Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 48 min czytania

Żyjesz aby cierpieć

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

1.

Na dworze zerwał się wiatr, mrok otulił niebo. Miasto bije blaskiem lamp, rozświetla głuchą noc. Mieszkańcy pogrążyli się we śnie, wszędzie panuje cisza. Na ulicach nie ma żadnych aut. Wokół tylko mrok, spokój. To właśnie one nadają sens naszemu życiu. Znalazłam się w windzie, podążałam do drzwi na końcu korytarza. Nawet nie pukałam, od razu weszłam do środka. W mieszkaniu było ciemno, z łazienki słyszałam lejącą się wodę, przez szparę spod drzwi leciała para. Widziałam wszystko jak przez mgłę. Nie byłam w stanie myśleć, niepewnie podeszłam bliżej łazienki. Zauważyłam, że drzwi są lekko uchylone, pchnęłam je moją drżącą ręką. Ustąpiły, bardzo powoli ukazując mi wnętrze. Pierwsze co ujrzałam, był prysznic, drzwi kabiny nie zostały zamknięte, przez co woda ciekła po podłodze. W brodziku siedziała dziewczyna, oparta plecami o ścianę. Była naga, woda strumieniem lała się po niej i mieszała wraz z krwią przy odpływie. Tuż obok stopy dziewczyny leżał podręczny scyzoryk, na nim również znajdowała się krew, pochodziła z przeciętych żył nadgarstka. Ten widok sparaliżował mnie. Nie myślałam wtedy co robię- weszłam do tej kabiny. Usiadłam obok dziewczyny, objęłam ją ramieniem, a jej głowę przyłożyłam do swojej piersi. Woda teraz lała się po mnie, a serce i gardło ściskał mi ból. Czułam gorycz, łzy ciekły mi po policzkach. Tuliłam w objęciach dziewczynę, tak jak matka tuli swe dziecko, gdy płacze. Pomyślałam wtedy- żyjesz aby cierpieć, cierpisz aby żyć.

2.

Siedziałam w fotelu, oglądałam telewizję. Za oknami zapadł zmrok. Byłam w mieszkaniu sama. Ciszę niespodziewanie przerwał dźwięk telefonu.- Aż podskoczyłam. Szybko pobiegłam odebrać, do głowy mi nie przyszło kto to może być. -Tak słucham.- Mój głos wydał mi się nienaturalnie sztuczny. Po drugiej stronie słuchawki nikt się nie odzywał. Miałam już zamiar odłożyć ją na widełki, kiedy ją usłyszałam. -Karen...pomóż mi...proszę.- Słowa te zostały wypowiedziane z ogromną trudnością. -Nicole to ty? Gdzie jesteś, co się stało? -Karen...proszę...w domu. -Nicole! Nicole! -Przyjedź tu...- Nastąpił odgłos rozłączenia. Karen jeszcze przez chwilę stała ze słuchawką w dłoni. Nicole była jej siostrą, dlatego bardzo zaniepokoiło ją jej zachowanie. Dziewczyna w pośpiechu ubrała się, chwyciła za kluczyki od auta i pojechała do mieszkania siostry.

Karen siedziała wraz z Nicole pod prysznicem. Obejmując siostrę, wiedziała, że ta nie żyje.

3.

