Przyjaźń · 8 min czytania
Życie nadejdzie jutro
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
21 lipca 1942r. Było to jedno z najgorszych miejsc na świecie. Miejsce oddzielone murem od reszty społeczeństwa. Zimne, brudne i ubogie. Dwunastoletnia Miriam i dziewięcioletnia Sara wraz z rodzicami mieszkała w getcie. Mieszkali w dość dużym mieszkaniu razem z inną rodziną. Żyli bardzo ubogo. Tata znikał na całe dnie w poszukiwaniu pracy. Mama chorowała. Miriam i Sara się nią opiekowały. Pewnego dnia Sara poszła do sklepu kupić lekarstwa dla mamy. Kiedy weszła do sklepu zobaczyła tam pana Jerzego oraz Niemca, który miał na ramieniu znak hitlerowski i szary mundur z czarnym krzyżem. Pan Jerzy tłumaczył coś nerwowo Niemcowi. Nagle Niemiec się odwrócił i spojrzał na Sarę i jej brudną, podartą sukienkę. Bardzo się przestraszyła i opuściła wzrok. Niemiec powoli podszedł do niej i spytał się jak się nazywa. - Sss… Sara. – odpowiedziała jąkając się. Niemiec spojrzał na nią z litością i pogrzebał w kieszeni. Po chwili wyjął z niej banknot i wyciągnął rękę w stronę Sary. Sara popatrzyła przestraszona na dłoń i banknot. - Śmiało dziecko. – zachęcił ją słabą polszczyzną. Sara szybko wzięła banknot i zrobiła krok do tyłu. Niemiec wyszedł. Pan Jerzy miał na twarzy wyraz poczucia ulgi. Kiedy Sara wracała do domu zobaczyła, że na banknocie jest dwójka i dwa zera, czyli dwieście złotych. W domu czekała na nią Miriam i mama. Sara wręczyła jej lekarstwa i powiedziała szeptem Miriam, żeby za nią poszła. Weszły do łazienki. Była mała. Ściany i podłogę pokrywały brudne oraz czasami poobrywane kafelki. Znajdowała się tu tylko wanna i wychodek. Sara w pośpiechu opowiedziała wszystko Miriam. Kiedy skończyła ta spojrzała na nią niedowierzając. - Co z tym zrobimy? – spytała Miriam. - Trzeba dać tatusiowi. - Ale co mu powiemy? - Prawdę? – spytała się Sara. - Co? Będzie wściekły! – zaprzeczyła Miriam. Po paru minutach doszły do wniosku, że jednak powiedzą prawdę. Czekając na tatę Miriam nerwowo skubała swoją starą, trochę podartą bluzkę koloru zgniłej zieleni. Mamie nie mówiły o dzisiejszej przygodzie bo nie chciały jej denerwować. Nagle usłyszały dźwięk otwieranych drzwi. Stał w nich tata oraz pan Paweł, który też mieszkał w tym domu. Miriam i Sara rzuciły się tacie na szyję. Uściskał je i pocałował w policzki. Wyglądał na przygnębionego. - Tatusiu co się stało? - Nic słoneczka. – odpowiedział i wszedł do środka. Po paru minutach Miriam i Sara podsłuchiwały rozmowę taty z mamą. - Szwaby zamknęły małe getto i wywożą wszystkich do Treblinki… – usłyszały smutny głos taty. - … słyszałem, że zabrali też Marka. - O nie! Zabrali wujka Marka? – spytała szeptem Sara. Wieczorem wszyscy siedzieli w pokoju z mamą. Była blada, a efekt ten pogłębiała czerwona, trochę śmierdząca potem sukienka. Modlili się za wszystkich zmarłych: Oby Wielkie Imię, którego pragnienie zrodziło wszechświat, Rozbrzmiewało w całym Stworzeniu Teraz. Oby ta Wielka Obecność rządziła waszym życiem i waszym dniem i wszystkimi żywotami tego świata. I powiedzcie ‘Tak’. Amen. Zawsze i wszędzie błogosław, błogosław to Wielkie Imię. Choć błogosławimy, wychwalamy, ofiarowujemy i sławimy piękno Twego imienia, Twego świętego Imienia, o Błogosławiony, pozostajesz nadal poza zasięgiem naszych pochwał, naszej pieśni, całkowicie poza zasięgiem wszelkiego ukojenia. Poza! Poza! I powiedzcie ‘Tak’. Amen. Oby Boskie Imię zrodziło Wielki Pokój i życie dla nas i wszystkich ludzi. I powiedzcie ‘Tak’. Amen. Ten, który przynosi wszechświat pokoju, obdarza pokojem nas i wszystko, co jest Izraelem. I powiedzcie ‘Tak’. Amen.
Kiedy modlitwa dobiegła końca i dziewczynki poszły spać do swoich łóżek, przypomniały sobie co miały przekazać tacie. Zdecydowały się jednak…