Inne · 5 min czytania
Życie nastolatki cz1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jest czternasty luty, czyli Walentynki. Siedzę przed telewizorem i zastanawiam się czy ktoś o mnie pamięta w ten dzień. W głębi duszy marzę żeby otrzymać jakąś kartkę od Marcina (nawet byle jaką!). Bardzo mi na nim zależy ale czy on chociaż o mnie myśli? Przed oczami pojawia się sylwetka wysokiego, smukłego chłopaka o cudownych zielonych oczach. Jego szelmowski uśmiech, który sprawia że zalewa mnie przyjemne uczucie połączone z nutką zdenerwowania i miłego niepokoju. Chodzi ze mną do klasy co jest moim zdaniem wielkim plusem, gdyż mogę go oglądać na co dzień. Z zamyślenia wyrwało mnie dudnienie kroków mamy, która pędziła do drzwi. Czy ona nie może delikatniej stawiać tych kroków? Faktem jest też, że powinna zrzucić parę kilogramów. - Dzień dobry, jest coś do mnie? - Serduszko, ale nie do pani.-listonosz odpowiedział wesołym głosem. - No ładnie. Szła w moją stronę głupawo się uśmiechając i chowając za siebie kopertę. - Daj mi to. - O jej no masz. - Dziękuję. No! To chyba cud, a ja jestem w siódmym niebie! Marcin o mnie pamiętał! W białej kwadratowej kopercie kryło się serduszko- truskawka a na niej napis: „Chcę Cię skosztować” . Poczułam ,że jest mi niezwykle miło i głupio jednocześnie, ponieważ ja nie postarałam się o to żeby coś mu wysłać... Sądziłam iż to co sobie mówimy o miłości to czyste bzdury i że on wcale nie myśli o tym poważniej...a jednak. Skoczyłam jak oparzona i pomknęłam do mamy. Poinformowałam ją, że wybieram się do sklepu i niedługo będę. Uszykowana w pół godziny (co jak na mnie jest tempem spidowym) wyleciałam uszczęśliwiona na ulicę. Idąc przez pasaż handlowy wstąpiłam do sklepu, w którym moją uwagę przykuły czerwone serduszka. Ale przecież ja właściwie nie mam pojęcia co mu kupić. Jeżeli bym mogła, podarowałabym mu cały świat, ale raczej nic z tego nie będzie... Musi się zadowolić maskotką, która właśnie mnie oczarowała. Otóż biała kaczuszka trzymająca czerwone serce znalazła się w mojej reklamówce. Dokupię jeszcze kilka dupereli, torebkę i mu to podrzucę. Podrzucę? Nie jestem pewna. Chyba za bardzo się wstydzę! No ale to tylko i wyłącznie moja wina. Trzeba było wysłać kartkę, ale gdzie tam, Marta musiała sobie ubzdurać ,że pierwsza na pewno nie wyśle.
- Martusiu pomóż mi z tymi torbami. - Cześć już jesteś- powiedziałam biorąc torby od mamy. - Kolejka w banku była okropna. Stałam pół godziny. Dobrze że ze mną nie byłaś bo byś się wściekła. No i co byłaś w sklepie? -