Fantasy · 32 min czytania
ŻYCIE NA ŚMIETNIKU
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
W SĄSIEDNIM POKOJU
A właściwie należało by napisać w sąsiednich pokojach. Bo pokojów oprócz mojego było jeszcze trzy.
U mnie niestety całymi tygodniami nic się nie działo, ale za to dzięki pustce jaką odczuwałem moja percepcja wyostrzyła się do tego stopnia że mogłem doskonale słyszeć co się dzieje w pokojach obok. [co może było i trochę nieładne z mojej strony] Jak i widzieć ich lokatorów przechodzących małym korytarzem gdy mijaliśmy się kiedy na przykład szedłem do wspólnej kuchni lub łazienki, a oni wychodzili do pracy albo z niej wracali.
Trzech młodych ludzi, z których jeden pracował przy budowie drogi, drugi studiował i pracował zarazem, a trzeci studiował prawo na uniwersytecie.
Nieszczęśliwie zakochany.
Nieszczęśliwie zakochany mieszkał w sąsiednim pokoju, za ścianą. Na imię miał Tadeusz. Nieraz w nocy słychać było płacz, a raczej łkanie wydobywające się z jego pokoju. Kiedyś, ale tylko raz słychać było płacz dziewczyny, którą usiłował uspokoić, a dokładniej prosił ją aby przestała płakać.
Potem już dziewczyna nie przychodziła, a przynajmniej nie było słychać jej płaczu, ani innych głosów kobiecych zza ściany. Za to mieszkaniec pokoju zrobił się bardziej ponury i smutny, a czasami nawet niegrzeczny, i rzadziej z niego wychodził , a prawdę mówiąc prawie wcale. Jakby go nie było, wracał do domu póżną nocą, a zapytany gdzie był odpowiadał że z koleżanką w pabie
Drugi z nich też nie był w idealnej sytuacji życiowej. Patryk miał dziewczynę, zresztą bardzo miła, a on sam dodam był także uprzejmy i grzeczny. Ona przychodziła do niego dosyć często, a nawet zostawała na noc, ale coś sprawiało ze nie był szczęśliwy. Może brak perspektyw, WŁASNEGO MIESZKANIA W KTÓRYM MOGLI BY NA POWAŻNIEJ ROZPOCZĄĆ ŻYCIE W E DWOJE JEŚLI NIE W TROJE ALBO W CZWORO? WIECZORAMI NIERAZ ZDARZAŁO SIĘ ŻE WYPIŁ ZA DUŻO, -co mogłoby świadczyć o jego sytuacji napiętnowanej cierpieniem, ale przy tym dbał o siebie, o swój wygląd i powierzchowność,starając się chodzić zawsze w czystych ubraniach i myć a nawet kąpać często. Także żadnego zaniedbania ze strony zewnętrznej u niego nie było.
Trzeci z nich o imieniu Piotruś, student jeszcze i jakby dziecko, i najmniej doświadczony przez życie, a może nawet nie dojrzały, ze skłonnością do egzaltowania się wszystkim co wydarzyło się i mogło wydarzyć. Ponurak, melancholik, i rozegzaltowany student. No i ja upadający w tym czasie, bez grosza i pieniędzy początkujący pisarz, -chociaż artysta od dawna.
Część 22 / 6
Wszystko co piszę, piszę praktycznie z obserwacji, ponieważ nie chcieli ze mną rozmawiać, ze względu na moją biedę, no i byłem od nich starszy. Bez własnego auta,domu, dobrej pracy, a nawet nie mający pieniędzy żeby wynająć mieszkanie, chyba byłem dla nich nikim, i patrzyli na mnie często jak na powietrze, jakby mnie w ogóle nie widząc. Potem i ja przestałem z nimi rozmawiać, jak nie to nie, -bez łaski.