Kilka dni później Karen stała wśród zebranych ludzi. Wszyscy ubrani byli na czarno, znajdowali się na cmentarzu. Padał deszcz, niektórzy nie mieli parasoli, ale w tej chwili nie było to istotne. Najważniejsza była trumna, a w niej martwe ciało Nicole. Pastor skończył mówić, trumna zjeżdżała na dół w głąb ziemi, jak do nie odkrytej kopalni. Na twarzach zebranych widoczny był ból, niektórzy ronili łzy. -Karen, chodźmy, już po wszystkim.- Dziewczyna odwróciła się ku mężczyźnie, mężowi. -Proszę cię, pozwól mi zostać z nią jeszcze chwilkę. -Ale twój ojciec...- Dziewczyna odszukała wzrokiem ojca. Płakał, klęczał w błocie nad grobem córki i po prostu płakał. Karen powoli podeszła do taty, kucnęła obok i rzuciła mu się w ramiona. Teraz oboje płakali. -Tato musimy już iść.- Dziewczynie z trudem przyszło mówić. -Ona była taka młoda, piękna... -Tato proszę cię... -Jest taka samotna w tej trumnie. Bóg jest okrutny! Najpierw zabrał mi żonę, a teraz młodszą córkę. -Tatusiu Nicole sama odebrała sobie życie. Nie wiem dlaczego, ale dojdę prawdy...- Powiał ostry wiatr, Karen odruchowo zasłoniła dłonią oczy. Jej wzrok padł na trumnę, niewiadomo czemu była otwarta. W środku spoczywała Nicole, ubrana w piękną granatową sukienkę, jej kasztanowe włosy okalały poduszkę, dłonie splecione ze sobą łączyły się na brzuchu. Miała piękną spokojną twarz. Nagle otworzyła oczy. Spojrzała na Karen, wyciągnęła ku niej palec i powiedziała- On powinien tu leżeć, nie ja! Karen zemdlała...Nic co widzimy nie jest prawdą, ale może się nią stać jeżeli w nią uwierzymy. Kiedy dziewczyna oprzytomniała wydarzenia ostatniego tygodnia wydały jej się snem, sennym koszmarem. Siedziała w samochodzie, cała utytłana w błocie. Obok niej spoczął jej mąż John, wycierał chusteczką bród z twarzy kobiety. -Kochanie jak się czujesz? Jedziemy do domu. -John, co z moim ojcem? -Brat się nim zajął, spokojnie. Samochód BMW pomknął przez cmentarz, ulicami miasta prosto do mieszkania Karen. Mężczyzna pomógł wysiąść żonie, objął ją ramieniem i razem udali się do zacisza własnego domu. Kiedy przekroczyli próg, Karen powoli poszła do sypialni. Swoje ruchy wykonywała flegmatycznie. Powoli rozebrała przemoczone rzeczy, stała nad łóżkiem całkiem naga. -Kochanie???- John z ukrycia przyglądał się żonie. Podszedł do niej i mocno przytulił. Czuł jak dziewczyna drży w jego objęciach. Mężczyzna wyciągnął z garderoby ciepłe suche ubranie, a następnie ubrał żonę. Karen otumaniona położyła się do łóżka, John nakrył ją kołdrą i ucałował w policzek.- Kocham cię Karen, przejdziemy przez to razem.- Mężczyzna wyszedł. Dziewczyna położyła się na prawym boku, spojrzała przez okna, wciąż padało. Myślała o słowach ojca. Jej matka zginęła 2 lata temu w wypadku samochodowym, a teraz straciła o 3 lata młodszą siostrę. Karen miała 21 lat, John był nie tylko jej kochankiem i mężem, ale również przyjacielem. Zawsze miała w nim oparcie(był od niej 5 lat starszy). Stanowili wspaniałe małżeństwo, byli ze sobą szczęśliwi, mieli wymarzone posady i dostatnie życie. Karen była pisarką, wydała wiele powieści romantycznych, John natomiast był prawnikiem. Dziewczynie został teraz tylko ojciec- Garret i oczywiście John. Z Nicole miała dobry stosunek, często mówiły o swoich problemach, nowinach. Jej siostra od kilku lat spotykała się z pewnym chłopakiem Thomasem, sugerowała wtedy, że to coś poważnego. Karen usnęła, ostatnie myśli rozpłynęły się, zastąpiła je czerń, pustka. Czarna kopalnia bez dna. Z mroku wyłania się trumna, bez ciała. Nicole w niej nie było, zatopiła się w nicości. W sen wdarł się głos- "Żyjesz, aby cierpieć". Dziewczyna otworzyła oczy, za oknem zapadła noc, mąż spał obok niej w łóżku. Karen przekręciła się na lewy bok. Twarzą nad jej twarzą pochylała się Nicole. Siedziała skulona przy nocnej szafce, tuż przy łóżku, rękoma trzymała prześcieradło, paznokcie wbiły się w materiał. Karen raptownie usiadła na łóżku jednocześnie krzycząc. Siostra zniknęła. -Miśku co się stało?- Mąż wyrwany z głębokiego snu położył dłoń na ramieniu dziewczyny. -Przepraszam, miałam zły sen. Już dobrze, śpij. Oboje położyli się z powrotem , dziewczyna wtuliła się w mężczyznę. Drżała, a jej ciało oblał zimny pot, starała się zasnąć jednak nie dane jej było jeszcze tej nocy zaznać snu.

4.

