głową wisiała burzowa chmura, która z łoskotem uderzała w nią piorunami. Wróciła do domu złośliwie przytupując nogami. Bez słowa wygrzebała z szafy białą bluzkę zapinaną na guziki oraz kwiecistą spódnicę sięgającą do kostek. Zrzuciła z siebie koszulę nocną i ubrała się. - Wychodzę. Wrócę... nie wiem kiedy wrócę. – krzyknęła za siebie i trzasnęła drzwiami. Stała przez chwilę na ulicy i nie wiedziała co ze sobą zrobić. W końcu obróciła się w prawo i udała się do lasu. Dotarła na jego skraj. Patrzyła na krzew, obwieszony owocami. Sześć lat temu, właśnie tutaj zrywała gałązkę, na której znajdowały się czarne porzeczki. Teraz krzew był wyższy. Wyglądał jednak trochę gorzej. Na gałązkach nie było już owoców. Krzewina była cała połamana. „Nawet nie chcę myśleć, co mogło się stać z tamtą polaną. Nie byłam tam sześć lat.” – pomyślała Maura, udając się w głąb chaszczy. Dotarła w miejsce, gdzie „zaczęło” się jej życie i znieruchomiała. Strumień, niegdyś wartki, teraz wysechł. Trawa była pożółkła. Kwiaty zwiędły. W powietrzu wisiał niemiły zapach stęchlizny. Ale Maurę sparaliżowało coś innego. Kilka kroków przed nią znajdowało się jakieś potworne stworzenie. Wyglądało niczym ogromny jaszczur, dwa razy większy od niej samej. Jego skóra była pokryta łuską. Miał trzy głowy, które zachowywały się nadzwyczaj spokojnie wijąc się we wszystkie strony. Bestia miała morski pobłyskujący w słońcu kolor. W miasteczku krążyły legendy o hydrze, która wyglądała właśnie tak jak to, co stało przed Maurą. - Więc ty istniejesz... – dziewczyna była pełna podziwu. Hydra zbliżyła się do niej i otworzyła swoje trzy pyski, wyjąc złowieszczo. - Aaaaaaa! – Maura odwróciła się i zaczęła biec w stronę miasteczka. Pędziła przed siebie nie myśląc o tym, gdzie się znajdzie. Była w takim szoku, że nie patrząc pod