Fantastyka · 6 min czytania
Życie to gra
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
1. Podejście pierwsze „Chaos. Wokół pustka szczególnego rodzaju. Nie mająca miejsca myśl stara się wyśliznąć poza barierę, która udaje granicę. Nie ma wątku, ni początku, a tym bardziej końca. Taka alfa i omega współczesnego świata. Tyle, że owa alfa i omega wwierca się w fundamenty psychiki i niszczy to, co zostało stworzone. Antykreator doskonały. Z definicji do wglądu jedynie osobom nierozumianym.” Jeszcze nie wiedział, że spóźnił się na zajęcia. Plan zajęć (jak to zazwyczaj bywa w przypadkach, gdy los usilnie stara się spłatać figla) został wywieszony rano - w dniu, który student mógłby nazwać „dzisiaj”. Niewiele w tym prawdy. Względność doświadcza każdego człowieka, wpaja mu podstawowe błędy logiki, które człowiek później usilnie stara się wykorzystać w życiu – a nazywa to doświadczeniem życiowym. Student Wrona nie przejmował się tak mało istotnymi zagadnieniami. Mało istotnymi z jego punktu widzenia. Ważne dla niego było, aby zdążyć na zajęcia. Ze wszystkich lęków ludzkości, które od zarania dziejów nawiedzały ludzi w najgorszych koszmarach, on wybrał jeden – konsultacje u doktora Milewicza. Zaśmiewał się do łez przy psychologicznych horrorach, a umierał ze śmiechu przy filmach gore, natomiast perspektywa konsultacji sprawiała, że puls mu przyśpieszał, dłonie obficie się pociły (bądźmy szczerzy - nie tylko dłonie); wręcz więdły mu uszy na dźwięk słów „konsultacje u doktora Milewicza”, a oczy wychodziły z orbit. No tak, ale nadal nie wiadomo nic o jego powierzchowności. Nie ma sensu opisywać studenta Wrony, gdyż jest to typowy przykład niedożywionego, wysokiego, blondwłosego, przyodzianego w okulary, szarą bluzę i przetarte dżinsy studenta. Być może stereotyp ten odbiega odrobinę od innych tego typu wyobrażeń, jednak bez wątpienia większość ludzi tak właśnie wyobraża sobie studenta. Skąd biegł? Z ulicy oddalonej o 20 metrów od uczelni, gdzie znajdowało się jego tymczasowe miejsce pobytu, to znaczy mieszkanie na pierwszym piętrze starej kamienicy. Nie lubił jej, przyprawiała go o dreszcze za każdym razem gdy przekraczał próg. Jakaś niewidzialna i prawie niewyczuwalna błona zaginała się by wpuścić go do środka. Pozostawało tylko wrażenie, że ma coś dziwnego na sobie i w sobie, ale nie może tego zdjąć ani usunąć w żaden sposób. Cóż się jednak stało ze studentem Wroną? Zdążył, na swoje szczęście. Jednak konsultacje go nie ominęły. Gdy los się na coś uprze, nie można mu w tym przeszkodzić…no prawie. Na szczęście jest save point. 2. Podejście drugie Wrona obudził się o godzinie 8.00. Barbarzyńska pora dla kogoś, kto zasnął o 7.00. Tym bardziej barbarzyńska, gdyż Wrona czuł się jakby go przeżuto i wypluto. Kilkukrotnie. Wstał więc mając w pamięci godzinę 9.45 jako godzina zero…