Kiedy nastał świt dziewczyna wstała z łóżka. Była zmęczona po nie przespanej nocy. Ukradkiem udała się do łazienki, John jeszcze spał. Kobieta spojrzała na swoje odbicie w lustrze. -Boże...przecież to nie ja.- Karen osunęła się na umywalkę. Łzy płynęły jej po rozgrzanych policzkach.- Nicole przepraszam cię...nie mogłam.- Kobieta z głośnym plaśnięciem usiadła na podłodze, łzy przerodziły się w szloch. John obudził się, szybko zeskoczył z łóżka(mało co nie potykając się o zmierzwione prześcieradło) i udał się do łazienki. Wpadł do niej jak wicher, zlustrował sytuację i już siedział obok żony tuląc ją. -Kochanie już jestem, ciii. -Dlaczego John? Dlaczego Nicole to zrobiła...nie mogę zrozumieć, ale dowiem się dlaczego. Już mi lepiej dziękuje, umyję się. -Dobrze, a ja pójdę zaparzyć kawę. Jestem w kuchni.- John stanął w drzwiach, miał wyjść, jednak się odwrócił. -Nic mi nie jest.- Rzuciła uspokajająco kobieta, wchodząc pod prysznic. Dziewczyna świeża po myciu, pełna optymizmu ścieliła łóżko. Wygładziła starannie prześcieradło, a wtedy jej wzrok padł na podarty materiał. Było w nim 10 małych półokrągłych dziurek. Karen specjalnie przyłożyła swoje palce tak aby pokryły się ze skazą. Nie można było się pomylić, to były odciski wbitych paznokci. Zeszłej nocy zrobiła to Nicole. John siedział przy stole w kuchni i popijał kawę. Niespodziewanie do pomieszczenia weszła Karen. Usiadła naprzeciwko męża, wzięła od niego filiżankę z płynem. Przełknęła głośno po czym zamknęła oczy. -Cwaniaczku jest ok.?- John chciał żonie poprawić humor, zawsze się tak do niej zwracał, aby ją rozweselić. Karen otworzyła oczy i obdarowała partnera szczerym uśmiechem.- John czy Thomas był wczoraj na pogrzebie? -Był, stał koło mnie. A dlaczego pytasz? -Nie pamiętam żebym go widziała. Muszę z nim porozmawiać. -Chyba nie dzisiaj?!- John zrobił jedną ze swoich głupich min, których Karen nie znosiła. -Nie patrz tak na mnie! Nie dzisiaj, w niedalekiej przyszłości.- Karen raptownie wstała od stołu, opuściła kuchnię. John chciał krzyknąć za nią, żeby się tak nie zachowywała, ale dał sobie spokój. Gniew to oznaka bólu. Sflustrowana dziewczyna szła prosto do sypialni. Przed oczami ujrzała obraz rodzinnego domu( był on położony nad jeziorem na skraju lasu, podjazd wyłożony był żwirem) Karen poleciała do przodu. Upadła raniąc kolano o kamienie. Jawa zniknęła, dziewczyna siedziała na podłodze sypialni. Jej kolano pulsowało bólem, spojrzała na nie. W skórze pod rzepką wbity był kamyczek. Karen ostrożnie go wyjęła, w rance sączyła się krew. Trzymając go w palcach wiedziała, że to kamyk z podjazdu domku nad jeziorem.

5.

