Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 15 min czytania

Życzenie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Noc oplotła już świat czarną grzywą, okryła całunem mgły, czającej się nisko nad ziemią, między drzewami. Jedynie migoczące złociście gwiazdy mąciły mrok, który tak pieczołowicie zagarnął las w posiadanie. Jorelia westchnęła z zachwytem, wciągając głęboko do płuc haust świeżego powietrza. Pachniało słodko stokrotkami, które tuląc się do siebie, zaścielały polanę – miejsce postoju dziewczyny. Wiatr, buszujący dziko w zielonych liściach, roztaczał woń niezależności, cudownej swobody, wiecznej wędrówki w nieznane. Jorelia zadrżała i szczękając zębami, dokładniej opatuliła się kocem. Ignorując gałązki wbijające się w plecy, wyszczerzyła zęby w uśmiechu.. Nareszcie jest wolna, wolna od wszystkiego, co tak długo krępowało ją i więziło. Wolna od pogardliwych spojrzeń, piekących pręgów na plecach, bólu szklącego się łzami w smutnych oczach. Wolna od wstydu, barwiącego na czerwono policzki. Uśmiech na twarzy dziewczyny przemienił się w gorzkie skrzywienie ust. Oczy pociemniały, przybierając barwę nieba, naznaczonego teraz świetlistą smugą spadającej gwiazdy. Jorelia uważnie obserwowała jej lot, powtarzając w myślach wciąż to samo zdanie, niosące się po duszy nieprzerwanym echem: „Pozwól mi zapomnieć”.

***

- Wiesz, córciu… Jak ujrzysz kiedyś ogoniastą gwiazdę przecinającą nieboskłon, pomyśl życzenie. Może się spełni – Kobieta przytuliła czule białowłosą kilkulatkę. Dziewczynka wdrapała się na matczyne kolana i w zastanowieniu potarła podbródek. - I mogę prosić o co zechcę? O wszystko? Nawet o pieska? - Tak, nawet o pieska – matka roześmiała się perliście – O wszystko, co tam już sobie wymarzysz. - Ale… Ale jak? To są jakieś czary? - Myślę, że można to nazwać magią… Bo gwiazdy mają moc, córciu. Mają moc tak wielką, że zwykły człowiek nie potrafiłby objąć jej umysłem. – Kobieta z rozmarzeniem spojrzała w niebo. – Gwiazdy kryją wiele tajemnic. Kto wie? Może kiedyś ludzie znajdą sposób, by wzlecieć w przestworza i postawić stopę na gwieździe, przejść się po księżycu… Jorelia przekrzywiła głowę. - Tylko…Jak to jest z tymi życzeniami? Gdyby tak było, każdy człowiek byłby szczęśliwy. Nie raz widziałam przecież taką gwiazdkę. Na pewno dużo ich jest, więc każdy może sobie pomyśleć życzenie i mieć wszystko, co zechce. Kobieta uśmiechnęła się i pogładziła małą po głowie. - No właśnie. Dlatego gwiazdy spełniają życzenie tylko raz w życiu. Jeden raz i kropka. Oczywiście nie zawsze, to byłoby zbyt proste. Trzeba naprawdę gorąco pragnąć i – co najważniejsze – ślepo wierzyć w gwiezdną moc. Bo to wiara czyni cuda. Wiara jest wszystkim.

***

Jorelia zacisnęła powieki, czując wzbierające się pod nimi łzy. Nic to jednak nie dało, lśniące krople pociekły po twarzy, pozostawiły na ustach słony posmak smutku. Dziewczyna wyrwała garść miękkiej trawy, przygryzła wargi aż do krwi. Przed oczami zaczęły przesuwać się obrazy. Tak barwne, tak żywe i realne. Przerażająco realne.

***

Opadła głucho na podłogę, wydając cichy jęk. Szkarłatna strużka popłynęła po policzku, skapnęła na dywan. - Dziwka! Dziewczyna skuliwszy się, objęła głowę rękami, zakryła uszy – nie chciała słyszeć, słowa raniły dotkliwiej niż razy bezlitosnej dłoni. - Taka sama jak matka! Daje po kątach, głupi darmozjad! Jorelią zatrząsł szloch, który po chwili przerodził się w rozpaczliwy jęk. Ojciec syknął karcąco. Poczuła duszący ciężar, kiedy mężczyzna ukucnął nad nią, wydając pogardliwy rechot. Wrzasnęła przeciągle, targnęła głową, chcąc uwolnić się od żelaznego uścisku. Zaczęła kopać, szarpać się, próbowała gryźć – na próżno. Mężczyzna skutecznie ją unieruchomił, a teraz z błyskiem w oku przyglądał się jej daremnym wysiłkom. Poczuła że słabnie, że siła wycieka z niej w zastraszającym tempie, ręce mdleją, a serce tłucze się boleśnie w piersi. - To koniec dziecino…

