Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Rodzina · 7 min czytania

Życie jest zbyt piękne, by stać się snem. cz.3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Cz.3

Brad puszczał wszystkie ulubione piosenki moje i mamy. Przyznaję, że wielkie radio z wysuwanym panelem robiło wrażenie. -Słyszycie to? – spytał retorycznie, wsłuchując się w kilkutysięczne obroty turbodoładowanego sześciolitrowego silnika -Ma wbudowane głośniki o mocy dwustu trzydziestu watów! – Ojciec chyba sam nie wierzył w te fakty – Jane, jeśli ci niewygodnie, popatrz, tak tutaj, widzisz? – wskazał na kilka przycisków na desce rozdzielczej i ustawiał coś na dotykowym ekranie. Mama krzyknęła nagle zaskoczona, po czym zaśmiała się. -Jakie to przyjemne! Brad, coś ty kupił? NASA nie mają takiego sprzętu. Mężczyzna wyszczerzył zęby. -Charlotte, kochanie, podoba ci się? -Ale co mi się… - nie skończyłam. Cały fotel nagle ożył, masując moje ciało gigantycznymi wałkami zamontowanymi pod siedzeniami. Czułam się jak na wizycie w ośrodku SPA. Ciekawe jak tam właściwie jest… -Tato, to musi być takie drogie… Brad zaburczał coś pod nosem i wrócił to wystukiwania rytmu The Sandman, Metallici. Wtuliłam się wygodniej w skórzany fotel i rozmyślałam. W drodze byliśmy już od jakiś dwóch godzin. Zbliżający się październik dał o sobie znać wcześniej niż zwykle. Lód otulił już leśne gościńce i trzeba było jechać powoli. Brad nie słuchał Jane, gdy mówiła, że w zakręt nie wchodzi się z prędkością stu kilometrów na godzinę. Widocznie ufał Jeep’owi bezgranicznie. Kierowaliśmy się na wschód, w nieco wyższe partie rezerwatu i gór. Od zawsze kochałam Alaskę. Wcześniej rodzice mieszkali w ciepłej Atlancie, a dziadkowie pochodzą z pustynnej Arizony. Nie mogłam wyobrazić sobie tak wielkiej pustki. Wręcz odrzucał mnie schemat, gdzie po horyzont widok przesłaniał od czasu do czasu jakiś kaktus! Tu było zupełnie inaczej. Las zdawał się otulać wóz swym ogromem, było przytulnie i bezpiecznie. Dochodziła godzina jedenasta. Nagle zorientowałam się, że nie tylko mi burczy w brzuchu. Zatrzymaliśmy się w najbliższym miasteczku bajecznie nazywającym się Gold City. Przy barze było równie przytulnie, co w samochodzie. Rozchodzące się ciepło herbaty sprawiło mi wielką przyjemność. Jane i Brad nie mówili dużo. Wpatrywali się w siebie od czasu do czasu, ale z takim uczuciem i głębią w oczach, że zapierało mi to dech w piersiach. Ciekawa byłam czy w pobliżu naszego domku byli jacyś sąsiedzi. Ciekawa byłam miłości. Ojciec chyba czytał mi w myślach, bo zagadnął mnie wesoło. - Charlotte, kiedy poznam zięcia? -Brad, ona ma dopiero dwanaście lat! – obruszyła się Jane – Tak szybko ci, żeby zostać dziadkiem? To niedopuszczalne, nie pamiętasz jak… - Jane, kochanie – Ojciec przerwał jej z uśmiechem – ja tylko żartuję. Domek nie jest położony daleko od cywilizacji – razem z mamą uśmiechnęłyśmy się z ironią. Najbliższe większe miasteczko od starej już Big Delty liczyło zaledwie trzydzieści tysięcy mieszkańców. W Delcie znałam chyba każdą osobę – Nie zdradzę wam zbyt wiele, bo niespodzianka jest warta swej ceny. Rozmarzyliśmy się wszyscy. Czekało nas w końcu zupełnie nowe życie. Zostawiałam szkołę, przyjaciół, niemal wszystko. Chęć przygody wzięła górę, mam to po Bradzie.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%