Thomas usłyszał pukanie, kiedy otworzył drzwi wejściowe(swojego domu) ujrzał na progu Karen. -Cześć Tomy.- Dziewczyna uśmiechnęła się do mężczyzny. On natomiast zaprosił gościa do salonu. Karen wygodnie usiadła na sofie, Thomas spoczął obok niej. Oboje popijali przygotowaną wcześniej herbatę. Mężczyzna był bardzo przystojny, ale nie tak jak John. Karen dobrze znała Tomiego, gdyż chodził z Nicole dłuższy czas. -Jak twoje samopoczucie Karen? -Staram się żyć w miarę normalnie. Chcę również zrozumieć dlaczego moja siostra odebrała sobie życie. Mam nadzieję, że pomożesz mi dojść prawdy?- Chłopak zmieszał się. -Karen nie wiem czy będę mógł ci pomóc. -Dlaczego?- Kobieta nie ukrywała zdziwienia. -Bo widzisz, kilka miesięcy temu zerwaliśmy z Nicole.- Karen pogubiła się w tym wszystkim. -Jak to zerwaliście kilka miesięcy temu? Nicole mi mówiła, że myślicie o ślubie. Nie mogę uwierzyć, że mi o tym nie powiedziała. -Pokłóciliśmy się, każdy z nas powiedział różne przykrości i tak się skończyło. Ona raczyła mi zdradzić, że ma kogoś. Nie mogłem w to uwierzyć, myślałam, że mówi tak żeby mnie zdenerwować. Niestety to była prawda. Chciałem oświadczyć się jej, ale powstrzymywało mnie zachowanie Nicole. -Kiedy dokładnie psuło się między wami? -Od urodzin Alison. Byliśmy razem na jej przyjęciu w dyskotece. W pewnym momencie poszedłem do toalety, a kiedy wróciłem, Nicole tańczyła na parkiecie z jakimś gościem. Po powrocie do domu spytałem ją o tą sytuację, to na mnie naskoczyła. Potem dowiedziałem się, że to był Andrew- przez niego zerwaliśmy. Nicole powiedziała, że go kocha, a ja mam się usunąć z jej życia. I tak też zrobiłem.- Mężczyzna mówił z lekkim trudem, wyglądało, że cała ta sytuacja sprawia mu ból. Kochał Nicole. -Thomas przykro mi. Nie chce mi się wierzyć, że Nicole mogła być taka podła. -Nie znałaś jej Karen. -Jak to nie znałam?! Przecież była moją siostrą.- Kobiecie do oczu napłynęły łzy. -Przykro mi, ale Nicole, którą ty znałaś nie była tą samą osobą, którą ja poznałem. Kiedyś była inna, ale pokazała prawdziwą siebie.- Chłopak widząc, że kobieta płacze, objął ją.- Przepraszam cię Karen, nie chciałem ci sprawić przykrości. -Thomas...co mogło skłonić ją do somobójstwa? Znasz tego mężczyznę co z nim tańczyła? Może z nim pomówię i czegoś się dowiem. -Nie mam pojęcia kim jest ten koleś, twoja siostra mnie zraniła...Nie mogę ci pomóc. Karen nie zadręczaj się tak, to nie była twoja wina. Ona sama wybrała śmierć. -Właśnie! Coś musiało ją sprowokować do tego. -Życie.

