Komedia · 18 min czytania
Życiowe perturbacje Pertsyvki II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pertsyvka miała piątą z kolei zmianę na lotnisku, rozpoczynającą się na 15.00. Była tym bardzo zmęczona. Oznaczało to, że znów istnieje prawdopodobieństwo zostania po 23, a tego naprawdę nie chciała. Można by rzec, że w pracy obecna była jedynie ciałem, bo jej umysł nie pracował w ogóle. Siedząc przy swoim stanowisku pracy i tępo wpatrując się w ekran monitora, z którego próbowała coś czytać, ale jej się to i tak nie udawało, postanowiła wyrwać się z tego marazmu i wyjść przed lotnisko zapalić papierosa. Łudziła się, że może jakieś, nawet takie najmniejsze działanie, jak powłóczenie nogami przez 50 metrów doda jej trochę energii. Ledwo jednak tylko przekroczyła próg granicy celnej i przedostała się do strefy, gdzie znajdują się oczekujący na przylatujących ludzie, dopadł ją głos: - Bardzo Panią przepraszam...- Głos brzmiał miło. Pertsyvka jednak próbowała zastosować PRAWIE skuteczną taktykę, która polegała na udawaniu, że się nie słyszy i nie widzi pytającego, a jedynie idzie się jak najszybciej naprzód, gapiąc się w ekran monitora telefonu. Jednak teraz taktyka ta nie zadziałała, ponieważ właściciel głosu najwidoczniej nie chciał dać za wygraną. - Bardzo Panią przepraszam!- Anka usłyszała to pytanie przynajmniej po raz szesnasty tego dnia. “ O nie, znów jakaś sierota nie wie, gdzie jest Terminal numer 2, taras widokowy lub toaleta” Postanowiła jednak użyć resztek swojej dobrej woli i z wymuszonym uśmiechem odwróciła się w kierunku dobiegającego jej głosu. Jej wzrok napotkał na normalnie wyglądającego, młodego mężczyznę. - Tak?- Odpowiedziała, czekając na niezmiernie skomplikowane pytanie. Jednak jej niedoszły rozmówca nie odpowiadał, tylko patrzył na nią. - Słucham Pana? - Ponowiła pytanie. Mężczyzna znów nie odpowiadał, jedynie dalej wpatrywał się w Pertsyvkę, jakby miała co najmniej rozplaszczone ptasie odchody na klapach marynarki. Zlustrował ją kilka razy od stóp do głów, szczególnie uwagę skupiając na jej firmowej smyczy, po czym jej spojrzał prosto w oczy i zapytał: - Pani tu pracuje? Tego było już za wiele dla Pertsyvki, zwłaszcza dzisiaj. “ No kretyn”- Pomyślała. “ Stoję tu przed nim w tym obrzydliwym, wyświechtanym już uniformie, mam na sobie granatową spódnicę, kamizelkę i za dużą marynarkę ( “ Mamy tylko takie na składzie!”- Do dziś pamięta słowa oburzonej PANI DYSPOZYTORKI MAGAZYNU UNIFORMÓW, gdy śmiała zapytać, czy nie znalazłoby się coś bardziej w jej rozmiarze. Czy jesteś ważącym 118 kilogramów mężczyzną, czy filigranową kobietką, nie ma zmiłuj! Marynarki są w jednym rozmiarze). Ponadto odziana jestem w czarne rajstopy, czarne szpilki, białą koszulę, granatową, oczywiście firmową apaszkę, na szyi mam zawieszoną przepustkę, co prawda ze zdjęciem, na na którym wyglądam, jakby mnie szukała policja w każdym państwie na świecie, a wszystko to okraszone napisem Polskie Linie Lotnicze LOT. Nie, kolego, nie pracuję tu! Pomyliłam autobusy, chciałam pojechać na basen i niechcący trafiłam na lotnisko” Zaszczyciła swojego rozmówcę jednym z najbardziej pogardliwych spojrzeń, jakie miała w swojej ofercie( a miała ich naprawdę sporo ) i wysyczała: - Nie pracuję, ale bardzo bym chciała. Bo widzi Pan, tak naprawdę to jestem dewiantką seksualną i strasznie mnie podnieca przebieranie się w takie różne pseudomundurki. Byłam już w ubrana w uniform akordeonisty z Ochotniczej Straży Pożarnej, kolejarza, kanara, spawacza, policjantkę z drogówki, górnika, więc sobie pomyślałam: Dlaczego by się nie przebrać za kogoś kto pracuje dla państwowych linii lotniczych?Trochę trwało, zanim skompletowałam całą wyprawkę, ale opłaciło się. A wie Pan dlaczego? Bo Pan zwrócił na mnie uwagę. Bo jeśli choć jedna, jedyna osoba stwierdzi, że może mnie potraktować jako osobę tu pracującą, to znaczy, że mój trud nie poszedł na marne. A nic mnie tak dodatkowo nie podnieca, jak zaczepienie mnie w przebraniu. Pertsyvka zakończyła swój kilkudziesięciosekundowy monolog zalotnym, aktorskim mrugnięciem oka i wpatrywała się w osłupiałego i znieruchomiałego mężczyznę z dziką satysfakcją. “ Ale mu dowaliłam! Jeśli nie jest jakoś wyjątkowo tępy to powinien to załapać i pozwolić mi sobie pójść”. Po chwili wyraz twarzy mężczyzny zmienił się radykalnie. Początkowy znak zdumienia i niedowierzana zastąpił uśmiech... satysfakcji. - Nawet Pani nie wie, jakie mam dziś niebywałe szczęście, że Panią spotkałem. Miło mi Panią poznać. Jestem Piotr Kostowski- Mężczyzna w tym samym czasie