Filozofia · 19 min czytania
ŻYCIE TO BAJKA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Życie to bajka. Oczywiście nikt nie powiedział, że przyjemna i nikt nie powiedział, że łatwa. Co więcej – zdaniem bardzo wielu ludzi: „życie to nie bajka”. Dlatego zgadzam się, iż nie musi być łatwa ani przyjemna. Jednak z moich ostatnich przemyśleń wynika, że życie może być bardziej zbliżone do tych prostych historyjek o rycerzach, księżniczkach i smokach, niż się komukolwiek wydaje. Natomiast czynnikiem, który skłania mnie z kolei do myśli typu: „życie to nie bajka”, jest chyba po prostu mój cynizm. Nie mam pewności, może się mylę. Może to tylko taka myśl, która na krótką obecną chwilę zabłysnęła mi w głowie, by za moment zostać przepędzona przez inne, pewnie odmienne. Ale wydaje mi się, że to może mieć ręce i nogi... Na co dzień, tak samo jak inni ludzie, spotykam się z różnymi trudnymi i często niejednoznacznymi wyborami, chociaż najcięższe wybory czekają mnie w przyszłości (mam dopiero osiemnaście lat). O ile już odrobinę poznałem świat, o tyle wiadomo mi, że życie jest pełne problemów, z których nie wiadomo, jak wyjść. Każdy wybór natomiast poza pożądanymi efektami niesie za sobą również pasmo konsekwencji. Poza tym niekoniecznie zawsze dana decyzja może przynieść oczekiwane rezultaty. Ale to nie wszystko! Czasami nie wiadomo, co przyniesie jakie rezultaty, a jakie konsekwencje. A to jeszcze nie koniec, bo nie powiedziałem tego najgorszego… Czasami nawet nie wiadomo, co jest dobre, a co złe! To mi się właśnie wydaje w tym wszystkim najbardziej tragiczne. Ja sam nie napotkałem się jeszcze w życiu na tak trudne i niejednoznaczne wybory. Mam na szczęście dość jasno określone w życiu, co powinienem, a czego nie powinienem robić, co jest dobre, a co złe. Owszem, zdarzają mi się czasami takie niepewne dylematy, ale na razie dotyczą one spraw śmiesznie nieistotnych. Na razie… Kiedy w przyszłości będę już zdany prawie wyłącznie na siebie, a przy tym od moich decyzji będą już dużo bardziej zależały losy innych, na takie wybory być może będę się napotykał na każdym kroku. W każdym bądź razie póki co mam szczęście, że od małego rodzice wpajają mi do głowy pewne zasady. Widzę natomiast, że z takimi problemami nieraz styczność mają właśnie moi rodzice. Prawdopodobnie każdy dorosły mający własną rodzinę z nimi się styka, ale cóż… Na razie nikogo w świecie nie znam bliżej niż właśnie ich. I właśnie tych dwoje ludzi styka się z takimi problemami bardzo często. Szczególnie jako rodzice, choć czasami też jako dzieci, rodzeństwo, zięciowie… Ach! No i oczywiście jako małżeństwo! Tak, to są chyba dwie najważniejsze, a zarazem najtrudniejsze role ludzi zakładających rodzinę – małżonkowie i rodzice. Zatem choćby właśnie jako małżonkowie i jako rodzice ludzie dorośli stają czasami przed naprawdę trudnymi i niejednoznacznymi wyborami. Tata opowiadał mi nieraz o tym, przez co przechodzą z mamą, jakie miewają dylematy, jak to wszystko wygląda z ich perspektywy. Często zastanawia się nad tym, czy nie popełnia jakiegoś kardynalnego błędu w wychowaniu dzieci. Bo w rodzicielstwie, jak we wszystkim, nie powinno się przesadzać w żadną stronę. Jeśli ktoś obejrzy filmy „Sala Samobójców” oraz „Kieł” i porówna je ze sobą, ujrzy dwa zupełnie odmienne sposoby wychowania stojące wręcz na przeciwnych biegunach. W „Sali Samobójców” rodziców prawie nie obchodziło życie syna, a w „Kle” dorosłe już dzieci nie mogły wychodzić poza teren ogrodu. Obie te metody wychowania okazują się tragiczne w skutkach. Moja mama natomiast martwi się tym, że już nie wie jak wychowywać tak dużych synów jak ja i mój brat. Bywa, że efektów starań rodziców chwilami nawet nie widać. Jednak rodzicielstwo jest jedynie pojedynczym przykładem trudnego dylematu życiowego. Przecież wszędzie naokoło jest pełno ludzi którzy chcą dobrze dla siebie nawzajem, a sobie szkodzą. To przykre… Bardzo przykre. Jednak ta niejednoznaczność świata nie kończy się na życiu rodzinnym. „Breaking Bad” to tylko serial. Ale nie bez powodu wielu krytyków uznaje go za najlepszy serial w historii. Świetnie bowiem ukazuje tę niejednoznaczność oraz wszelkie jej następstwa. W serialu ukazane zostało zjawisko, które dla przeciętnego, niewtajemniczonego jegomościa zwie się po prostu „breaking bad”, czyli „stawanie się złym”. Bo cóż innego robił Walter White przez pięć sezonów, jeśli nie po prostu stawał się złym? Kradł, produkował narkotyki, zabijał, stał się najbardziej poszukiwanym przestępcą w Albuquerque, w Nowym Meksyku, aż wkrótce w całych Stanach Zjednoczonych. Jednak