Kobieta wracała do domu, prowadząc auto jednocześnie zadzwoniła, z komórki do męża. Sygnał był zajęty, John z kimś rozmawiał,(tylko z kim?). Karen stała w korku, ze zniecierpliwieniem pukała opuszkami palców o kierownicę. Ze znudzeniem spojrzała w okno od strony kierowcy, stało tam inne auto czekające na ruszenie. Za kierownicą tego samochodu siedziała jakaś kobieta, była w aucie sama. Karen spojrzała we wsteczne lusterko i ponownie odwróciła wzrok ku nieznajomej kobiecie. Na miejscu pasażera teraz ktoś siedział i bacznie przyglądał się Karen. Była to Nicole, uśmiechnęła się do siostry i przyłożyła do szyby rękę. Trzymała w niej fotografię przedstawiającą rodzinny dom nad jeziorem. Na zdjęciu koło werandy stały- jako dzieci, Karen i Nicole, trzymały się za ręce i całowały w policzki. Kobieta zrozumiała, że siostra chce jej coś przekazać, a dokładnie ma pojechać do rodzinnego domu. Tak więc dziewczyna, kiedy tylko korek ruszył, udała się nad jezioro. Poza miastem zjechała z drogi stanowej i tłukła się leśną gruntówką przez las. Po pewnym czasie ujrzała spokojną tafle wody, na jej brzegu malował się zarys domu. Nie był on duży, jednopiętrowy z kilkoma pokojami, drewniany domek. Karen dawno tu nie zaglądała, chyba od śmierci mamy. Od tamtego czasu i tak nikt w nim nie mieszkał, ponieważ tata czuł się w nim samotny. Ojciec dziewczyny po stracie żony zamieszkał wraz z bratem w mieście, a ten dom został zapomniany przez ich rodzinę. Nie do wiary, że od tak sobie można wymazać z pamięci rodzinny dom. Przecież chwile w nim spędzone były takie szczęśliwe, może właśnie dlatego tata czuł ogromny ból. Kochał żonę ponad życie, a jak jej zabrakło to stracił cząstkę siebie. Teraz jeszcze odeszła Nicole, jego mała córeczka. Cóż, życie rani nas, musimy stawić czoło problemom, wiadomo jednak, że to jest trudne. Karen zaparkowała na podjeździe, gdy wyszła z auta powiał wiatr. Idąc w stronę drzwi żwir brzęczał jej pod nogami. Dom to była kompletna ruina, nikt się nim nie zajmował przez te lata. Kobieta weszła po schodach na werandę. Na ostatnim stopniu potknęła się i o mało co nie upadła. Uśmiechnęła się do siebie- od kąt tylko pamięta zawsze potykała się na tym schodzie. Kiedy opanowała uczucie deja vu, z torebki wygrzebała klucze. Dziewczyna otworzyła drzwi, w jej nozdrza wdarł się zapach zgnilizny i kurzu. W środku wszystkie meble były pozakrywane białymi prześcieradłami tworząc dziwne kształty. Karen przypomniał się pewien upalny letni dzień. Obie z Nicole kąpały się w jeziorze, ojciec z mamą siedzieli na leżakach opalając się na trawie. W radiu, które mama wyniosła na dwór śpiewał Bruce Springstin- Streets of Filadelfia. Nicole wybiegła z wody, jakby ją parzyła, krzycząc- wąż. Oczywiście wszyscy wpadli w panikę, ale niepotrzebnie. Nicole ich nabrała wrzucając do jeziora gumową jaszczurkę. Siostra Karen zawsze robiła jakieś psikusy. To były piękne czasy, wszystko wydawało się jej takie proste. Kobieta powoli udała się do swojego pokoju na piętrze. Weszła do środka, wszystko stało tak jak je zostawiła przed laty, tata nic tutaj nie zmienił. Dziewczyna usiadła ciężko na zakurzonym łóżku, zebrało jej się na płacz. -Nicole co się z tobą stało?- Drzwi pokoju niebezpiecznie zaskrzypiały, jakby ktoś je pchnął. Niespodziewanie zadzwonił telefon komórkowy, kobieta wzdrygnęła się ze strachu. Dzwonił do niej mąż. -Kochanie gdzie jesteś? Długo cię nie ma i zaczynam się martwić.- John nawet nie musiał jej w tym upewniać, wszystko zdradził jego glos, pełen troski i niepokoju. -Nic mi nie jest, zaraz będę.- Karen nie chciała ujawnić gdzie teraz się znajduje. Nie miała żadnych tajemnic przed mężem, ale to wolała zachować dla siebie. -Ale gdzie jesteś Miśku?- Mężczyzna stał się uciążliwy, dziewczyna po raz pierwszy przed nim skłamała. -Stoję w korku, gdzieś za pół godziny powinnam już wrócić. Dlaczego pytasz stało się coś? -Nie, nic się nie stało, tylko się martwię, to wszystko. No to buziaki. -No papa.- Dziewczyna się rozłączyła. Wrzuciła telefon do torby i opuściła swój pokój. Miała zamiar udać się prosto do auta, nie wiedziała po co właściwie tu przyjeżdżała. Stanęła przy schodach, usłyszała skrzypnięcie drzwi pokoju siostry. Pomyślała wtedy, że skoro tu już jest to tam wejdzie. Kiedy znalazła się w środku, bardzo się zdziwiła. W porównaniu z jej pokojem, tutaj wszystko zostało zmienione, w ogóle nie poznała tego pomieszczenia. Zupełnie jakby mieszkał tu ktoś inny, a nie jej siostra. Kobiecie przyszła wtedy dziwna myśl- może ktoś specjalnie zmienił wystrój tego pokoju. Była prawie pewna, że jej ojciec by się nie odważył tego zrobić. Był zbyt przywiązany do rodziny, chciał wszystko zostawić tak jak kiedyś. Więc, któż mógł tu wejść i zrobić coś takiego, w jakim celu? Karen zaczęła szperać po szufladach, szafach i komodach. Nie wiedziała czego szuka, czegokolwiek co było podejrzane. Niczego jednak nie znalazła, zawiedziona kopnęła w biurko. Odpowiedziało jej stuknięcie pod łóżkiem. Zaniepokojona pochyliła się, pod meblem było w miarę czysto. Żadnych papierków, śmieci, kurzu. Jednak coś tam leżało...kiedy kobieta na klęczkach wyciągnęła to, była bardzo zdziwiona. W rękach trzymała spinkę od mankietu. Karen bez zastanowienia wrzuciła ją do bocznej kieszeni torebki. Po chwili zeszła na dół, rzuciła ostatnie spojrzenie na wnętrze domu. Zamknęła drzwi i udała się do auta, po krótkiej chwili dom rozpłynął się w cieniu drzew. Dziewczyna pojechała prosto do swojego mieszkania, do męża.