przedstawiał się Pertsyvce i machał do kogoś, zachęcając do bliższego podejścia. Po chwili Pertsyvka stała obok “ swojego” nieznajomego, a przed nimi potężnie zbudowany meżczyzna z kamerą na ramieniu, oślepiał ich niesamowicie mocną lampą. Do Anki dotarły słowa: “ Piotr Kostowski, witam Państwa. Jesteśmy dzisiaj na warszawskim Okęciu, gdzie od kilku dni panuje niezbyt miła atmosfera. Spowodowane jest to opóźnionymi lotami, brakami personelu, a także długim czasem oczekiwania na swoje bagaże. Wszystko to dzieje się w środku sezonu, tak więc sfrustrowanym pasażerom zaczynają puszczać nerwy. Ale nie tylko im. Zła sytuacja w porcie lotniczym daje się we znaki także i osobom tu zatrudnionym. Gdy spytałem się stojącej obok mnie pracownicy lotniska, czy tu pracuje, jej pierwszymi słowami były...” Pierwszą myślą Anki, która wydawało się, że wrosła w ziemię była myśl: “ Już tu nie pracuję”, zaś drugą : “ O kurwa mać. Jeszcze nikt nigdy nie wyleciał stąd z takim hukiem.” W czasie, gdy Pertsyvka przeżywała swój dramat, jej przełożona jadła w biurze pączka. Z marmoladą. Truskawkową. Była człowiekiem, z typu tych, ktorzy tak naprawdę nie wiedzą za wiele, ale jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, fartem lub dobrze zawartą znajomością doszła do wyższego, kierowniczego stanowiska, które było jej życiową dumą i sukcesem. Takie osoby mają kilka niezaprzeczalnych, rozpoznawalnych cech: 1. Zawsze są przekonane o swojej racji, chociażby nie wiem jakie głupoty opowiadali. 2. Nie przyjmują słów krytyki, właściwie tylko dlatego, że nie muszą, ponieważ mało osób ma chęci, aby im to uświadomić, gdyż doskonale zdają sobie sprawę, że zostanie to niezrozumiane lub zrozumiane opatrznie. Prowadzi to do wzmocnienia punktu pierwszego. 3. Zawsze, kiedy tylko mogą podkreślają swoje stanowisko- czyli kto tu rządzi. Mogą to robić na rozmaite sposoby: posłanie jednoznacznego spojrzenia, upomnienie, a czasem wręcz wprost wypowiedziane zdanie: Póki co, to ja tu decyduję. 4. W poważniejszych momentach przyjmowanie pozy i min mega ważnej osoby. Poważna twarz, kiwanie głową i wtrącenia typu : Tak, rozumiem Pana, ale niestety... 5. Strach przed zmianami. 6. Gdy sytuacja robi się zbyt gorąca zostawianie nawału pracy swoim podwładnym i udawanie, że się pracuje nad czymś bardzo niecierpiącym zwłoki na zapleczu. 7. Pozowanie, że się lubi wszystkich i ze wszystkimi chce się żyć w jak najlepszych stosunkach, a tak naprawdę żyje się najlepiej z tymi, ktorzy się najbardziej podlizują. Przełożona Pertsyvki spełniała wszystkie powyższe kryteria, ponadto zaczynała pracę jeszcze w głębokim PRL-u, co było dodatkowym obciążeniem dla młodych osób, które z nią musiały współpracować. Nie mogła zaakceptować, że tamta epoka już dawno się skończyła, a bardzo często jej logika i sztuka argumentacji z młodszym “ kolegą” sprowadzała się do konkluzji : “ Jestem od Ciebie starsza, więc...” I tu odpowiednio do nastroju następowała selekcja wyrazów- “...więc wiem więcej, mogę więcej, rozumiem więcej itp. “ Kuriozalnym faktem było także to, że pracując na międzynarodowym lotnisku, na stanowisku kierowniczym Pani Kierowniczka znała język angielski na takim poziomie, na jakim Pertsyvka znała język rosyjski. A ta potrafiła po rosyjsku napisać jedynie swoją piękną ksywkę. Siedząc w wygodnym fotelu, przełykając ostatnie kęsy pączka z truskawkową marmoladą i dotykając otłuszczonym palcem prawego przycisku myszki, aby jak najlepiej rozdać karty w pasjansie, Pani Kierowniczka była przekonana, że spokojnie, tak jak co dzień zakończy się jej dzień pracy. - Pani Grażyno, przepraszam bardzo, mogę się o coś spytać?- Głos jednej z pracownic, Ani, przerwał jej strategiczne myśli i sprawił, że pod wpływem nagle przerwanej ciszy ześlizgnął się jej palec z myszki, przez co straciła szansę na naprawdę dobre rozdanie. “ No nie, to sobie moment wybrała”- Pomyślała wyraźnie oburzona,a do Pertsyvki zwróciła się słowami: - Tak? O co chodzi, Aniu? - Chyba mamy mały problem.- Anka sama się zastanowiła nad tym, co powiedziała. Czy aby na pewno mówienie do dziennikarza podczas służby, że jest się dewiantem seksualnym to mały problem? Słowo “problem” nigdy nie zapowiadało niczego przyjemnego, to oczywiste, ale reakcja Pani Kierowniczki na nie była wyjątkowo gwałtowna. - Matko Przenajświętsza, co się stało?!- Wykrzyknęła Pani Grażyna, prawnie zakrztuszając się resztką swojej słodkości, jednocześnie blednąc, wstając z fotela i zdejmując teatralnym gestem okulary. Po całym tym rytuale spojrzała wyczekująco i z paniką w oczach na Pertsyvkę,…