Zresztą o czym mógłbym z nimi rozmawiać? W gry nie grałem, i nie miałem nowego telewizora, nie ściągałem też z internetu plików filmowych z nowymi produkcjami światowego kina. [Zresztą już po przyjeżdzie do miasta, bardzo wcześnie dostrzegłem, ze nie jestem nikomu potrzebny, ani nie mam nic do dania innym ludziom. To co miałem mogli sobie kupić za pieniądze u specjalistów. A na rozmowy nie związane z praktycznym życiem nie mieli czasu. Moja znajomość z nimi jak to sobie szybko ocenili, - nie mogła im się do niczego przydać].
A więc milczałem całymi dniami, jeśli nie tygodniami. Milczałem i obserwowałem, odczuwałem i słuchałem. Nie jak Apoloniusz z Tiany, żeby od razu przez parę lat nic nie mówić , ale tygodniami milczeć to tak, zdarzało mi się nie powiem. Dzięki temu, choć nie wchodzi to w zakres tego opowiadania, zrozumiałem że muszę zająć się sobą, i że nie mam wyjścia. Ja nikogo nie obchodzę, i inni w związku z tym przestali mnie interesować, a więc muszę w końcu się sobą. Zacząłem więc zajmować się sobą, i stawałem jak mi się wydawało coraz silniejszy. Ale przejdżmy do tematu.
Jedno co dobre mogę napisać, to że słuchali niezłej muzyki. Muzyka jaką słuchali nadawała się do słuchania. Nie to żeby był to jakiś Henry Purclell od razu, ale całkiem strawny, i dynamiczny rock Jeśli więc nie grali w swoje gry nocą aż do czwartej albo piątej, to słuchali wtedy muzyki. Bardzo głośno.
Czasami upijali się z rozpaczy, żeby rano wstawać i żyć dalej robiąc to co mieli do zrobienia. Tak robili też i ich przodkowie, jedni zachowując do końca życia struktury jakie sobie nałożyli lub jakie przejęli dzięki wychowaniu, inni niestety rozpadali się popadając w pijaństwo i alkoholizm a potem idąc na samo dno ludzkiego upadku..
Czekałem też kiedy tylko oni przyjdą do mnie jak już stanę na nogach, i zastanawiałem się nawet czy pomogę im czy nie? To zależało na pewno od sposobu jaki to uczynią. Pomijam fakt że wymiana jest wymianą, i nie ma tu miejsca na żadne ludzkie odruchy, to tak jak w sklepie, idziesz tam i wymieniasz pieniądze na towary, a potem wychodzisz i nic cie z tymi ludzmi nie łączy, poza grzecznością i uprzejmością, czasem autentyczną, a czasem jedynie wyuczoną. Proszę o wybaczenie, ale w tym momencie główny bohater przechodzi z pierwszej osoby liczby pojedynczej, na trzecią, w tym sensie że zaczyna o nim opowiadać autor.
Tymczasem znowu próbował wrócić do dorosłego życia, ale w nocy nie mogąc zasnąć zaczął wynajdywać sto sposobów dla których nie powinien iść do pracy i dziesięć dla których jednak powinien. Przed oczami zaczęły pojawiać mu się niebezpieczeństwa jakie mogą go spotkać w pracy jak i w drodze do niej, a mianowicie wszystkie niebezpieczne zwierzęta, i agresywni wrogo do niego nastawieni ludzie, skrajne warunki, jak i lęk że sobie nie poradzi i nie podoła obowiązkom.
Jakby tego było mało, to widział że współczesna cywilizacja pławi się gównach i stała się po prostu nijaka. Jak jeden wielki ściek, bez wartości i bez idei, życie na śmietniku, i wśród śmieci, wielkiej ogromnej rosnącej z każdym dniem góry śmieci. Jakby materialna cywilizacja przyjęła sobie jedno zadanie do wykonania, tym zadaniem było zamienić ziemię w wielki śmietnik, zepsuć i zniszczyć wszystko. Najpierw idee i wartości a następnie wszystko co dookoła, ziemię, powietrze, i wodę. Zabrudzić morza i oceany. Zanim sama upadnie zniszczyć wszystko, tak aby poza brudem nic nie zostało...