6.

Karen po powrocie do domu weszła prosto do kuchni. Była bardzo spragniona, wyjęła z lodówki karton soku i wypiła go duszkiem. Przez moment kobiecie coś nie pasowało...Gdzie jest John? -Kochanie!?- Zawołała chowając równocześnie napój. -John jesteś w domu?- Mąż jej nie odpowiedział, nie było go w mieszkaniu. Kobieta zadzwoniła do niego z komórki, niestety był poza zasięgiem. Dziewczyna miała zamiar zrobić w wolnym czasie coś pożytecznego- chciała przygotować romantyczną kolację. Niestety jej plan przerwał dźwięk telefonu domowego. Karen pospiesznie odebrała. -Tak słucham. -Witaj córeczko.- Dziewczyna od razu poznała ten głos- to był jej ojciec-Garett. -Cześć tatku. Jak się trzymasz? -Nie powiem, że czuje się dobrze, ale jest lepiej niż było. Dzwonię bo mam do ciebie sprawę. Twój agent do mnie dzwonił i powiedział mi, że twoja ostatnia książka zrobiła ogromną furorę. -Naprawdę? Jak się cieszę... -Z okazji twojego sukcesu Mat(agent), chciał wydać małe przyjęcie. Jednak powiedziałem mu, że jesteśmy w żałobie, więc poszliśmy na kompromis. Urządzimy wystawną kolację dla nas, góra 4 osoby. Co o tym sądzisz? -Bardzo się cieszę, o ile to słowo pasuje w takich okolicznościach, mówię o Nicole. Na kiedy to zaplanowałeś? -Myślałem o jutrzejszym dniu. Po co to odkładać. O 19.00 w restauracji "Ambrasja". Nie zapomnij powiedzieć Johnowi. Kochanie muszę kończyć, bo wujek upiera się, że wiszę na telefonie. Całuje cię. -Kocham cię tatku. Buziaki. Karen odłożyła słuchawkę, w tym czasie drzwi wejściowe ustąpiły, wszedł jej mąż. Był zdziwiony, że kobieta jest już w domu. -Karen już jesteś? -Tak, a ty gdzie się podziewałeś? -Byłem w sklepie, szampon do włosów się już skończył. -Właśnie dzwonił do mnie Garett. Moja książka dobrze się sprzedaje i z tej okazji zaprasza nas na skromną kolację do restauracji jutro wieczorem. Co ty na to? -Bardzo się cieszę. Nie, stop. Jestem z ciebie dumny, że jesteś taką dobrą pisarką. No to o której mamy jutro tam być? -Na 19.00, w "Ambrasji". Chciałam zrobić kolację i romantyczny nastrój, ale przyszedłeś i nie zdążyłam. -Żaden kłopot, może być romantycznie i bez kolacji.- Mężczyzna wziął kobietę w ramiona i zaniósł ją do sypialni. Te późne popołudnie spędzili w łóżku, kochając się namiętnie.

Około siedemnastej następnego dnia Karen i John szykowali się do wyjścia na kolację. Dziewczyna miała na sobie seledynową sukienkę do kolan, która podkreślała jej piękne oczy. Malowała się w łazience, mąż zakładał swój ulubiony garnitur. -Kurde!- Krzyknął niespodziewanie John. -Co się stało, że się tak denerwujesz?- Zdziwiła się dziewczyna wychodząc z toalety. Stanęła w drzwiach, rękę oparła na biodrze i przyglądała się jak jej mąż niezdarnie pałęta się po sypialni. -Zgubiłem ją! -Co? -Spinkę od mankietu! - W głowie dziewczyny "zapaliła się lampka". Z niedowierzaniem i przerażeniem wyciągnęła z torebki spinkę, którą znalazła w pokoju Nicole. Podała ją mężowi pytając: -Czy to ta? -Tak, kochanie jesteś niesamowita, gdzie ją znalazłaś?- Kobieta poczuła się słabo, krew odpłynęła jej z twarzy. Jedynie zdołała coś wymamrotać. -Znalazłam ją pod łóżkiem... -Jesteś moim aniołem!- Mężczyzna podszedł do żony i pocałował ją czule w usta. - Szykuj się, nie chcemy się spóźnić!

