Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 9 min czytania

Żywe Trupy cz. 2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kolumna składająca się z trzech pojazdów, wjechała na rampę prowadzącą do windy. Pilnowało jej trzech mężczyzn, z karabinami maszynowymi Galil. Ci sami na widok pojazdów Rycerzy, unieśli też specjalnym kluczem bramę, która wcześniej blokowała drogę i nie zezwalała się przedostać w mury miasta, jakimś zdesperowanym mieszkańcom. Kiedy pojazdy wjechały na platformę windy, Jeff wyskoczył z Jeepa i pociągnął dźwignię wystającą ze ściany. Po chwili, łańcuchy trzymające cała platformę, napięły się, zgrzytnęły i pociągły ją do góry wraz z wozami, w kierunku parku maszynowego. Winda służyła tylko pojazdom wracającym z akcji. Inne transportery i samochody, gotowe do misji, zatankowane, z uzupełnioną amunicją czekały na swoją kolej w garażach Rycerzy, mieszczących się przy każdej, z czterech bram. Zapobiegało to traceniu czasu, na powolne wyprowadzanie pojazdów windą. Kierowcy musieli napisać szczegółowy raport o przebytej odległości, zużytej amunicji i pozostałych sprawach, tego typu. Do takich celów służył ten właśnie Park Maszynowy. Kiedy winda znalazła się równo, z widoczną z daleka, z goła wyglądającym jak dziura w murze, wejściem, pojazdy zniknęły w niej, po to tylko, żeby po chwili zatrzymać się po środku przestronnego pomieszczenia. Mężczyźni poczęli opuszczać pojazdy i rozchodzić się w swoje kierunki. - Młody, będziesz dzisiaj u „Majora”? – zapytał się Jeff. - Nie wiem, nie wiem. Jenny chciała, abym poszedł do Górnego Dystryktu i kupił trochę konserw oraz innych śmieci, na jej urodziny. I ta atmosfera tego całego „Majora”, za bardzo mi nie odpowiada. - Co ty pieprzysz, stary! Ona sama może iść. Zna dokładnie drogę, pójdzie korytarzem pod miastem i nic się jej nie stanie. I będzie lepiej widziała, co kupić – Jeff próbował swoich sił, aby namówić kolegę na odwiedziny „Majora”. Bar „U Majora”, potocznie zwany „Majorem”, znajdował się w murach i na murach, od strony otaczającej miasto pustkowi. U góry przeważnie bawili się Strażnicy Murowi, pierwsi w przypadku ataku miasta, pod nimi zaś piwem, piosenką i zakąskami, delektowali się Rycerze, którzy powrócili z zadania i potrzebowali chwili, aby odsapnąć. - Dobra, spróbuję. Steve, ty idziesz? – zapytał się ściągającego z twarzy gogle i chustę milczącego przeważnie kierowcę. Ten, ze znanych sobie tylko powodów, zamiast odpowiedzieć pełnym zdaniem, iż tak, będzie, pokiwał tylko twierdząco głową. Na pytanie Jamesa, czy nie będzie miał nic przeciwko, jak po niego wejdzie, pokiwał głową, iż nic, żadnych obiekcji miał nie będzie. Do gawędzącej trójki mężczyzn, zbliżył się staruszek, znany dobrze jako Adam, lecz kiedy kule świszczały nad głową, lub żywi gryźli jakiegoś rekruta, wrzeszczało się tylko Stary, a on dobrze wiedział o kogo chodzi. Mężczyźni stanęli wyprostowani, na baczność, swoje lewe ręce kładąc na swoich prawych ramionach, prawą rękę zaś trzymali sztywno wzdłuż tułowia. - Panowie, dajcie se spokój, z tym durnym okazywaniem honorów – wypowiedział starzec – Idziecie dziś do tej mordowni na murach, a nie chcę, abyście wracali na czworakach, bo chcę was widzieć tutaj jutro przed południem. Weźmiecie jeszcze Crasha, dwie ciężarówki i pojedziecie, pozbierać namioty i łóżka polowe. Rano pojadą dwa Bradleye, aby zabezpieczyć drogę i samo miasteczko namiotowe. Rozumiemy? - Tak, rozumiemy Starszy. Postaramy się wrócić w pozycji wyprostowanej – jak zawsze, udzielił się Jeff. - Cieszy mnie to – rzucił staruszek na odchodne, obracając się plecami do żołnierzy i kierując do spokojnie palącego papierosa żółtodzioba, który najwidoczniej nie widział wielkiego znaku z przekreślonym papierosem i wielkiego czarnego napisu na żółtym tle, „ZAKAZ PALENIA, GROZI WYBUCHEM!”. Po chwili rozległ się wrzask starca, a rekrut o mało nie przewrócił się ze strachu, szybko gasząc papierosa i praktycznie na kolanach, przepraszając za swoje zachowanie Starszego. Trójka mężczyzn nie widziało jednak tego zajścia, ponieważ kierowali się do szatni. Rzędy szafek w różnych odcieniach rdzy, w miarę dobrze utrzymanymi zamkami oraz znajdujące się troszkę dalej prysznice z gorącą wodą, sprawiały że w tym miejscu zawsze unosiła się delikatna wilgoć w powietrzu, choć nikomu to nie przeszkadzało. James szybko odnalazł swoją szafkę. Numer 644. Ściągając ze siebie praktycznie całe swoje umundurowanie, powiesił je na wieszakach, po

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Żywe Trupy cz. 2 — czytnik · opowiadania