Poszedł w końcu, jednak.
Część 33 / 6
I codziennie rano, przyrównując siebie do maratończyka, w marzeniach, niby na magicznym koniu, przemierzał Bieżanowską, mijając Pierogarnię, Okulary-matrix, hostel "Skaułt"“, "Ubrania z przedzłości", i Centrum Bonsai na Ogórkowej, trzy sklepy z komputerami i dwa z tanią odzieżą, zostawiając z boku ulicę Przecinek, Zamłynie, Marzanny, i Przełazek. Gdzieś koło ulicy Potrzask mógł powiedzieć że jest prawie na miejscu.
-Naprawdę pracował niedaleko Rybitw, zaraz koło targowiska, ale lubił myśleć że miejsce jego pracy mieści się przy Bieżanowskiej, ponieważ ta ulica wydawała mu się w jakiś sposób magiczna i bardzo “Krakowska” i stara.
Życie na śmietniku.
Z pracy nie był zadowolony, okazało się że pieniądze są marne, -prawie żadne-, a na dodatek wypłacane prawie miesiąc po przepracowaniu miesiąca. Ale znalazł dobre strony swojej pracy, -otóż mógł się dzięki niej poprawić swój jadłospis, i to za darmo. Na śmietniku tam gdzie pracował znajdował zwykle zawinięty w papier chleb, i dzięki temu miał co jeść. Choć musiał się starać, bo pracownicy z sąsiednich rewirów nie respektowali jego terytorium i szukali czego się tylko dało i jak często się tylko dało, chodzili, oglądali, rozmawiali, zaglądali. Sama praca nie była łatwa, osiem godzin w ruchu, po których trudno było coś jeszcze dorobić. Ale uważał że dobrze zrobił, po prostu wykonał pierwszy ruch, a teraz wiedział że musi iść dalej i szukać czegoś lepszego dla siebie.
Znał także pierwsze pytania. To znaczy widział jak brzmią pierwszą pytania które ma zadać, obok sakramentalnego ile złotych za godzinę, następne pytanie brzmiało: kiedy płacą.
Niemniej jednak zdarzały się ciekawe i zabawne sytuacje, oprócz tego oczywiście, że miał świadomość że robi coś potrzebnego i użytecznego, dla innych ludzi, i dla siebie. A mówiąc konkretnie że jest użyteczny.
Do takich zabawnych sytuacji było bez wątpienia zaliczyć należy, uznanie go przez pewną panią mieszkającą na “jego osiedlu” za radykalnego ekologa, który grzebie w śmietniku nie dla tego że nie ma co jeść, ale ze względów ideowych, i nie dla tego pracuje tam gdzie pracuje bo nie potrafi znależć nic lepszego, ale dlatego że to lubi, a może dlatego że się kreuje na snoba, i przy okazji chce szokować.
Radykalnych ekologów kręciło się zresztą w tamtej okolicy jak i w całym mieście całkiem sporo. I także prawdopodobnie dlatego że nie potrafili inaczej żyć, po prostu nie umieli. W innym miejscu dajmy na to gdzieś w centrum Nowego Jorku, byliby freeganami, -pod warunkiem oczywiście że mają dobre wykształcenie, i że robią to świadomie. Jeszcze gdzie indziej byliby joginami buddyjskimi albo hinduskimi, odcinającymi przywiązanie do tego marnego świata, -ale zaraz zaraz, tu mu zaświtało!. Może oni właśnie to robią, lub robią to ale nie zdają sobie z tego sprawy?
Czy to jest ich skłonność, los, brak odpowiedniego wychowania i tresury? A może nierozpoznana ścieżka życia. Życia pełnego wyrzeczeń i cierpienia, -jakby pokuty za poprzednie grzechy.
Część 44 / 6
Nie umiał niestety znależć odpowiedzi, na to nurtujące go pytanie.