Siedząc w restauracji przy stoliku wraz z ojcem i mężem, Karen była bardzo cicha, zamyślona. Ojciec po wielokroć pytał się o skutek jej złego nastroju, dziewczyna wykręcała się okropnym bólem głowy. Kilka razy próbowała się uśmiechnąć, ale coś jej nie wyszło. Ten wieczór miło spędzili, mimo iż Karen nie była taka pogodna jak zawsze. Garett kochał swoją córkę, która ma pogodne usposobienie, dlatego zmartwił się widząc jaka jest nieszczęśliwa. -Kochanie na pewno wszystko w porządku? -Tak tatku.- Jednak ta odpowiedź nie wystarczyła, ojciec czekał na dalsze wyjaśnienia.- Porozmawiamy o tym kiedy indziej, nie psujmy kolacji. -Trzymam cię za słowa. -Tata wziął w swoją dłoń, dłoń córki i delikatnie pocałował ją w śródręcze. Karen spojrzała na Johna, przesłał jej buziaka uśmiechając się lekko. Dziewczynie nie przyszło nawet do głowy jak spinka od jego garnituru znalazła się w domu nad jeziorem. Ostatni raz kiedy tam razem byli, z 2lata temu w lecie, John nie miał na sobie garnituru. Dziewczyna postanowiła, porozmawiać o tym z ojcem i nie wspominać mężowi. Nie chce mu niczego zarzucać, póki nie dowie się prawdy. Po powrocie do mieszkania Karen ze zmęczenia położyła się od razu do łóżka. John przysiadł na nocnej szafce. -Co się stało, dręczy cię coś? -John...-Rozmowę przerwała dzwoniąca komórka mężczyzny. Przeprosił żonę i wyszedł do kuchni odebrać. Karen bez najmniejszego szmeru stanęła przy drzwiach sypialni. Pierwszy raz podsłuchiwała, niestety do jej uszu dochodziły strzępki rozmowy. -O której wyszła?...Dzwoniłem. Nie wiem gdzie. Była. ....nie....co mam robić. .......wie o.... Kobieta usłyszała kroki męża, dlatego szybko wskoczyła pod kołdrę. Chciała udać, że śpi, ale uznała, że nigdy by tak szybko nie zasnęła. John nie zajrzał jednak do niej poszedł prosto do łazienki, kładąc telefon na stoliku w przedpokoju. Karen wiedziała, że prawdziwy związek opiera się na zaufaniu, ale mimo to znowu poderwała się z łóżka i bez szmeru udała do przedpokoju. Cała się trzęsła, cicho zabrała telefon ze stołu. Włączyła go, weszła w menu, następnie w połączenia odebrane. Niestety lista została skasowana, dziewczyna odłożyła na miejsce aparat. Nagle drzwi łazienki otwierały się powoli, kobieta spanikowała, schowała się we wnękę między przedpokojem, a drzwiami wejściowymi(tuż za łazienką). John wyszedł z pomieszczenia, zabrał po drodze telefon i skierował się w stronę sypialni. Karen niewiadomo dlaczego oblał zimny pot. Mężczyzna stanął we framudze drzwi, spostrzegł, że żony nie ma w łóżku. Dziewczyna szybko poleciała do kuchni, jednak nie udało jej się tego zrobić bez szmeru, po drodze kopnęła but, który uderzył w stolik, zwalając z blatu flakon. Naczynie roztrzaskało się na podłodze. -Karen?- Mąż ze zdziwioną miną odwrócił się w stronę hałasu.- Kochanie co ty kombinujesz? -Nic. -Oj ty czorcie mój. Już nie śpisz? -Nie coś nie mogę spać. Teraz muszę tutaj posprzątać. -Może ja to zrobię? -Poradzę sobie, ale jak chcesz mi pomóc to przynieś mi miotłę i szufelkę. Najlepiej będzie jak pochowamy te buty, bo się kiedyś o nie pozabijam. -Pewnie jesteś ciekawa kto zdzwonił? -Nie, nie jestem. Ufam ci. -Ta jasne, to był twój ojciec. Martwi się o ciebie, powiedz mi co cię dręczy? -John wiesz, że byłam u Thomasa. On mi powiedział, że Nicole z nim zerwała kilka miesięcy temu. -Wiem o tym. -Jak to wiesz?! Czy to tylko

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%