***

Jorelia zerwała się gwałtownie z posłania. Zaplątawszy nogi w koc, straciła równowagę i mląc w ustach przekleństwo, runęła na ziemię. Wstała niezgrabnie i chwiejnym krokiem podeszła do rozłożystego drzewa. Oparłszy się ciężko o pień, lekko potarła go policzkiem. Kora była chropowata, gdzieniegdzie upstrzona zielenią mchu, przyjemnie chłodna. Niosła ulgę rozpalonemu ciału, studziła żar bijący od dziewczęcej twarzy. Jorelia odetchnęła głęboko, przeczesując palcami białe włosy, bezładnie plączące się na karku, wzburzona falą opadające na ramiona. Próbowała opanować rozpacz, jednak ona uparcie pieniła się w głowie, błyszczała w kącikach oczu, drżała na wargach. Jorelia buńczucznie spojrzała w niebo, wykrzywiając usta w gniewnym grymasie. - Przecież spełniasz życzenia! Mojego jeszcze nie spełniłaś! Zrób to teraz! – krzyknęła. Jej wzrok błądził wśród milionów świetlistych punktów, mrugających wesoło, odcinających się wyraźnym blaskiem od głębokiej czerni. - Cholera! Nie chcę pamiętać! Nie chcę! Odpowiedziało jej tylko pohukiwanie sowy i szczebiot świerszczy grających w zaroślach. - Nie chcę! – krzyk poniósł się po lesie, spłoszył ptaki siedzące na gałęziach, prześlizgnął się między grubymi konarami i wsiąknął w noc. „Twoja wina” - Nie… - szepnęła dziewczyna.

***

Uklękła przy bezwładnym ciele, stygnącym na przesiąkniętej szkarłatną posoką podłodze. Na rozrzuconych do tyłu rękach znaczyły się zadrapania, jedna z nóg, wydzierających czerwienią spod spódnicy, wygięta była pod nienaturalnym kątem. Dziewczyna delikatnie chwyciła za matczyną głowę, czule odgarnęła skołtunione włosy. Z bladej twarzy patrzyły ziejące pustką oczy, na ustach zastygnął ból. Jorelia nie wierzyła, a raczej nie chciała wierzyć. - Mamo, obudź się… - powiedziała, pociągając kobietę za rękę - Mamo, proszę, przecież nic ci nie jest. Mamo… - jej cienki głosik zadrżał. Zaczęła potrząsać ciałem, coraz mocniej i mocniej, z coraz większą paniką w oczach. - Mamo! Dziki szloch wstrząsnął dziewczyną, która utuliwszy martwą kobietę, kołysała się do przodu i do tyłu, kołysała się i płakała. Z letargu wyrwało Jorelię skrzypnięcie podłogi. Odwróciła się gwałtownie i zamrugała kilka razy, w niedowierzaniu wpatrując się w potężną sylwetkę. Mężczyzna chwiał się na nogach, stawiał do przodu niepewne kroki, zataczając się na wszystkie strony. Przywlókł ze sobą odór zestarzałego potu, gorzałki… i śmierci. Dziewczyna pobladła, zauważywszy na dłoniach i ubraniu mężczyzny rdzawe plamy. Prawda uderzyła w nią z całą siłą rozpędu. - Jak…Jak mogłeś? – spytała łamiącym się głosem – Jak mogłeś to zrobić? Mężczyzna parsknął cicho, jego rozbiegany wzrok błądził przez chwile po pomieszczeniu, by w końcu spocząć na dziewczynie. - Ja?? Zastanów się lepiej, co mówisz, dziecko. - Nie kłam! – wrzasnęła Jorelia, zrywając się na nogi – Jak możesz tak paskudnie łgać?! Jesteś… Jesteś nikim, jesteś parszywym, parszywym… Mężczyzna zaśmiał się drwiąco. - Nawet kląć nie potrafisz, głupia… - mruknął - Zastanów się… To Twoja wina! Tak zabiłem ją. Przez ciebie! – zaczął krzyczeć, oblicze poczerwieniało mu ze złości – Gdyby nie ty, bylibyśmy szczęśliwi! Ty zawsze wszystko psułaś, dziwko! To przez ciebie się puściła, przez ciebie, wszystko przez ciebie! Zabiłem ją, bo mnie do tego zmusiłaś……

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Życzenie — czytnik · opowiadania