Jak taka rozmowa z panią biorącą go za radykalnego ekologa mogła wyglądać?
On grzebie właśnie w śmietniku i wstydliwie rozgląda się czy aby nikt go nie widzi, pożądliwie szukając jakieś odtwarzacza dvd, albo radia z magnetofonem, lub choćby płyt czy gazet do czytania,
ale niestety ma pecha. Podchodzi właśnie właśnie nieznana mu wcześniej kobieta w wieku lat około czterdziestu i mówi – dzień dobry, pan tu teraz pracuje? Tak, tak się jakoś złożyło.
-Miło mi poznać pierwszego Friganina [freegana] w mieście, ja sama byłam w młodości sympatyczką ruchów młodzieżowych.
I jemu jest wstyd, ale boi się;powiedzieć prawdy, ponieważ ktoś w końcu zwrócił na niego uwagę, i zauważył jego istnienie. Więc nie przyznaje się że jest nędzarzem, i że pracuje aby zarobić na życie, i że nie ma to nic wspólnego ani z jego filozofią życiową, ani z wyborem tej drogi życia. Mało tego, parę razy dziennie, obiecuje sobie że tak szybko jak się tylko da przejdzie pracować na zmywak, lub jak kto woli na szklankę, a jeszcze bardziej chciałby chciałby pracować jako pomocnik w kuchni, bo mógłby się przynajmniej porządnie najeść.
Jest także miły i uprzejmy dla lokatorów, ponieważ liczy na fuchy.
Jednak znajomość nie przynosi mu żadnych korzyści, pani myśli że on chce tak żyć, a jej znajomi,i zaprzyjażnione małżeństwo uważa że żyje tak jak chce i pogardza wartościami materialnymi i materią, będąc kimś w rodzaju freega, albo cynika lub stoika dla starszych i mniej ideologicznie wyrobionych.
No tak, zyskał podziw i uznanie u kilku osób, ale nie poprawił swojej sytuacji. Grzebie więc w śmietnikach dalej, myśląc przy okazji o Orygenesie i jego poglądach filozoficznych. Jeśli dobrze pamięta, to według Orygenesa wszystkie istoty zostały stworzone przez Boga w jednej chwili i jeszcze przed stworzeniem świata.
Część 55 / 6
Dyskutuje o tym nawet z jednym bezdomnym zaglądającym na jego śmietnik. Bezdomny, o imieniu Roman, jest na niego zły że zabiera resztki chleba wykładane w śmietniku codziennie, a on że bezdomny przychodzi na jego śmietniki i może co lepszego zabrać, a jest bardziej mobilny od niego. Ale nie to go denerwuje najbardziej, nie musi przecież już dziś natychmiast dowiedzieć się jak wyglądało stworzenie świata, gorszą rzeczą jest brak kultury odnośnie segregacji śmieci. Otóż zamiast wykładać co cenniejsze i mogące się przydać innym rzeczy, oni wszystko zawiązują w plastikowych workach i wyrzucają do kontenerów.
Z przyjemnością także zauważył że jedzenie ze śmietnika jest całkiem smaczne i można się do niego przekonać pomimo wcześniejszego oporu. Na początku jest wstyd, -co będzie jak nas zobaczą, co będzie aż nas ktoś zobaczy, potem przychodzi strach, -a jak się zarażę jakąś chorobą, przecież tyle wirusów jest na śmietniku. Ale w pewnym momencie musisz wybrać, -umierasz z głodu teraz, albo być może póżniej przyjdzie ci zapłacić za to że zdecydowałeś się żyć. Możesz też co w ogóle uważam za świetne rozwiązanie spróbować znależć coś lepszego, intensywnie główkować i szukać
Ale jeśli nie POTRAFISZ ZNALEŻĆ NICZEGO LEPSZEGO nie masz wyjścia. Sama sytuacja spiduje cie mocno ale na początku, jeżeli nie znalazłeś wyjścia z labiryntu ciemności która cie otacza szybko przychodzi zmęczenie i znużenie.Twoje ruchy są coraz wolniejsze, i jesteś coraz słabszy, ale i wtedy widzisz i obserwujesz , widzisz na przykład lubi grzebiących na śmietniku, dynamicznych i szybkich, oraz czysto ubranych i myślisz oni pomimo sytuacji zachowali energię życiową i siły.Widzisz też ładną dziewczyną biegającą niedaleko bloków, i ona także ciebie motywuje. Zbierasz się w sobie i znowu próbujesz skakać na głęboką wodę i płynąć po falach życia. Bez narzekania, płaczu i i nie potrzebnych lamentów. Wstajesz i znowu walczysz po krótkim okresie załamania i depresji.