właśnie dlatego to „stawanie się złym” zostało ukazane w pięciu długich sezonach, by wtajemniczyć przeciętnego jegomościa i ukazać mu to zjawisko z zupełnie innej perspektywy. Vince Gilligan przez niezwykłość scenariusza wręcz zmusza widza, by „stał się zły” razem z głównym bohaterem. Na początku przyszły producent jednego z najgroźniejszych narkotyków na świecie przedstawiony jest jako dobry, nieco zatroskany nauczyciel, ojciec, mąż i szwagier. Ludzie go kochają i szanują, bo sobie na to w pełni zasługuje. Także widz czuje do niego sympatię, może się z nim trochę utożsamić, a ze względu na tragiczne wydarzenia zaczyna mu sprzyjać. Dlatego godzi się z jego decyzją o rozpoczęciu zarobku jako producent metamfetaminy. Każde kolejne przewinienie Waltera, razem z jego pierwszym zabójstwem człowieka, umieszczone jest w takim ciągu wydarzeń, że widz wciąż trzyma kciuki za bohatera. Idąc tym tropem, jakiś czas później brutalne wymordowanie z polecenia Heisenberga kilkunastu więźniów, których jedynym przewinieniem jest wiedza, stanie się już najzwyklejszym środkiem uświęconym przez cel. Oczywiście nie każdy widz musi sprzyjać Waltowi od początku do końca. Jednak kult Heisenberga na całym świecie nie wziął się z kapelusza. Sam tytuł serialu wskazuje metamorfozę, która jest w nim przedstawiona. „Break” oznacza również „łamać, a określenie „stawać się” najprościej jest przetłumaczyć na „become” albo „turn”. Dlatego „break” jako „stać się” oznacza coś więcej niż zwykłą zmianę. Oznacza wręcz „przełamanie się” z jednego bieguna na drugi, obrót o sto osiemdziesiąt stopni, całkowite zaprzeczenie stanowi pierwotnemu. Wszystko, co robi Walt, przynajmniej na początku serialu, wydaje się dobre i zrozumiałe. Bo przecież chciał zdobyć pieniądze, z których utrzymałaby się jego rodzina po jego śmierci, bo bronił tego interesu, bo okazało się, że już nie tak łatwo się z niego wyplątać, bo w razie zakończenia działalności jego rodzinie groziło niebezpieczeństwo, bo wreszcie to było ostatnią rzeczą, która mu pozostała. Cała jego kryminalna działalność została potraktowana jak taki bagaż dyplomatyczny. Każdy, kto chciał stanąć Waltowi na drodze, nawet jego żona, stawał się jakby czarnym charakterem dla widza. Rozpisałem się na temat tego serialu tak obszernie, chociaż nie o nim głównie zamierzałem pisać. Ale to dlatego, że naprawdę jest o czym mówić jeśli chodzi o wyjątkowość „Breaking Bad”. Ja osobiście pod koniec serialu sam już nie do końca wiedziałem, co było dobre, a co złe, co słuszne, a co niesłuszne w świecie Waltera White’a. Dlatego kiedy myślałem nad przykładami tej niejednoznaczności w życiu, od razu przyszło mi do głowy „Breaking Bad”. Człowiek taki jak ja, który ciągle jeszcze ma straszny bałagan pod kopułą, co chwilę miewa takie małe dylematy dotyczące błahych spraw, bo to, co przyjemne na krótką chwilę utożsamia z tym, co słuszne. Wtedy oba warianty wyboru wydają się słuszne, a zarazem oba warianty wydają się niesłuszne. To jest akurat mały, durny problem ludzi niedojrzałych, a jednak w jakimś stopniu dotyka on nas wszystkich i tu także pojawia się ta niejednoznaczność. Wobec tego wszystkiego, wobec wszystkich tych komplikacji napotykających człowieka powstały takie wymówki, jak: „łatwo powiedzieć”, „to nie takie proste” i tym podobne. Recepta na życie powinna być krótka, zawarta w kilku prostych słowach, na przykład: „Bóg, Honor, Ojczyzna” wojska polskiego albo „Praca i Przyzwoitość” mojej mamy. Kiedy natomiast zestawiam taką prostą receptę z tym pogmatwanym życiem, automatycznie nasuwają mi się na usta tego typu wymówki: „gdyby to było takie proste”. Starsi ludzie doświadczeni przez życie czasami na starość stają się cynikami. Nawet jeśli kiedyś wyznawali jakieś wartości, to nie udało im się za życia ich wywalczyć. I z takimi właśnie cynikami kojarzą mi się te wymówki. I z takimi właśnie cynikami kojarzy mi się zdanie: „życie to nie bajka”. A co dla mnie znaczy słowo „bajka” w odniesieniu do życia? Nie, nie chodzi mi o śliczny, wesoły, cukierkowy świat. Nie chodzi mi o historie, które zawsze kończą się happy endem. Chodzi mi o ten prosty, jednoznaczny podział na dobro i zło. W tych prostych bajkach zawsze są ci dobrzy i ci źli bohaterowie. Ale nie tylko w prostych bajeczkach ukazany jest konflikt dobra i zła. Także w wielu poważnych powieściach fantasy i science-fiction. No dobra, fantasy i science-fiction też można nazwać po prostu bajkami, bo teoretycznie odchodzą tematyką od rzeczywistości. Ale tylko teoretycznie. Czasem po prostu niektóre elementy rzeczywistości trzeba…