Stajesz się coraz silniejszy, każdego dnia dzięki problemom jakie przynosi życie stajesz się coraz silniejszy, silniejszy wewnętrznie i bardziej pewny siebie. Ginie też ta gra aby spełniać oczekiwania innych i przymilać się do nich. Bo niby po co masz się do nich przymilać, ty upadasz, a ich to nie obchodzi, bo oni mają to w dupie.. Ciebie też więc ci ludzie nie obchodzą, powoli porzucasz ten cyrk. Głupawy cyrk grany za darmo, zużywający własną energię, czas i zasoby życiowe.
Śmieszny, mały, dziecięcy teatrzyk.Ten głupi teatrzyk lalkowy, pełen lalek i dziecinnych zabawek.
Zabawę w życie .
Uwaga autorska:
Znalazło się też kilka osób którzy uważali go za ucznia Józefa Stawinogi z Wolverhampton, -żyjącego przez blisko czterdzieści lat na wysepce wśród plątaniny dróg. Józef Stawinoga zasłynął między innymi z tego że w ogóle nie zmieniał ubrania, aż nie porwało się na nim na strzępy i nie golił swojej słynnej brody, a jego słynna broda sięgała aż do ziemi.
Muszę jednak wyjaśnić ze podczas swojego pobytu w Anglii miałem przyjemność widzieć pana Józefa, a nawet spędzić z nim parę chwil, ale w niczym niestety nie przypominał mi naszego bohatera.
Część 66 / 6
Jeszcze inni widzieli w nim niesłusznie zresztą, ucznia i kontynuatora słynnego niegdyś "Unobombera",profesora uniwersytetu Teda Kaczyńskiego.
Przejdżmy jednak dalej, [przepraszam za wtręt]
Czasami Roman przychodził ze swoimi kolegami, niby w odwiedziny, ale tak naprawdę w celu “segregacji”śmieci, z Piotrkiem nazywanym Gnidą, i Prezesem, noszącym drugi przydomek Hiena. Zarówno słowo Gnida, jak i “Prezio” Hiena ODDAWAŁY DOSKONALE ICH CHARAKTERY.
Piotrek mały gruby człowieczek, blondyn o chytrych oczkach, i jego kolega z czarnymi włosami i oczami, Hiena, wyznawali poglądy Marcjana, i wierzyli w istnienie dwóch bogów, Boga Dobra i Zła, ten bóg dobra pozwalał swoim wyznawcom kłamać, oszukiwać i kraść, jeśli tego nie widzieli inni, -ogólnie biorąc był dla nich litościwy. Obu jednakowo nie znosił
Aha, zapomniałem dodać, -za swoją pracę miał otrzymywać osiemset złotych na rękę, płacone z dwu miesięcznym opóżnieniem, -i nie wierzcie jak ktoś mówi że sprzątacze nieżle zarabiają, bo są to wierutne bzdury.
Drugi maja.
Dzień ZACZĄŁ SIĘ PONURO, A SKOŃCZYŁ wdychaniem zapachów kwiatów jabłoni.
Dzień zaczął się ponuro, idąc wcześnie rano ulicą, widział jak terroryści w swoich blaszanych rakietach wdzierali się bezczelnie na przejścia dla pieszych walcząc w nierównej walce z pozbawionym…